Strona główna Recenzje Jørn Lier Horst Gdy morze cichnie – recenzja

Jørn Lier Horst Gdy morze cichnie – recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Wydawnictwo Smak Słowa konsekwentnie uzupełnia początkowe tomy serii o komisarzu Williamie Wistingu i właśnie do naszych czytelniczych rąk trafiła chronologicznie trzecia część (licząc jednak z prequelem, czyli powieścią „Gdy mrok zapada” to czwarta), czyli „Gdy morze cichnie”.

Tym razem Wisting będzie musiał się zmierzyć z nietypową sprawą, w rozwiązaniu której wszyscy zdają mu się przeszkadzać.

Trafiamy do Stavern poza sezonem. Dochodzi do dwóch dziwnych wypadków: płonie domek letniskowy na wybrzeżu, a na schodach apteki w miasteczku zostaje znaleziony nieprzytomny mężczyzna. Ma ranę postrzałową brzucha, ale ktoś ułożył go w pozycji bezpiecznej, jakby chciał, aby go znaleziono i udzielono mu pomocy.

Czy te dwie sprawy – pożaru i napaści na tajemniczego nieznajomego coś łączy? W porcie zostaje zauważony opuszczony jacht, którym nikt nie interesuje się od kilku dni. Komisarz i jego zespół będzie miał naprawdę twardy orzech do zgryzienia, żeby uporządkować i połączyć ze sobą wszystkie fakty. Bo czy je tak naprawdę coś łączy? Może to tylko zwykłe zbiegi okoliczności, kilka różnych spraw, które przypadkowo weszły sobie w drogę?

Jedno jest pewne – to chyba najbardziej skomplikowane śledztwo w karierze Wistinga.

Zimny wiatr i źli ludzie

Jeżeli miałabym porównywać „Gdy morze cichnie” do którejś z późniejszych powieści Horsta, to chyba do „Jaskiniowca”. Mamy tutaj podobne nagromadzenie podłości. Jakoś tak już jest, że w zimnym klimacie dobrze mają się ludzie o zimnych sercach. Tacy co nie wybaczają i nie znają litości.

W „Gdy morze cichnie” komisarzowi będzie szczególnie trudno prowadzić śledztwo, ponieważ ma wrażenie, że wszyscy, łącznie z jego przełożoną starają się mu rzucać kłody pod nogi. Nieustannie brakuje ludzi i pieniędzy – cięcia budżetowe są tak dotkliwe, że nieraz działania operacyjne musi prowadzić jeden funkcjonariusz, a ekspertyzy są ograniczone do minimum. A mimo to najważniejszą bronią śledczych jest logiczne rozumowanie. I to ono ostatecznie doprowadzi do rozwiązania sprawy.

William Wisting

W tej części bardziej rozbudowany jest wątek związany z życiem osobistym komisarza. Pamiętamy, że jego żona Ingrid jest w Afryce na kontrakcie. Córka Line pracuje w lokalnej gazecie i ma chłopaka, z którym mieszka. Komisarz ma wrażenie, że po wyjeździe żony bardziej zbliżył się z córką, mają sobie więcej do powiedzenia, częściej się spotykają. Samotność ma jednak pewne konsekwencje, policjant zaczyna większą uwagę zwracać na koleżankę z pracy Torunn Borg. Czy będą jakieś reperkusje? W każdym razie symbolem rozterek komisarza stanie się likier z męczennicy, co samo w sobie jest symboliczne.

Akcja

„Gdy morze cichnie” to kolejna bardzo dobra cześć serii o Williamie Wistingu. Powieść mocna, trzymająca w napięciu, z wartką, pełną zwrotów akcją. Finał na pewno nas zaskoczy, nawet jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do stylu Horsta. Mamy w tej książce także charakterystyczną dla tego autora mroczną atmosferę, znak rozpoznawczy całej serii. Wybrzeże tonie we mgle, smagane wiatrem i drobnym deszczem. To jest aura, w której może zdarzyć się naprawdę wszystko. Odległe światła pojawiają się i znikają. Coś czai się w mroku, zło, gotowe uderzyć w każdej chwili. Dobrze, że jest William Wisting, który nie pozwoli, by stało się najgorsze… Tam gdzie nie poradzi sobie kawaleria, wystarczy on – samotny jeździec.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Smak Słowa

O Felicia zaginęła TUTAJ

O Kluczowym świadku TUTAJ

O Szumowinach TUTAJ

O Psach gończych TUTAJ

O Ślepym tropie TUTAJ