Strona główna Nasze patronaty Mary Torjussen „Dziewczyna, która się boi”. Recenzja

Mary Torjussen „Dziewczyna, która się boi”. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

To chyba znowu Alfred Hitchcock (wybaczcie, nie mam pamięci do cytatów, ale reżyser był autorem wielu świetnych powiedzonek i anegdot) dawał taką receptę na napięcie w filmie: przy stole siedzi kilka osób, a pod stołem cyka bomba. Zgromadzeni o niej nie wiedzą, ale widzowie – tak. Więc kiedy siedzący przy stole rozmawiają o banałach, widz obgryza z nerwów wszystkie paznokcie. Dokładnie taki sam sposób na czytelnika ma Mary Torjussen w swojej powieści „Dziewczyna, która się boi”.

Strach

Mary Torjussen „Dziewczyna, która się boi”. RecenzjaAkcja na początku toczy się tak boleśnie powoli, jak konwersacja przy stole z bombą. Hannah wraca do domu po spotkaniu w biurze, na którym obiecano jej awans. Uszczęśliwiona zatrzymuje się po drodze, żeby kupić smakołyki i szampana, którymi chciałaby uczcić nowinę ze swoim chłopakiem Mattem. Ale kiedy wchodzi do domu, okazuje się, że Matta nie ma. Nie ma też żadnej jego rzeczy, którą przyniósł do wspólnego mieszkania w ciągu czterech lat związku. Nie ma nawet pościeli, w której Matt i Hannah spali ostatniej nocy. Zniknęły nawet wiadomości od Matta do Hanny (i vice versa) na telefonie, w mejlu, na facebooku. Matt zlikwidował swoje konta społecznościowe, rzucił pracę, a jego matka sprzedała dom i nie wiadomo, dokąd się wyniosła. Matt zniknął z powierzchni ziemi.

Hannah jest załamana i przerażona, jej życie traci sens. Ma do Matta wielki żal, że stchórzył, że nie powiedział jej w twarz, że chce z nią zerwać. I że zatarł każdy, nawet najdrobniejszy ślad wspólnego życia. Dlatego postanawia odszukać Matta i wykrzyczeć mu to prosto w twarz. A szukanie szybko zmienia się w obsesję…

Więcej strachu

Nigdy chyba nie czytałam jeszcze powieści, w której opis banalnych codziennych czynności: szykowania się rano do pracy, jazdy samochodem, zakupów, sprzątania, wywoływałby gęsią skórkę. Im bardziej Torjussen przedłuża te opisy, tym bardziej czytelnik jest pewien, że to za chwile się skończy jakimś wielkim bum. Napięcie jest nie do zniesienia.

I jeszcze więcej strachu

Nie ma mowy, żebym zdradziła Wam zakończenie. Ale wierzcie mi – zaskakuje totalnie. I wywołuje jeszcze więcej gęsiej skorki. Hannah, bohaterka „Dziewczyny, która się boi”, trzęsie się ze strachu, ale podczas lektury cały czas miałam wrażenie, że ten tytuł to o mnie. To ja byłam dziewczyną, która boi się zgasić światło po przeczytaniu ostatniej strony. Boi się, jak cholera!