Strona główna Recenzje Większość bezwzględna Remigiusz Mróz – recenzja

Większość bezwzględna Remigiusz Mróz – recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Większość bezwzględna Remigiusz Mróz - recenzjaW kręgach władzy, tom II: Większość bezwzględna

Wszyscy wiemy jakim fenomenem na naszym rodzimym rynku wydawniczym jest Remigiusz Mróz i chyba nie trzeba tego przypominać. Dość powiedzieć, że czytelnicy powieści Mroza zazwyczaj szczególnie lubią któryś z jego cykli. Są więc wielbiciele Chyłki, Forsta, no a ja zaliczam się do fanów „W kręgach władzy”.

Uważam, że w tej serii Mróz dał prawdziwy pokaz swoich możliwości i chyba najlepiej rozwinął skrzydła. Szczególnym przykładem jest właśnie omawiany, drugi tom cyklu, czyli „Większość bezwzględna”. Czego tutaj nie ma? Dostaliśmy pasjonującą analizę mikrotargetingu (w teorii i praktyce politycznej), kilka bardzo trafnych spostrzeżeń na temat parlamentaryzmu, a właściwie osobliwej arytmetyki, którą rządzą się głosowania sejmowe, jest sporo zadumy nad samym ustrojem państwa. Tak, nie ulega wątpliwości, że polityka to gra. Jest to bezpardonowa walka o władzę, gdzie naprawdę „ostatnich gryzą psy”. Tutaj sojusze są naprawdę przejściowe i iluzoryczne, a wczorajsi partnerzy, dzisiaj już mogą być wrogami na śmierć i życie. Bo takie są właśnie realia tej gry.

Bohaterowie „Większości bezwzględnej” doskonale to rozumieją. Siedzą przy stoliku, gdzie każdy gra znaczonymi kartami i w dodatku oszukuje. Tu trzeba mieć żelazne nerwy i lubić hazard. Każdy z nich – Patryk Hauer, prezydent Seyda, premier Chronowski i inni po prostu to kochają.

Jeżeli dodamy do tego trzymającą w napięciu fabułę, w której może naprawdę zdarzyć się wszystko, a od zwrotów politycznej i sensacyjnej akcji (w końcu nad krajem wisi groźba zamachu terrorystycznego podczas szczytu w Malborku) aż boli głowa i wreszcie ostre jak brzytwa zakończenie, to macie „Większość bezwzględną” w całej krasie. Jak zwykle Mróz pokazał pełnię możliwości.

I zrobił coś więcej. W tej politycznej fikcji ujawnił pewną smutną prawdę. W polityce jest dużo gry o tron, a za mało troski o dobro państwa. Choć pozornie ten slogan: „dobro ojczyzny i obywateli” nie schodzi politykom z ust. Tylko czy ktoś traktuje te słowa poważnie? Próżno szukać w powieści Remigiusza Mroza „uczciwego” człowieka parającego się polityką. Są za to cyniczni manipulanci, myślący głównie o władzy samej w sobie. Upaja ich jak narkotyk i zaślepia. Ta zabawa jest prowadzona dla samej gry, walka toczy się, by zwyciężyć, upokorzyć przeciwnika, przechwycić ośrodki decyzyjne. A co potem? Co zrobicie dla ludzi – zdaje się pytać autor.

No właśnie – co zrobicie? Chyba nieprzypadkowo trzecia część będzie nosić tytuł „Władza absolutna”. Remigiusz Mróz lubi zgrabne cytaty. W „Większości bezwzględnej” posłużył się mottem z Machiavellego: „Ten, kto ma władzę, nie musi nikogo za nic przepraszać”. Do kolejnego tomu idealnie jednak pasuje cytat z Lorda Actona: „Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie”.

Bardzo jestem ciekawa tej książki! A „Większość bezwzględną” polecam bezwzględnie i z czystym sumieniem. Remigiusz Mróz w najlepszej formie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia Mroczna Strona

O Wotum nieufności u nas TUTAJ