Strona główna Inne Mary Torjussen „Dziewczyna, która się boi”. Fragment

Mary Torjussen „Dziewczyna, która się boi”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Tłumaczenie: Maciej Nowak-Kreyer

„Przez ostatnie cztery lata na ścianach przedpokoju wisiały zdjęcia, które Matt przywiózł ze sobą kiedy się tutaj wprowadzał. Były to wielkie fotografie muzyków jazzowych, oprawione w ciężkie, czarne ramy. W stronę drzwi wejściowych patrzyła Ella Fitzgerald, na wpół przymykając oczy w nieśmiałym, ekstatycznym uśmiechu. Teraz nie było tam nic, tylko gładka, kremowa farba, którą zeszłego lata malowaliśmy hol.

Mary Torjussen „Dziewczyna, która się boi”. FragmentUpuściłam płaszcz i walizki na wypolerowaną, dębową posadzkę, potem jak automat pochyliłam się, żeby zatrzymać toczące się po ziemi butelki. Zrobiłam krok przed siebie i popatrzyłam znowu. Na ścianie niczego nie było. Odwróciłam się, przesunęłam wzrokiem wzdłuż ściany, w stronę schodów, tam gdzie zwykle wisiał Charles Parker, skąpany w złotym świetle, naprzeciwko Milesa Davisa. To zawsze wyglądało tak, jak gdyby właśnie razem grali. Teraz obaj zniknęli.

Rozejrzałam się dookoła z niedowierzaniem. Okradli nas? Ale dlaczego zniknęły tylko zdjęcia? Orzechowy sekretarzyk, który kupiłam u Heala był przecież sporo wart, a ciągle stał na miejscu. Na nim, obok telefonu stacjonarnego i lampy, stała także srebrna, emaliowana misa od Tiffany’ego, kupiona mi przez rodziców na zakończenie studiów. Włamywacz pewnie zabrałby coś takiego.

Położyłam dłoń na drzwiach do salonu, ale się zawahałam.

 A co, jeśli on cały czas tu jest?

A co, jeśli dopiero co wszedł?

Cicho podniosłam torbę i wycofałam się w stronę drzwi wejściowych. Kiedy już byłam bezpieczna na ścieżce, wyjęłam telefon, nie wiedząc, czy powinnam dzwonić na policję, czy poczekać na Matta. Wpatrywałam się w dom. Poza holem, wszędzie było ciemno W przyległym budynku także. Sheila i Ray, nasi sąsiedzi, mówili, że wyjeżdżają do niedzieli. Dom po drugiej stronie sprzedano z miesiąc, albo i dwa temu, jego byli właściciele dawno się już wyprowadzili. Wkrótce miało tam się zjawić jakieś młode małżeństwo, ale wydawało się, że jeszcze nie mieszkają. Pokoje były puste, w oknach nie wisiały firanki. Naprzeciwko nas był szeroki wjazd na drugą ulicę, gdzie stały większe domy, odsunięte, z wysokimi żywopłotami zasłaniającymi widok na resztę posesji.

Nie miałam wrażenia, żeby w naszym domu coś się porusza. Powoli przeszłam trawnikiem do okna salonu i spojrzałam przez nie w głąb ciemnego pokoju. Pomyślałam, że jeśli zniknął też telewizor, to na pewno było włamanie. I zamarłam. Telewizor zniknął. Matt, kiedy się wprowadzał, kupił wielki odbiornik o płaskim ekranie, a do tego zestaw głośników stereo. Wszystko stało na ogromnym, modnym stoliku z czarnego szkła, zajmującym pół pokoju. I wszystko teraz zniknęło.

Na miejscu telewizora zobaczyłam stary stolik kawowy, który miałam od lat. Zabrałam go z domu rodziców, gdy się wyprowadzałam. Na nim był teraz mój stary telewizor, taki wielki, bezużyteczny grat, w którym obraz podczas burzy często migotał i połyskiwał na niebiesko. Dotąd stał w komórce, oczekując chwili, gdy będzie nam się chciało go wywalić. Ledwie o nim pamiętałam.

 Twarz przysunęłam tak blisko okna, że mogłam zobaczyć na szybie mgiełkę swojego oddechu.

W oddali ostro zahamował jakiś samochód, a ja poskoczyłam i odwróciłam się, sądząc, że to Matt. Nie wiem, dlaczego tak pomyślałam.

Nagle poczułam na skórze wielki chłód, chociaż wieczór był ciepły i cichy. Wzięłam głęboki oddech, mocniej opatuliłam się żakietem. Z powrotem weszłam do domu, cicho zamknęłam za sobą drzwi. W salonie włączyłam światła sufitowe, potem podeszłam do okna, żeby zasunąć kotarę, mimo że na zewnątrz nadal było jasno. Nie chciałam jednak żadnej widowni. Stanęłam oparta o okno i przyjrzałam się pomieszczeniu. Nad gzymsem kominka wisiało wielkie, srebrne lustro. Mogłam zobaczyć w nim odbicie swojej twarzy, bladej i przerażonej. Odwróciłam się tak, żeby nie musieć na siebie patrzeć.

Wnęki po obu stronach kominka zapełnione były pomalowanymi na biało półkami. Dotąd stały na nich nasze płyty DVD, CD i książki. Na rozleglejszych, niższych półkach Matt trzymał swoje winyle – setki albumów ułożonych w porządku alfabetycznym, według nazw zespołów, im bardziej tajemniczych, tym lepiej. Pamiętam dzień, w którym się wprowadził, jak zdjęłam z regałów dziesiątki książek i wsadziłam je do pudeł w komórce, żeby zrobić mu miejsce na nagrania.

Te książki z powrotem się tutaj znalazły, wyglądały, jak gdyby nigdy ich stąd nie zabierano. Większość DVD i CD zniknęła. Wszystkie winyle też.

Odwróciłam się w stronę drugiego kąta. Nie było już tam jego odtwarzacza; zniknęła również jego stacja dokująca do iPoda. Wróciło moje stare stereo, a jego zniknęło. Przepadły również słuchawki, które kupił, gdy narzekałam, że przez muzykę nie mogę oglądać telewizji.

Poczułam się tak, jak gdyby nogi miały mi zaraz odmówić posłuszeństwa. Wiedziałam, że nie powinnam dzwonić do Matta, bo w końcu jaki w tym byłby sens? Przecież wysłał mi przekaz najwyraźniejszy z możliwych. Jednak w tej właśnie chwili zabrakło mi dumy. Chciałam z nim porozmawiać, zapytać, co się dzieje. Chociaż wiedziałam. Doskonale wiedziałam, co się dzieje. Co zrobił.”