Strona główna Nasze patronaty Ann Cleeves Czerwień kości – recenzja

Ann Cleeves Czerwień kości – recenzja

1
PODZIEL SIĘ

Ann Cleeves Czerwień kości - recenzjaTym razem jesteśmy na Whalsay. Rzut oka do Wikipedii: jest to szósta co do wielkości wyspa Szetlandów i zamieszkuje ją ponad tysiąc osób (czyli sporo, bo na rodzinnej wyspie Pereza, Fair Isle mieszka zaledwie 55 osób). Prom na główną wyspę Szetlandów, czyli Mainland (to tam znajduje się Larwick i posterunek policji, gdzie służy Jimmy Perez) płynie z Whalsay 35 minut. Wszystko już wiadome na temat miejsca akcji? To teraz parę słów o fabule.

Whalsay to wyspa rybaków oraz hodowców owiec. Ludzie zajmują się tutaj również wydobyciem i suszeniem torfu. Jest to zamożna wyspa, bo rybactwo jest opłacalnym zajęciem, więc większości mieszkańców powodzi się dobrze. Oczywiście nie wszystkim, co rodzi różne niesnaski i mniejsze lub większe zgrzyty.

Na polu należącym do jednej z zagród, której właścicielką jest staruszka Mima, prowadzone są wykopaliska archeologiczne. Młoda naukowczyni Hattie podejrzewa, że kiedyś mogła się tam znajdować siedziba kupca. W wykopie niespodziewanie odnalezione zostają kości. To wydarzenie uruchamia ciąg tragicznych wydarzeń – wkrótce ktoś zginie, a kolejne ciało zostanie odnalezione w wykopie archeologicznym. Czy morderstwa wiążą się jakoś z historią? Może kości z wykopu wcale nie są tak stare jak podejrzewała Hattie?

Szef i jego podwładny

Jimmy Perez jak zwykle ma twardy orzech do zgryzienia. Kto czytał dwie poprzednie powieści Cleeves, czyli „Czerń kruka” recenzja TUTAJ i „Biel nocy” recenzja TUTAJ wiedzą, że mentalność wyspiarzy jest specyficzna. Dobrze chronią swoje tajemnice. I to nie dlatego, że panuje jakaś zmowa milczenia, po prostu tutaj taka dyskrecja jest strategią przetrwania – ludzie wolą nie wiedzieć i nie domyślać się pewnych rzeczy, bo tak po prostu żyje się łatwiej.

Whalsay to rodzinna wyspa pomocnika Pereza Sandy’ego. Młody policjant, podobnie jak jego szef opuścił swoją wyspę i zamieszkał na Mainland, ale wciąż czuje związek z miejscem swego urodzenia. Tak się składa, że jest spokrewniony właściwie ze wszystkimi osobami zamieszanymi w sprawę. To ułatwia, ale też poważnie utrudnia śledztwo. Poza tym poznaliśmy Sandy’ego w poprzednich tomach jako oddanego pracy i uczynnego, ale nieco… mało lotnego. Tym razem widzimy zupełnie inną twarz tego policjanta. Gdy Perez okazuje mu zaufanie, powierza dyskretne śledztwo wśród rodziny i krewnych, Sandy wywiązuje się z zadania bardzo dobrze. Widać, że młody człowiek robi wielkie postępy i gdy mu dać wolną rękę, potrafi być operatywny i twórczy.

Jimmy Perez z kolei zmaga się z osobistymi problemami. Jego dziewczyna Fran wyjechała właśnie do Londynu i detektywa dręczy absurdalna myśl, że może wcale nie wróci. Poza tym Perez uświadamia sobie, że chciałby mieć dziecko, a jeszcze bardziej – że pragnie poślubić Fran. Boi się jednak uzewnętrznić swoje marzenia, opowiedzieć o nich wybrance, nie chce zostać źle zrozumiany, wyśmiany.

Osobiste kłopoty nakładają mu się na śledztwo, a zaczyna ono biec w nieoczekiwaną stronę. Na jaw wychodzą sprawy sięgające II wojny światowej i słynnego Szetlandzkiego Autobusu – ruchu oporu organizowanego przez wyspiarzy. Akcja zapętla się tak znakomicie, że ostateczne rozwiązanie zagadki jest dla czytelnika wielkim zaskoczeniem.

Kraina skał i mgły

Bardzo lubię szetlandzką serię Cleeves. Polubiłam też same wyspy, choć ich krajobraz wydaje się dosyć nudny i niegościnny – morze, mgła, trawa i skały. No i owce na każdym wolnym skrawku zieleni. Szetlandy mają jednak w sobie coś niepokojącego i nieodparcie romantycznego. Są dziwne i obce, ale z drugiej strony – przyciągają. Cleeves ma talent do odtwarzania tej atmosfery, podobnie jak Peter May, gdy pisze o Hebrydach lub Simon Beckett, gdy w „Niespokojnych zmarłych” opisywał wyspę Mersea (recenzja TUTAJ). Angielskie/szkockie wyspy emanują tym niepowtarzalnym klimatem fascynującej grozy, który sprawia, że po prostu chce się czytać te książki.

Serdecznie polecam całą serię szetlandzką Ann Cleeves. Zwracam uwagę, że wyspy, na których umiejscowiona jest akcja wymuszają niejako zastosowanie techniki „zamkniętego pokoju”, tak trudnej w kryminale. I Cleeves operuje tym chwytem w sposób mistrzowski. Nie osłabiając tempa akcji, potrafi wprowadzić też wiele cennych obserwacji społecznych: o wyludnianiu się wysp i „przeławianiu” zasobów ryb, tradycyjnym rzemiośle (szetlandzkie swetry!) i próbach ocalenia własnej, hermetycznej wyspiarskiej kultury.

Powiem szczerze – nie mogę się już doczekać części, w której „teatrem zdarzeń” będzie rodzinna wyspa Pereza, czyli tajemnicza, najbardziej oddalona od centrum archipelagu Fair Isle.

Książka pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek, przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czwarta Strona

O premierze „Czerwieni kości” u nas TUTAJ

  • Całkowicie się zgadzam i również z niecierpliwością czekam na kolejną część.