Strona główna Recenzje Leon Monsa Kallentofta i Markusa Luttemana

Leon Monsa Kallentofta i Markusa Luttemana

0
PODZIEL SIĘ

Leon Monsa Kallentofta i Markusa LuttemanaLeon Monsa Kallentofta i Markusa Luttemana – recenzja

W konwencji mitu

Leon to drugi tom serii o policjancie Zacku Herrym, inspirowany mitami greckimi. Tym razem, jak łatwo wywnioskować z tytułu, będziemy krążyć wokół opowieści o lwie nemejskim. Kto mitu nie pamięta, może rzucić okiem choćby do Wikipedii, a ja przypomnę tylko dwa ważne dla fabuły fakty: na zabicie lwa nemejskiego Herakles miał 30 dni, a jedna z wersji mitu mówi o ofierze z dziecka związanej z narodzinami tego potwora.

W Sztokholmie ma miejsce historia rodem z greckiego mitu – zostaje zabite dziecko, uchodźczy chłopczyk. Przypadkowy amator dronów odkrywa jego zamarznięte ciało (jest środek zimy) na kominie opuszczonej fabryki. Jest to okrutny mord, o czym policjanci przekonują się z filmu, który ktoś, posługujący się Nickiem „Leon”, wrzuca poprzez sieć TOR do internetu. Chłopca zabił mężczyzna przebrany w skórę lwa, wcześniej trzymał go przez miesiąc w klatce. Cały wydział Zacka zostaje postanowiony na nogi. Przeszukiwane są ośrodki dla uchodźców i azylantów – okazuje się jednak, że bardzo trudno wpaść na trop dziecka, nawet w tak doskonale zorganizowanej pod względem socjalnym Szwecji. W końcu jednak machina rusza i ekipa trafia na ślad handlarzy ludźmi. To jednak nie koniec, a dopiero początek tej historii, poznaczonej okrucieństwem, zbrodnią i brakiem współczucia dla innych.

Opowieść o skażonym raju

Kallentoft i Lutteman podobnie jak kiedyś Mankell starają się nam powiedzieć, że Skandynawia to nie jest już kraina bez wad, niemalże mlekiem i miodem płynąca. Wiemy o tym z „Millennium” Stiega Larssona – porządni na pozór obywatele zajmowali się tam okrutnymi praktykami. U Kallentofta i Luttemana pokazane jest coś innego – przemiana społeczna. Świat się zmienia i nie jest to żadne odkrycie, ale ja mam wrażenie, że najlepiej i najszybciej reagują na te zmiany autorzy powieści popularnych. Pamiętam, jak przed laty przeczytałam powieść kryminalną Izzo „Total Cheops” – dała ona mi więcej do myślenia na temat emigranckich problemów Francji, niż analityczne artykuły w wysokonakładowych dziennikach. Tak jest też w „Leonie”. Sytuacja ofiary, małego chłopca, o którego nie upomni się system, to bolesny wyrzut dla społeczeństwa. Problem uchodźców i emigrantów istnieje w Europie nie od dzisiaj. Obecnie jednak bardzo przybrał na sile. Mało się mówi o tym, jak w wielu przypadkach bezbronne są te osoby i niewiele mogą zdziałać osaczone przez kryminalistów. Zwłaszcza, gdy ofiarami stają się dzieci. Ich anonimowość sprawia, że są łatwym łupem i celem. Cywilizowane państwo nie powinno na to pozwalać – ta myśl pojawia się często na kartach „Leona”.

Problemy, które doganiają bohaterów

Bardzo ciekawie pokazana jest jednostka policji, w której służy Zack Herry. Tak się składa, że jego partnerka Deniz sama jest uciekinierką z kraju, gdzie rozpanoszyło się ISIS. Ma za sobą uchodźcze doświadczenie i nie są to przyjemne wspomnienia, a naznaczone przemocą i gwałtem. Dlatego też tak mocno angażuje się w sprawę małego Ismaela. Kolejny policjant, Niklas, jest Szwedem, ale ma za to dwójkę małych dzieci, w tym syna w wieku zamordowanego. Sirpa z kolei jest Finką, ma więc trochę inne skandynawskie korzenie. Każdy na komisariacie przyszedł tu ze swoimi doświadczeniami i wspomnieniami. Bo Zacka dręczy z kolei wspomnienie wypadku sprzed lat, gdy sam był nastolatkiem i wydarzyło mu się coś strasznego. Sprawa dziecka angażuje ich do tego stopnia, że zapominają o swoim własnym życiu rodzinnym i potrzebach. Robią wszystko, by schwytać mężczyznę w stroju lwa.

Morderca, kim on jest?

Jak zwykle w powieściach tych autorów nie otrzymujemy pogłębionych portretów psychologicznych. Kallentoft i Lutteman przyzwyczaili czytelników, że akcja biegnie bardzo szybko, przeskakując od sceny do sceny, skupiając się na kolejnych postaciach i ich działaniach. Wszystkich poznajemy więc w trakcie czynności, jakie wykonują. Morderca jawi nam się przez to, jako złowroga i okrutna postać. Kim jest? Dlaczego to wszystko robi? Co nim kieruje? Dramatyzmu akcji dodaje fakt, że opowieść toczy się zimą. Ciało chłopca jest zamarznięte, sroki wydziobują mu oczy i wątrobę. Wszędzie pada śnieg, jest bardzo zimno. W takim niegościnnym krajobrazie może stać się naprawdę wszystko i nie dziwimy się, że zrodził psychopatę.

Zack i jego problemy

Nieco więcej dowiemy się w tej części o głównym bohaterze. Jest bardzo dobrym i czujnym policjantem (czego dowody daje, sprawnie radząc sobie z napastnikami atakującymi kawiarnię, w której przypadkiem się znalazł), ale ma problemy. Po pierwsze zmaga się z uzależnieniem od narkotyków. Właściwie, to nie zmaga się, a stacza po równi pochyłej. W zapanowaniu nad nałogiem trochę pomaga mu sport, czyli sztuki walki, ale jest to krótkotrwały efekt. Czy Zacka jest w stanie uleczyć miłość do Mery lub przyjaźń jaką darzy zaniedbaną przez matkę sąsiadkę Ester? W każdym razie w „Leonie” czeka go próba, której nigdy sam by sobie nie życzył. A śmierć będzie naprawdę blisko.

Zakręty

Nie ukrywam, że jestem wielbicielką powieści Monsa Kallentofta. Do cyklu pisanego wspólnie z Luttemanem podeszłam „z pewną taką nieśmiałością” (jak to było w legendarnej reklamie), ale nieufność już mi minęła. Przyzwyczaiłam się do dużej ilości bohaterów i przeskoków pomiędzy scenami. Fabuła bowiem wynagradza mi wiele – wciąż trzyma w napięciu i nie daje o sobie zapomnieć. Cenię tego autora (tych autorów) za poruszanie ważnych problemów społecznych. Ich kryminały są „jakieś”. To nie tylko rozrywka, opowieść o sensacyjnym wydarzeniu, łamigłówka dla zabicia czasu w pociągu. Kallentoft i Lutteman próbują zajrzeć pod podszewkę naszego ładnego świata, żeby pokazać, jak brzydkie sprawki tam siedzą.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebis

Fragment powieści dostępny TUTAJ