Strona główna Aktualności Morderstwo na transatlantyku – recenzja Półmistrza Mariusza Czubaja

Morderstwo na transatlantyku – recenzja Półmistrza Mariusza Czubaja

0
PODZIEL SIĘ

1939 rok, koniec lata. Na statek „Przyszłość” w Gdyni wsiada bardzo różne towarzystwo. Podróżnicy, biznesmeni, naukowcy udający się z wykładami za granicę, ludzie zaniepokojeni widmem nadciągającej wojny. Jest i znerwicowany literat Witold Gombrowicz, naftowy przedsiębiorca z Drohobycza z młodą żoną i sekretarzem, tajemnicza piękność ze starą i schorowaną ciotką, rumuński religioznawca i węgierski psychoanalityk. Jest wreszcie cała polska drużyna szachowa, zmierzająca na olimpiadę do Buenos Aires. No i jest on – Edward Abramowski, filozof. A właściwie – przede wszystkim – jest jego misja. Bo na tym statku, transatlantyku pełnym oryginałów i ich dziwnych historii on ma coś wytropić, albo kogoś.

Szybko okazuje się, że zadanie, którego podjął się Abramowski, może okazać się najtrudniejszym w jego karierze. Bo tak – wielokrotnie prowadził poszukiwania na zlecenie. Tym razem jednak na statku dzieje się coś dziwnego – złego i złowieszczego. Zostaje popełnione morderstwo, a ofiara ma wbity w oczodół szachowy pion.

Co to wszystko ma znaczyć i jaki ma związek nie tylko z drużyną szachową, ale i z przeszłością Edwarda Abramowskiego? Jakie tajemnice skrywają kabiny luksusowego transatlantyku i kim w rzeczywistości są jego pasażerowie?

Gra, która się rozpoczyna, nie toczy się jedynie przy szachowych stolikach, gdzie nieustannie trenują polscy olimpijczycy. I jest to bezwzględna rozgrywka, w której stawką jest życie.

Nie będę ukrywała, że powieść Mariusza Czubaja czytałam z prawdziwą przyjemnością. Nie tylko dlatego, że przywodziła mi na myśl najlepsze wzorce kryminału w konwencji „Śmierci na Nilu” Agathy Christie, gdzie mamy do czynienia z zagadką „zamkniętego pokoju”. „Półmistrz” jest historią elegancką i stylową. Czubaj bardzo zadbał, żeby wszystko do siebie pasowało – mamy więc klimatyczną zagadkę, przedstawioną w doskonale dopracowanych realiach końcówki lat 30. i opowiedzianą w stylistyce klasycznego kryminału. Atmosfera tej powieści jest niezrównana.

Największym atutem jest przyciągająca galeria postaci. Od neurotycznego i cierpiącego na rozliczne wyimaginowane przypadłości Gombrowicza, po dziwaczne figury, takie jak nafciarz Wolica, psychoanalityk Maroczy, czy wreszcie mroczne postaci drugoplanowe jak endek Zaremba, stręczyciel Staszewski, czy enigmatyczny Pedersen. Każda z nich jest nie tylko świetnie opisana, ale i przekonywująco przedstawiona w działaniu. Każda ma jakąś skazę i każda niepokoi. Nawet bojaźliwa Lusia Wolica, czy piękna Nina, strażniczka starej ciotki. Cała szachownica pełna bierek w trakcie rozgrywki!

No i sam Abramowski – istny człowiek zagadka! Co właściwie skłoniło go do podjęcia owej misji na transatlantyku? Jaka jest nagroda, a być może cena za to zadanie? Śledzenie związków głównego bohatera z innymi pasażerami statku, wzajemnych sojuszy i opozycji, to najbardziej pasjonująca część lektury. Bo ta postać ma jednak rys tragiczny. Trochę jak Szymon Gajowiec w „Przedwiośniu”, którego Żeromski wzorował na Edwardzie Abramowskim, tym prawdziwym społeczniku i filozofie.

Czubaj zapragnął uczynić z niego również kogoś w rodzaju detektywa. I kogoś w rodzaju szachisty. W każdym razie „kogoś w rodzaju”. Ta niejednoznaczność jest tu bardzo ważna. Bo i o tym jest „Półmistrz” – że często nasze zmysły nas zwodzą. To na co patrzymy, jest czymś innym. Iluzją, złudzeniem. Półprawdą. Trzeba wiele samozaparcia, wytrwałości, odwagi i mądrości, żeby w takich warunkach dotrzeć do prawdy, a potem ją wyegzekwować. Czasami po latach.

Bardzo serdecznie polecam lekturę!

Za książkę do recenzji dziękuję Znak Crime