Strona główna Wywiady O zabijaniu w Ameryce, wywiad z Walterem Mosleyem

O zabijaniu w Ameryce, wywiad z Walterem Mosleyem

0
PODZIEL SIĘ

Walter Mosley, jeden z najwybitniejszych pisarzy z gatunku ?hard boiled crime? był w tym roku gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu oraz laureatem honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru. Powieści Mosleya są słabo znane w Polsce; z najpopularniejszego cyklu o czarnoskórym detektywie Easy Rawlinsie ukazały się dotychczas dwie pozycje ?Śmierć w błękitnej sukience? (wznowiona niedawno przez wydawnictwo EMG pod oryginalnym tytułem ?Diabeł w błękitnej sukience?) oraz ?Czerwona śmierć?. Wydawnictwo EMG rozważa wydanie po polsku wszystkich powieści z tego cyklu: bardzo prosimy o więcej Easy Rawlinsa!

Rozmawia Marta Guzowska

MG: Będziemy rozmawiać o Easy Rawlinsie, jedynym Pana bohaterze znanym w Polsce. Mam nadzieję, że nie ma Pan nic przeciwko temu.

WM: Możemy rozmawiać o czym Pani sobie życzy (śmiech).

MG: Na język polski przetłumaczone zostały dwie pierwsze powieści z Easy Rawlinsem, ?Diabeł w błękitnej sukience? (w pierwszym wydaniu powieść nosiła tytuł ?Śmierć w błękitnej sukience?) i ?Czerwona śmierć?. Obecnie wydawnictwo EMG przygotowuje reedycje tych powieści, ?Diabeł? już się ukazał. Ale Pan napisał jeszcze potem wiele powieści o Easy Rawlinsie. W przedostatniej książce wydanej w 2006 Easy ma poważny wypadek. Po tej powieści zrobił Pan sobie dłuższą przerwę i wszyscy chyba już myśleli, że Easy naprawdę umarł. W tym roku powrócił w Pana najnowszej powieści z cyklu, zatytułowanej ?Little Green?. Dlaczego kazał mu Pan zmartwychwstać?

WM: Ale on nie umarł?

MG: Dla wielu czytelników tak. Wypadek, któremu uległ, był ciężki, miał prawo się nie wykaraskać. A poza tym w jednym z wywiadów powiedział Pan, że Easy już nie wróci.

WM: To prawda, tak powiedziałem i wtedy nawet tak myślałem. To tak samo jak z rozwodem. Większość ludzi nie planuje powtórnego ślubu, ale większość jednak to robi, prędzej czy później. Przestałem pisać o Easym, bo miałem uczucie, że zabrnąłem w ślepy zaułek. Byłem zadowolony z książek, które napisałem, ale wiedziałem, że jeśli napisze jeszcze jedną, będzie ona za bardzo przypominała poprzednie. Absorbowały mnie wtedy inne rzeczy, pisałem inne książki. A potem, któregoś dnia, zacząłem o tym myśleć. ?Little Green? to zupełnie inne spojrzenie na świat Easy Rawlinsa. Mimo, że od jego wypadku upłynęło zaledwie kilka miesięcy, świat się zmienił (akcja powieści dzieje się pod koniec lat 1970tych, w czasach dzieci-kwiatów ? MG). Easy dostrzega, że długowłosi biali w Ameryce są traktowani trochę tak, jak on sam od zawsze był traktowany. Ale inaczej na to reagują. Easy patrzy na nich ze zdumieniem. Hipisi nie tylko walczą z uciskiem, Afroamerykanie też to robią. Ale hipisi są optymistami, jakimi czarni w Ameryce nigdy nie byli.

MG: W pierwszych Pana książkach Easy jest klasycznym bohaterem gatunku noir. Bardzo przypomina innych słynnych detektywów tego gatunku, Philipa Marlowe?a czy Lwa Archera. A potem obciąża go Pan rodziną, dziećmi. A to go zmienia. Nie jest już beztroski, musi zarabiać na rodzinę, musi dzwonić do domu, jeśli zamierza spędzić noc gdzie indziej? Dlaczego zdecydował się Pan na taki zabieg?

WM: Uważam, że kryminał noir w swoim najlepszym wydaniu, to kryminał egzystencjalny. Jednostka zmaga się ze światem, walczy o swoją tożsamość. Próbuje zrobić właściwe rzeczy w świecie, w którym robienie właściwych rzeczy graniczy z niemożliwością. U Chandlera, Hammetta, MacDonalda@@ bohater zawsze jest facetem i nigdy się nie zmienia. Nie ma domu, nie ma samochodu, psa, dziecka, żony, matki, ojca, rodzeństwa? Łatwo być egzystencjalistą, jeśli nie ma się naprawdę związków ze światem. Bohaterowie gatunku noir mogą pozwolić sobie na bycie błędnymi rycerzami i walczyć o dobro w świecie zła, bo nie mają dzieci, o które muszą się troszczyć, domu, przyjaciół, którzy potrzebują ich pomocy? W pewnym sensie jest to?

MG: Nudne?

WM: Nie, nie nudne, to jest egzystencjalizm, którego nie da się zastosować w praktyce. Ja chcę opowiadać historie o bohaterze, z którym moi czytelnicy mogą się zidentyfikować. Chcę, żeby zastanowili się, jak oni rozwiązaliby ten problem, bo tak jak bohater mają dzieci i muszą się liczyć z konsekwencjami swoich czynów. Jeśli nie masz dzieciaków, możesz śmiało iść do więzienia na sześć miesięcy, w czym problem?

MG: Czy czyta pan inne powieści kryminalne?

WM: Staram się tego unikać, bo zdarza mi się nieświadomie zasugerować inną fabułą. Kiedyś wydarzyła mi się taka historia, straszna z punktu widzenia pisarza. Napisałem spory kawal książki, a potem uświadomiłem sobie, że nieświadomie kopiuję fabułę, którą kiedyś przeczytałem. Musiałem wszystko napisać od nowa?

MG: Ale zna pan te hiperrealistyczne powieści skandynawskie, w których uczucia, powiązania społeczne, a nawet ulice i kawiarnie są odmalowane w skali jeden do jednego?

WM: Z pierwszej ręki nie, ale słyszałem o nich tyle, że uważam, że je znam (śmiech). Doceniam ten gatunek: dawanie głównemu bohaterowi prywatnego życia, i myślę, że jest on bardzo powszechny.

MG: Pana powieści stoją w opozycji do tych hiperrealistycznych historii. Jak Pan myśli, gdzie jest przyszłość kryminału: hiperrealizm i zbliżenie do życia czy egzystencjalizm i, nie bójmy się tego słowa, romantyzm?

WM: Myślę, że hiperrealizm też może być romantyczny. Bohaterowie w takich powieściach też stoją przed trudnymi decyzjami. Jeśli masz dzieci, one mogą umrzeć, mogą cię opuścić? Może rozpaść się twoje małżeństwo?

MG: To nie jest bardzo romantyczne. To życie, które wszyscy mamy.

WM: Nie zgadzam się. W mojej przedostatniej powieści ?Blonde Faith? umiera ukochana Easy?ego i ta tragedia głęboko go naznacza. To bardzo romantyczne? Myślę, że powieść kryminalna zbliża się do prawdziwego życia. Jeśli więc pojawi się w niej romantyzm, to będzie prawdziwy romantyzm, taki jak w życiu. To będzie coś, w co czytelnik bez trudu będzie mógł uwierzyć.

MG: Podchwytliwe pytanie: Pana książki o Easym zaczynają się pod koniec lat 1940tych, ostatnia dzieje się w latach sześćdziesiątych. Mam wrażenie, że w pierwszych książkach łatwo przychodziło Panu, i Easy?emu, zamordowanie człowieka. Ludzie padają u Pana jak muchy. Ale odniosłam też wrażenie, że w latach sześćdziesiątych zabicie człowieka to już poważniejsza sprawa.

WM: Częściowo to sprawa Easy?ego i zmian, jakie zaszły w nim przez te lata. Nie jest młodym weteranem wojny, na której zabijał ludzi. Jest ojcem, nie ma już dwudziestu lat. Ale mimo to czasem zabija.

MG: Ale zdarza się też, że wprost mówi: nie chcę zabijać tych facetów, znajdźmy jakiś inny sposób.

WM: Easy, w odróżnieniu od swojego kumpla Mouse?a, nigdy nie napawał się zabijaniem, dla niego zawsze to była konieczność. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że Easy na początku zabijał lekko, ale zgadzam się, że z czasem przychodzi mu to coraz ciężej. Nie zapominajmy jednak o sytuacji społecznej, w jakiej Easy się znajduje: jeśli w samoobronie zabije białego napastnika w swoim domu, prokurator, zamiast za akt samoobrony, może to uznać za morderstwo, i wsadzić go do więzienia na resztę jego życia.

MG: Mówi Pan, że Easy się zmienił. Ale czy myśli Pan również, że Ameryka się zmieniła? Czy w latach sześćdziesiątych trudniej było zabić człowieka, niż w latach czterdziestych?

WM: Nie. Może trudniej jest zabić człowieka w okolicach roku dwutysięcznego, być może?  Ale tylko dlatego, że techniki śledcze stoją na wysokim poziomie i przestępca musi liczyć się z tym, że zostanie schwtany. Ludzie zawsze się zabijali i zawsze będą się zabijać. Znany jest przypadek mordercy ze Środkowego Zachodu, nie pamiętam jego nazwiska, który zabił w swoim domu kilkanaście kobiet i pochował je w piwnicy. Żaden z sąsiadów nie zauważył niczego dziwnego, a rozchodzący się coraz bardziej intensywny smród tłumaczyli: eee, ten facet to flejtuch, nigdy nie sprząta śmieci. I ta sytuacja trwała, dopóki jedna z ofiar nie zdołała uciec. Gdyby jej się nie udało, facet zabijałby pewnie dalej, nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Jeśli chcesz zabić Donalda Trumpa, albo Prezydenta Stanów Zjednoczonych, to pewnie nie jest takie łatwe. Ale jeśli chcesz zabić biedaka, prostytutkę, bezdomnego, narkomana? To wcale nie jest trudne. I tak wszyscy się spodziewają, że takie osoby niedługo umrą. Easy żyje w tym świecie. Nie chce zabijać.

Mimo, że Easy jest bohaterem moich powieści, to on opowiada historie, prawdziwym bohaterem tego świata jest jego kumpel Mouse. Mouse też nie chce zabijać, nigdy nie robi tego tak po prostu. Ale jeśli idzie obrobić bank i jakiś strażnik wyciągnie broń, Mouse go zabije ze słowami: ?Mówiłem ci, żebyś nie wyciągał broni?. Mouse jest prawdziwym bohaterem tego świata nie dlatego, że zabija ludzi, tylko dlatego, że jest czarnym mężczyzną, który się nie boi.

MG: A Easy się boi? Czy po prostu jest świadom konsekwencji?

WM: Kiedy Easy prowadzi samochód i policja za nim włącza koguta, serce Easy?ego staje w gardle. Easy jest człowiekiem, który zawsze jest przygotowany na najgorsze. Ma broń i pozwolenie, ale wie, że jeśli policja go zatrzyma, nie uwierzą, że pozwolenie jest prawdziwe i aresztują go. Easy to wie i jest na to przygotowany. Mouse?a to nie obchodzi, on zawsze ma broń przy sobie i ma gdzieś konsekwencje. Jeśli policja go zatrzyma, Mouse zabije policjantów.

MG: Dlaczego lata czterdzieste i sześćdziesiąte. Dlaczego Pana powieści z Easy Rawlinsem nie dzieje się teraz?

WM: W Stanach Zjednoczonych następuje wielka zmiana w prawach obywatelskich po drugiej wojnie światowej. ?Diabeł w błękitnej sukience? dzieje się w 1948, kiedy ta zmiana staje się zauważalna po raz pierwszy. Chciałem pokazać te przemiany, dla mnie, jako czarnego, to jeden z najbardziej interesujących okresów w historii mojego kraju. A nie ma innego sposobu pokazania historii w powieści, niż kazać bohaterowi ją przeżyć. Historia to prawie zawsze kłamstwo, nigdy nie dowiadujemy się jak ludzie naprawdę czuli się w jakiejś sytuacji.

MG: Jestem archeologiem, wiem, o czym Pan mówi.

WM: No właśnie. Historycy nie zmyślają, ale wybierają to, co chcą podkreślić, zaprezentować, a inne rzeczy zostawiają w cieniu. Chciałem opowiedzieć moją historię, historię rodziny mojego ojca. Jak żyli, jak wyglądało ich Los Angeles. Czytałem wiele książek o LA w tym okresie, ale w prawie żadnej nie było nic o czarnych mieszkańcach miasta. Teraz jest ich więcej, ale kiedy zaczynałem pisać, na ten temat nie można było prawie nic znaleźć.

MG: Czy będzie następny Easy Rawlins?

WM: Już go napisałem. Wyjdzie prawdopodobnie w przyszłym roku.

MG: Dziękuję za rozmowę.