Strona główna Recenzje Zbrodnicze Siostrzyczki testują horrory. „Jestem legendą” Richarda Mathesona

Zbrodnicze Siostrzyczki testują horrory. „Jestem legendą” Richarda Mathesona

0
PODZIEL SIĘ

Test pierwszy: Jestem Legendą Richarda Mathesona

Kilka dni temu poprosiłam Roberta Ziębińskiego z Dzikiej Bandy o polecenie 10 horrorów, jego zdaniem najlepszych, których NIE napisał Stephen King (bo akurat jego nie musi mi nikt polecać). Rober poszedł do kawiarni, nakarmił dziecko i psa lodami, po czym przysłał listę. Postanowiłyśmy ją przetestować. Od dziś, co jakiś czas, będziemy zamieszczać recenzje najlepszych, wg. Dzikiej Bandy, horrorów. Kolejność przypadkowa (w jakiej książki wpadają nam w ręce). Dzisiaj „Jestem legendą” Richarda Mathesona.

„Jestem legendą” Richarda Mathesona

Po pierwsze – film

Pewnie wszyscy widzieliście film z Willem Smithem. I pewnie niewielu z Was czytało powieść. Czyli dokładnie jak ja. Film bardzo lubię, zaliczam go do kategorii „odprężające post-apo, dobre na ból ciała lub duszy”, książki aż do wczoraj nie znałam. I to był błąd.

Główne wątki powieści i filmu się zgadzają. Robert Neville jest jedynym (czy rzeczywiście jedynym?) ocaleńcem w świecie, w którym pozostali ludzie zamienili się w dziwne stwory. W filmie to mieszanina wampirów i zombiaków, w książce bardziej wampiry, ale nie do końca o jasne. I tak ma być, bo nie jest to też jasne dla Neville’a, który stracił żonę i córkę, i żyje teraz w warownym domu, nocą obleganym przez krwiożercze stwory, z których jednym jest jego dawny kumpel z pracy.

Po drugie – książka

Ale o ile film jest przyjemnym w oglądaniu hollywoodzkim produkcyjniakiem (no i zawsze jest miło popatrzeć, jak Will Smith codziennie podciąga się na drążku, bez koszulki, bo przecież musi trzymać formę), o tyle książka ma wątki, na myśl o których Hollywood by zemdlało, a przynajmniej uciekło. Książkowy Neville najpierw jest pijakiem. Zabija alkoholem strach, wcale nie radzi sobie z nim, jak filmowy Neville, za pomocą żelaznego planu dnia i badań naukowych. Dopiero po kilku latach od apokalipsy, kiedy strach opada, opada też potrzeba Neville’s sięgania po butelkę przy każdej okazji.

Po drugie książkowy Neville pożąda kobiet. Ciągle płacze w nocy, kiedy przypomina sobie żonę, ale nie pozostaje obojętny, kiedy oblegające jego dom wampirzyce unoszą sukienki. Scenarzysta hollywoodzki prędzej by się położył z głową na torach, niż napisał podobną scenę.

I wreszcie książkowy Neville jest legendą nie dlatego, że odkrył przeciwciała, które zapobiegają rozmnażaniu się zarazka, który wywołał zagładę. Książkowy Neville coś tam odkrywa, ale to i tak nie ma znaczenia. Zostaje legendą, bo jest jedyny w swoim rodzaju. Bo zombie/wampiry, w które zarazek zamienił ludzi, nie są– jak w filmie – mało inteligentnymi potworami, ale organizują się w społeczeństwo. Na nowych zasadach. Społeczeństwo, w którym dla Neville’a nie ma już miejsca. I dlatego zostaje legendą, mniej więcej taką samą jak ostatni mamut po tym, jak upolował go Homo sapiens.

Po trzecie – ocena

Podsumowując: powieść „Jestem legendą” Richarda Mathesona jest o wiele mroczniejsza od filmu, o wiele bardziej pesymistyczna, o wiele prawdziwsza i o wiele bardziej zmuszająca do myślenia. Jest po prostu świetna:

Daję jej cztery i pół gwiazdki na pięć (pół gwiazdki odejmuję za lekkie przegadanie i powtórzenia, chociaż rozumiem, że powieść powstała w 1954 r., kiedy po prostu tak się pisało).