Strona główna Recenzje Felicia zaginęła Jørn Lier Horst – recenzja premierowa

Felicia zaginęła Jørn Lier Horst – recenzja premierowa

0
PODZIEL SIĘ
Felicia zaginęła Jørn Lier Horst – recenzja premierowa
Felicia zaginęła Jørn Lier Horst

Dzisiaj, 16 sierpnia ma swoją premierę „Felicia zaginęła” Jørna Liera Horsta, a my przychodzimy do Państwa z recenzją. Każda nowa powieść tego autora jest dla Zbrodniczych Siostrzyczek wyczekiwana i nawet nie staramy się tego ukryć.

Mamy przy tym świadomość, że Jørn Lier Horst nie jest w Polsce tak znanym autorem jak Jo Nesbo, czy Camilla Lackberg, ale jego cykl kryminalny o komisarzu Williamie Wistingu naprawdę zasługuje na uwagę. A powieść „Felicia zaginęła” znowu nie zawodzi.

Felicia zaginęła, czy ktoś wie, gdzie jest?

Śledztwo Wistinga dalekie jest od rutyny: brygada remontująca drogę, znajduje pod asfaltem, zakopaną pod ziemią szafkę ubraniową, a w niej zwłoki kobiety. Ściślej mówiąc – szkielet. Asfalt kładziono 25 lat wcześniej, więc można się domyślać, że to wówczas ukryto tam ciało. Dosyć szybko udaje się też ustalić, kto w tym czasie zaginął – młoda kobieta, Felicia Natholm. Sprawa jej ewentualnego morderstwa przedawnia się dokładnie za 4 dni i tylko tyle ma komisarz Wisting na wyświetlenie tej zagadkowej historii.

A nowe śledztwa nie czekają – na pobliskim polu golfowym ktoś robi dziwne kręgi w trawie, które ściągają badaczy zjawisk paranormalnych z całego kraju i stają się zmorą policji, a w mieście bez śladu znika młoda dziewczyna Amalie Lund. Sprawę zgłasza jej zaniepokojony narzeczony, Richardt. Amalie była w depresji po śmierci ojca, teraz na raka umiera również jej matka. Istnieją podejrzenia, że mogła chcieć odebrać sobie życie.

Niespodziewanie sprawa sprzed lat zaczyna wpływać na współczesne śledztwo dotyczące zaginięcia. William Wisting walczy z czasem – przedawnieniem w sprawie Natholm i poszukiwaniami Lund.

Wszystko inaczej

„Na dnie wszystko wygląda inaczej niż na powierzchni” („Felicia zaginęła” s. 234) mówi jedna z postaci, mając na myśli jezioro, ale my możemy tak powiedzieć o śledztwie, a jeszcze szerzej – o kryminale Jørna Liera Horsta. Bo taka jest właśnie strategia jego pisarstwa. Historia rozwija się przed nami powoli, co oczywiście nie oznacza, że jest pozbawiona tempa i suspensu. Wręcz przeciwnie – Horst to jeden z najlepszych kryminalnych „opowiadaczy” jakich znam. On po prostu rozkłada nam swoją fabułę jak wachlarz. Starannie myli tropy i udziela skąpych wskazówek, a jednak wszystko jest w tekście, lecz o tym przekonujemy się dopiero na końcu. Każdy element układanki znajduje wreszcie swoje miejsce jak w skomplikowanym puzzlu i nagle wszystko staje się jasne. U Horsta nie ma zbędnych rekwizytów, czy niepotrzebnych rozmów. Czytelnik zawsze powinien zachowywać czujność, a i tak na pewno da się zmylić.

„Felicia zaginęła” to chronologicznie trzecia powieść Jørna Liera Horsta. Po prequelu „Gdy zapada mrok” i debiutanckim „Kluczowym świadku”. Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Smak Słowa zdecydowało się opublikować te wcześniejsze części serii. Obawiałam się, że może są słabsze od „Jaskinowca”, czy „Szumowin”, ale wcale nie. „Felicia zaginęła” to kolejna mocna pozycja w dorobku autora.

Najważniejsze pytanie w sprawie o zabójstwo

Nie będę ukrywała, że William Wisting to jeden z moich ulubionych bohaterów. Pewnie dlatego, że Jørn Lier Horst postanowił zrobić z niego zwyczajnego faceta. Wisting nie ma nałogów (no, może jeden – za dużo je i zmaga się z nadwagą), nie jest mizoginem, prowadzi normalne życie: ma żonę i dwoje dzieci. W dalszych powieściach ta jego rodzinna sytuacja się zmienia, dlatego z ciekawością czytam wczesne tomy serii, kiedy wszystko jest jeszcze na swoim miejscu. Wisting jest uporządkowany, co nie znaczy, że nudny. To uporządkowanie pozwala mu bowiem bardzo logicznie podchodzić do badanych spraw. Jak sam mówi: „Najważniejsze pytanie w sprawie o zabójstwo brzmiało dlaczego” („Felicia zaginęła” s. 28). Odpowiedź na nie była kluczem do rozwikłania zagadki. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to właśnie na uporządkowaniu komisarza opiera się sukces całego dochodzenia. To ostatecznie on łączy wszystkie wątki w całość i dochodzi do rozwiązania. Błyskotliwy umysł i cicha praca – to atuty Wistinga. W powieści „Felicia zaginęła” znowu musi nanizać mozolnie poszlaki, żeby uchwycić główny motyw sprawy. A nie jest to łatwe. W dochodzeniu nieustannie ktoś mąci, próbując zatrzeć ślady i skierować śledztwo na fałszywe tory. Sprawca bardzo chce wymknąć się sprawiedliwości i może mu się to udać.

Praca w grupie

„Praca policjanta to nie był występ solowy, lecz działanie zespołowe, które wymagało przywódcy” („Felicia zaginęła” s. 30). Jørn Lier Horst, sam wieloletni komisarz policji kryminalnej wielokrotnie podkreśla w swoich powieściach, jak ważną rolę w pracy śledczego odgrywa zespół. A William Wisting ma zgraną grupę współpracowników, o których pora wspomnieć. Torunn Borg to utalentowana śledcza, a jej analizy dokumentów są bezcenne. Wiecznie żujący snus Hammer zajmuje się przestępstwami narkotykowymi i jego rozeznanie w tym światku potrafi rzucić zupełnie nowe światło na dochodzenie. Przeszłość Hammera była zresztą szeroko wyjaśniona w „Kluczowym świadku”. Swoją rolę mają do odegrania też młodzi i zdolni policjanci, tacy jak Mortensen. Tak jak już kiedyś wspomniałam – Jørn Lier Horst jest jedynym autorem, u którego nie nużą mnie sceny narad policyjnych. Wiem, że wnoszą coś do akcji, a poza tym przedstawia je fachowiec, który wie, o czym pisze.

Przyznajmy to otwarcie – nie jest łatwo napisać cykl kryminalny. Jørn Lier Horst naprawdę to umie i każda jego powieść jest świetna. Można lubić bardziej jedną lub drugą, ale każda trzyma poziom. Jest tu wszystko czego wymagamy od powieści w tym gatunku: wyrazisty, ciekawy i inteligentny bohater, wciagające, autentyczne śledztwo, suspens i dreszczyk emocji. Horst potrafi przy tym pisać i trzymać w napięciu. To się czyta, proszę Państwa! Książkę „Felicia zaginęła” łyknęłam w jeden dzień, choć miałam nadzieję, że starczy mi na weekend. Nic z tego. Horsta czyta się na jednym oddechu.

Tłumaczenie powieści: Milena Skoczko

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa

Recenzja Kluczowego świadka

Recenzja Szumowin