Strona główna Recenzje Niespokojne wody – recenzja „Szumowin” Jørna Liera Horsta

Niespokojne wody – recenzja „Szumowin” Jørna Liera Horsta

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Agnieszki Krawczyk

Jest pełnia lata, ale w nadmorskim Stavern próżno liczyć na spokój. Fale wyrzucają na brzeg but sportowy, w którym tkwi odcięta ludzka stopa. Lewa. Kilka dni później pojawia się kolejne takie znalezisko – w sumie jest ich cztery; zawsze są to lewe stopy, w obuwiu sportowym. Zagadka w niepokojący sposób zaczyna łączyć się z nierozwiązaną do tej pory przez miejscową policję sprawą zaginięć pensjonariuszy domu spokojnej starości. W ciągu poprzedzającego roku zniknęło ich aż trzech, a wkrótce później bez wieści przepadły kolejne osoby, tym razem kobiety.

 

Śledztwem zajmuje się William Wisting, który w tej odsłonie swych przygód wyraźnie cierpi na wypalenie. Jest zmęczony i zniechęcony; ma świadomość, że jego zawodowe wysiłki nie zawsze przynoszą efekty, których się spodziewa. Wydział ma za mało ludzi, nie wszystkie sprawy są prowadzone z należytą starannością – tak jest w przypadku zaginięcia staruszków. W początkowej fazie dochodzenia nie przesłuchano wszystkich świadków, nie zebrano materiału do badań DNA, takie zaniedbania mogą się później okazać brzemienne w skutkach. Zwłaszcza w obliczu tak niepokojących faktów, jak makabryczne znaleziska na plaży. Do zespołu zostaje dokooptowany oceanograf, który ma za zadanie wyznaczyć obszar morza, skąd mogły przypłynąć na plażę odcięte fragmenty zwłok.

 

 

Do Larviku przyjeżdża też córka Wistinga, Line, aby dla swojej gazety przeprowadzić cykl wywiadów z byłymi skazańcami, który wyszli na wolność. Czy pobyt w więzieniu ich zmienił? Czy czują się zresocjalizowani? Odpowiedź na te pytania będzie zaskakująca.

 

Prowadząc swoją sprawę, Wisting nieoczekiwanie sięga w rejony, których eksplorować nie zamierzał, a chyba nawet nie spodziewał się tam dotrzeć. Do zagadek z przeszłości, sekretów i porachunków, które miały być na zawsze okryte tajemnicą, a nieoczekiwanie wyszły na jaw.

 

„Szumowiny” to kolejna znakomita powieść Horsta, którą czyta się z zapartym tchem dla jej kryminalnej fabuły, ale i dla obyczajowego tła, bo jak zwykle jest ona czymś więcej niż tylko kryminałem. Autor porusza tu wiele interesujących tematów, z dyskusją o systemie penitencjarnym na czele. Czym bowiem jest kara więzienia, i jaki jest jej cel? Jeden z rozmówców Line mówi, że więzienie sprawiło, iż stał się dużo gorszym człowiekiem, resocjalizacja nie przyniosła zatem efektu, wręcz przeciwnie. Horst pokazuje, że przestępcy są w dużej mierze tworem środowiska, w którym się wychowali i wzrastali oraz faktu, że w kluczowym momencie ich młodości nikt nie okazał im wsparcia, nie pokierował na właściwą drogę. To smutna konstatacja, ale zapewne prawdziwa. W kolejnej warstwie powieści pisarz dotyka innej ważnej kwestii – rozliczeń z przeszłością i wstydliwych kart z dziejów Norwegii, związanych z jednej strony z bogaceniem się Norwegów podczas wojny na interesach z Niemcami oraz z drugiej z powojennymi paramilitarnymi organizacjami, gromadzącymi nielegalnie broń na wypadek kolejnego konfliktu. Ta wielość poruszanych tematów może zaskakiwać, ale zapewniam – wszystkie znajdują swoje uzasadnienie w fabula. Życie społeczne jest bowiem ogromnie ważnym elementem kryminalnej intrygi, a Horst, jak nikt, lubi trochę poszczypać swoich rodaków i wytrącić ich z bezpiecznej strefy komfortu.

 

„Szumowiny” to powieść głęboka i niezwykle bogata. William Wisting jest człowiekiem z krwi i kości, któremu nie obce są słabości typowe dla nas wszystkich. Jest pracowity i odpowiedzialny, ma przy tym świadomość własnych ograniczeń oraz barier, jakie nakłada na niego policyjny regulamin. Czasem przeszkadza mu zadufany w siebie i we własne zdolności przełożony, czasem brak czasu i środków na szerzej zakrojone poszukiwania. Nigdy jednak nie zawodzi go policyjny nos. Wisting jest perfekcjonistą i wszystko woli zrobić sam, co także często go ogranicza. Z drugiej strony, fakt, że każdą sprawę bada osobiście, daje mu szerzy ogląd i pozwala lepiej zgłębić kontekst.

 

Nie ukrywam, że jestem wielką wielbicielką cyklu o Williamie Wistingu i na każdą książkę czekam z wielką ciekawością. I tym razem się nie zawiodłam – „Szumowiny” to kawałek dobrej literackiej roboty. Jest tu wszystko, czego się wymaga od kryminału i to w najlepszym gatunku – zwarta ciekawa fabuła, trzymająca w napięciu intryga i budzący sympatię bohater. No i zagadka, podlana nieco makabrycznym sosem, sięgająca dosyć głęboko w przeszłość, czyli taka jak lubię.

 

Serdecznie polecam.

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Smak Słowa