Strona główna Recenzje Och, Jack, czyli Lee Child „Adres nieznany”. Recenzja

Och, Jack, czyli Lee Child „Adres nieznany”. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Och, Jack, czyli Lee Child „Adres nieznany”. RecenzjaOd wielu lat, a konkretnie od kiedy wzięłam do ręki pierwszą książkę z cyklu, próbuję przeanalizować moje uwielbienie dla powieści o Jacku Reacherze. Bo może na wstępie powinnam zaznaczyć, że Lee Childa uwielbiam, więc żadną miarą nie potrafię o nim pisać obiektywnie. I uwielbiam go z książki na książkę coraz bardziej, bo jeszcze nigdy mnie nie rozczarował.

Tak, tak, wiem, Jack Reacher to wcielony archetyp bohatera.

Przychodzi znikąd (dlatego adres nieznany) rozprawia się z bandziorami i odchodzi w kierunku zachodzącego słońca. Nigdy nie przegrał bojki, umie przeanalizować każdą sytuację. W każdej powieści jesteśmy pewni, że wyjdzie cało z najtrudniejszej sytuacji. Dlaczego więc nam się to nie nudzi?

Na pewno ważną rolę odgrywa tu pisarska sprawność Lee Childa. Były scenarzysta takich hitów serialowych jak „Klejnot w koronie” czy „Z powrotem w Brideshead” warsztat ma w małym palcu. Napięcie, humor, który napięcie rozładowuje: wszystko jest tak, jak ma być.

Ale gdyby chodziło tylko o warsztat, powieści Lee Childa byłyby pewnie wydumane i sztuczne, a nie są. Są świeże, zabawne i piekielnie wciągające. Po namyśle dochodzę więc do wniosku, że chodzi o wdzięk. Ogromny wdzięk Jacka Reachera, nie do odparcia w polaczeniu z prawie dwumetrowym wzrostem, prawie stukilową wagą i łapami jak u goryla.

„Adres nieznany” to prawdziwa gratka dla takich czytelników jak ja, którzy dostają ślinotoku na wieść o tym, że nowa powieść Lee Childa pojawiła się w księgarniach.

Bo to nie jest powieść, tylko zbiór opowiadań, które pokazują Jacka Reachera w „dziurach” pomiędzy pełnowymiarowymi historiami. W jednym opowiadaniu wracamy do jego dzieciństwa, w innym – do początku służby w wojsku, w wielu żyje jeszcze brat Jacka Joe, który tak w ogóle – jak wiedzą wszyscy fani powieści – zginął zaraz w pierwszym tomie serii. A jak jest się czyimś wielbicielem, to chce się dowiedzieć jak najwięcej o swoim przedmiocie uwielbienia. Więc fani Childa będą mieli przy czytaniu tego tomu prawdziwą przyjemność.

Mówiłam, że to nie będzie obiektywna recenzja. Wybaczcie. I sami sprawdźcie, jak smakowitą lekturą jest „Adres nieznany”. Ja mogę tylko (tak, jak dziewczyny Bonda obowiązkowo w każdym filmie wzdychają „och, James”) wetchnąć „och, Jack”.