Strona główna Recenzje Lśnienie po latach czyli ?Doktor Sen? Stephena Kinga

Lśnienie po latach czyli ?Doktor Sen? Stephena Kinga

0
PODZIEL SIĘ

 

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Jest taki horror ?Zemsta po latach?, nie pytam, czy znacie, bo prawie nikt go nie zna. Puszczano go w

kinach, kiedy byłam w wieku okołolicealnym. Poszłam na to z bratem i zawdzięczam temu filmowi kilka tygodni koszmarów sennych i awantur z rodzicami o rachunki za prąd po tym, jak odmówiłam gaszenia w nocy światła. Mój brat, do czego przyznał się dopiero niedawno, też.

 

 

 

 

Kilka miesięcy temu brat wkroczył do domu z tym filmem pod pachą, znalazł go na wyprzedaży w jakimś tesco czy innej biedronce. Odkorkowaliśmy butelkę wina i nastawiliśmy się na wieczór chichrania z dawnych lęków. Owszem, chichraliśmy się, do pierwszej strasznej sceny. W połowie ja już protestowałam, że tak się nie bawię, bo miało być śmiesznie, nie strasznie, a kiedy fotel zjeżdża ze schodów (nic więcej nie będę pisać, bo może ktoś to jednak obejrzy) wyszłam, bo uznałam, że przy obecnym nawale obowiązków nie mogę sobie pozwolić na kolejne tygodnie bezsennych nocy. Bo okazało się, ku mojemu zdumieniu, że upiory, które noszę w sobie po latach, też dobrze harmonizują z tym, skądinąd kiepskim filmem.

Podobnie czułam się przy lekturze ?Doktora Sna? Stephena Kinga.

 

 

Kto nie zaliczył bezsennych nocy, albo przynajmniej koszmarnych snów po lekturze ?Lśnienia?, kto nie bał się wejść po ciemku do łazienki, gdzie za zasłoną prysznicową mogła czaić się pani Massey, niech dalej nie czyta. Takich osób jest jednak chyba mało, nie darmo ?Lśnienie? uchodzi za najbardziej przerażającą powieść Kinga. Fakt, że pisarz po latach postanowił się z nim zmierzyć, dowodzi odwagi.

Daniel Torrence, syn Jacka, też po latach musi zmierzyć się z wieloma rzeczami. Z tym, że po ojcu jest alkoholikiem, a po matce ? nałogowym palaczem. Z tym, że z cudownego dziecka wyrósł nijaki facet. Z rosnącą obojętnością. ?Doktora Sna? otwiera wyjątkowo mocna scena, w której Daniel budzi się na kacu alkoholowym i narkotykowym, kradnie pieniądze swojej partnerce na jedną noc i wychodzi nie zwracając uwagi na małego chłopca, który nosi nie budzące wątpliwości ślady pobicia. Będzie to prześladować Daniela do końca książki (pewnie też do końca życia), nawet już po tym, kiedy trafi wreszcie do małego miasteczka, gdzie weźmie go pod skrzydła niepijący alkoholik i pomoże przejść przez całą drogę do trzeźwości. Gdy Daniel już jako tako trzyma się na nogach, w innym, pobliskim miasteczku rodzi się dziewczynka, która jaśnieje tak, jak Daniel w dzieciństwie.

Gdybym zapewniała Was, że ?Doktor Sen? jest tak samo przerażający jak ?Lśnienie? kłamałabym. Oczywiste jest bowiem, że sześćdziesięciosześcioletniego pisarza przerażają inne rzeczy niż niegdyś trzydziestoletniego alkoholika. Kiedyś to były upiory: te na zewnątrz i te wewnątrz człowieka. A także porażający strach przed utratą kontroli, to przecież właśnie zgubiło Jacka Torrance?a. Dzisiaj upiory pochowały się po kątach. Dzisiaj straszny jest fakt, że ćpające kobiety mają dzieci. Że te dzieci są katowane i często zabijane. Że inne dzieci są porywane, katowane i zabijane, i nawet nie da się tego zwalić na matki ani innych członków dysfunkcyjnych rodzin. Że człowiek w obliczu zła potrafi się odwrócić i wyjść, i nawet przez głowę nie przemknie mu myśl, żeby pomóc.

Dick Halloran w ?Lśnieniu? popędził na pomoc małemu Danowi na pierwsze jego wezwanie, a była to, jak pewnie pamiętacie, podróż pełna poświęceń. Ten sam Dan po latach musi sobie przypomnieć Dicka, żeby aktywnie komuś pomóc, bo zdrowego instynktu solidarności z innym człowiekiem już nie ma, nikt z nas już go nie posiada. W ?Lśnieniu? zło zostaje pokonane, bo Jack Torrance w ostatniej chwili odkrywa w sobie człowieczeństwo i miłość do syna. W ?Doktorze Snie? zło zostaje pokonane kiedy główni bohaterowie zapominają o człowieczeństwie i biorą się brutalnie do roboty. I żeby pozbyć się jednego zła, muszą uwolnić inne. Rose Kapelusz i jej banda znikają z tego świata, ale Horace Dervent, uwolniony z głowy Daniela, na nim zostaje. Czy myślicie, że będzie tylko jadł czipsy i oglądał telewizję?

W gruncie rzeczy ?Doktor Sen? jest o wiele bardziej przerażającą i pesymistyczną książką niż ?Lśnienie?. Ale ja, toutes proportiones gardées, starzeję się razem z Kingiem. Też już nie wierzę w duchy. I też mam coraz więcej wątpliwości co do człowieczeństwa, dobra w każdym z nas i tych rzeczy w które King, ponad trzydzieści lat temu, święcie wierzył, nawet po pijaku.

 

?Doktora Sna? przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.