Strona główna Aktualności Groza ma sporo wspólnego z kryminałem: Wywiad z Anną Kańtoch

Groza ma sporo wspólnego z kryminałem: Wywiad z Anną Kańtoch

0
PODZIEL SIĘ
Groza ma sporo wspólnego z kryminałem: Wywiad z Anną Kańtoch
Anna Kańtoch, fot. S. Okrzesik

Anna Kańtoch udzieliła nam wywiadu z okazji premiery swojej najnowszej książki „Pokuty”. Zapraszamy serdecznie!

Zbrodnicze Siostrzyczki: „Łaska”, „Wiara”, a teraz „Pokuta” – nie sposób odnieść wrażenia, że te tytuły są symboliczne. Czy układają się w pewien ciąg?

Anna Kańtoch: Tak, choć nie ma to głębszego znaczenia. To takie trochę małe oszustwo – nie miałam pomysłu na cykl z prawdziwego zdarzenia, a jednocześnie chciałam, żeby była w tym wszystkim jakaś ciągłość, żeby te trzy książki kojarzyły się w pewien sposób ze sobą. Stąd pomysł na takie właśnie tytuły. Na szczęście za każdym razem miałam pomysł, który taki właśnie tytuł usprawiedliwiał.

Każda z tych powieści – choć są zamkniętymi całościami i dotyczą innych osób i zdarzeń – toczy się w latach 80. Zauważam ostatnio w kulturze popularnej zainteresowanie właśnie tymi czasami, choćby dzięki serialowi „Stranger Things”, ale nie tylko. Jak Pani myśli, dlaczego?

Może dlatego, że moje pokolenie, czyli osoby w wieku plus minus czterdziestu lat, jest w tej w chwili w popkulturze bardzo aktywne – to ludzie, którzy z jednej strony są na tyle dojrzali, że mają pieniądze i możliwości, by robić różne rzeczy (np. kręcić seriale), a z drugiej wciąż są na tyle młodzi, by mieć energię i świeże pomysły. A że lata osiemdziesiąte to czas ich – i mojego oczywiście też – dzieciństwa, to nic dziwnego, że z sentymentem do niego wracają. Tak mi się wydaje, choć oczywiście pewności mieć nie mogę.

Porozmawiajmy teraz o „Pokucie”. Małe miasteczko nad morzem, po sezonie. Wieczór, pada deszcz. Na posterunek milicji przychodzi dziwny człowiek, Jan Kowalski. Klimat jak z filmu Giuseppe Tornatore „Czysta formalność”. Lubi Pani taką atmosferę?

Tak, zdecydowanie. Na początku zresztą, kiedy z fabuły miałam tylko sam początek, chciałam, żeby cała akcja powieści działa się na posterunku, w ciągu kilku godzin. Ostatecznie z pomysłu zrezygnowałam, bo w żaden sposób nie pasowało to do tego, co później wymyśliłam, ale może jeszcze kiedyś do niego wrócę, w innej książce.

„Pokuta” to nie jest moim zdaniem czysty kryminał. Mamy oczywiście zagadkę do rozwiązania, i to jaką, ale jest coś więcej – poszukiwanie, tajemnica, pewna mroczność. Mam wrażenie, że to się trochę wywodzi z konwencji powieści fantasy, które wcześniej Pani pisała. Czy tak jest?

Myślę że to nie tyle wpływ fantasy, co horrorów (a ściślej biorąc, powieści grozy), które bardzo lubię. Groza ma sporo wspólnego z kryminałem, zwłaszcza tym tradycyjnym – jest zagadka, jest poczucie zagrożenia i poszukiwanie odpowiedzi  na takie czy inne pytania. Gatunki różnią się oczywiście tym, że w kryminałach zagadka wyjaśnia się w ramach realnego świata, a w grozie pojawiają się elementy ponadnaturalne. Niemniej oba te gatunki są do siebie na tyle podobne, że ludzie lubiący kryminały dość często lubią grozę i odwrotnie.

Porozmawiajmy trochę o głównym bohaterze, milicjancie, właściwie starszym sierżancie Krzysztofie Igielskim. Ma czterdzieści jeden lat, w Przeradowie (mieście, w którym toczy się akcja) jest od pięciu, dziewczyna go opuściła, na awans nie liczy. Właściwie typowy „zmęczony życiem policjant”, a jednak wcale nie… Dlaczego właśnie taki detektyw?

Zależało mi, żeby to była postać  zwyczajna, jak najbardziej ludzka. Igielski pozbawiony jest większych ambicji,  tęskni za to życiem rodzinnym do tego stopnia, że w pewnym momencie wymyśla sobie nieistniejącą rodzinę. Nie jest ani typem macho, ani typem Sherlocka Holmesa – właściwie fakt, że to jemu właśnie trafiła się do rozwiązania skomplikowana sprawa, stanowi trochę ironię losu.

Groza ma sporo wspólnego z kryminałem: Wywiad z Anną KańtochW „Pokucie” mamy też do czynienia z czymś co nazwałabym elementem „miejskiej legendy”. To także rzecz bardzo charakterystyczna dla tamtych lat. Myśli Pani, że takie legendy miały znaczący wpływ na świadomość ludzi? Czy mamy naturalną skłonność do spiskowych teorii?

Pewnie mamy. A ja lubię zarówno teorie spiskowe, jak i miejskie legendy. Niedawno z niejakim rozczuleniem odkryłam znaną mi z dzieciństwa legendę o morderczej sukni ślubnej w książce pewnej amerykańskiej pisarki, jak najbardziej współczesnej. Jak widać, takie historie bywają nie tylko międzynarodowe, ale w dodatku nie starzeją się przez lata.

No i to małe miasteczko lat 80. Doskonale odmalowała Pani klimat sennej mieściny, z jej typowymi problemami, z tamtych czasów. Czy w małych miasteczkach „zabija się” pisarzowi łatwiej, czy trudniej?

Wydaje mi się, że to zależy od tego, czy piszemy kryminał bardziej, czy mniej tradycyjny.  Małe miasteczka bardziej pasują do tych tradycyjnych: ludzie się tam znają i zwracają na siebie uwagę,  obcy w okolicy czy nietypowe zachowanie sąsiada łatwo mogą zostać zauważone. Z kolei duże miasta, gdzie mieszkańcy są bardziej anonimowi, to wymarzone tło dla kryminału z elementami sensacji czy dla thrillera.

Mam jeszcze pytanie o młodych pisarzy, a właściwie kandydatów na nich. Wiem, że działała Pani na jedynym z forum dla początkujących twórców, gdzie takie osoby szukają wsparcia. Jakiej rady mogłaby Pani udzielić osobom, które zastanawiają się, czy warto wysłać swoją próbkę wydawnictwu?

Jeśli to dylemat „wysłać czy nie”, to oczywiście wysyłać – nawet jeśli nasza powieść jest kiepska, to i tak szanse na sukces mamy większe, niż gdybyśmy nie wysłali jej w ogóle. Jeśli natomiast to dylemat dotyczący tego, jak przygotować taką próbkę, to obawiam się, że moje rady będą bardzo banalne: przede wszystkim przeczytać, czego właściwie wydawnictwo sobie życzy, i się zastosować (jeśli chcą fragment, to wysyłamy fragment, a nie całą powieść itp.). A przedtem tekst przeczytać, najlepiej kilka/kilkanaście razy, i poprawić. Dobrze jest też znaleźć sobie tzw. betareaderów, czyli osoby, które nasze dzieło przeczytają i wskażą ewentualne błędy. Tu oczywiście istnieje ryzyko, że trafimy na kogoś, kto o pisaniu ma niewielkie pojęcie, ale mimo wszystko uważam, że warto je podjąć. Takie osoby można znaleźć np. właśnie na forach internetowych. Albo w sekcji literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki – jeśli ktoś mieszka na Śląsku, zapraszam w odwiedziny. Nie zajmujemy się tylko fantastyką, inne gatunki też czytamy i oceniamy. 🙂

Czego możemy się spodziewać w następnej kolejności po „Łasce”, „Wierze” i „Pokucie”?

Następnego kryminału, ale jeszcze za wcześnie, żeby mówić o szczegółach. Ważną rolę będzie tam odgrywał pewien pies, tyle mogę zdradzić. 🙂

Dziękuję bardzo za rozmowę!

Rozmawiała Agnieszka Krawczyk w imieniu Zbrodniczych Siostrzyczek

Fotografia Anny Kańtoch wykonana przez Sławomira Okrzesika publikowana za uprzejmą zgodą Wydawnictwa Czarne

O premierze „Pokuty” u nas TUTAJ