Strona główna Recenzje Jędrzej Pasierski “Roztopy”. Recenzja

Jędrzej Pasierski “Roztopy”. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Jędrzej Pasierski “Roztopy”. RecenzjaZa górami, za lasami… To dobry początek bajki, ale, jak się okazuje, również kryminału. Bo tak właśnie (chociaż nie słowo w słowo) rozpoczyna się powieść Jędrzeja Pasierskiego „Roztopy”. Za górami, za lasami, żyła sobie pewna lekarka, Joanna Pascho, która miała dosyć cywilizacji i postanowiła przeprowadzić się z Warszawy do wsi Bukowce, zabitej dechami w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu, bo liczącej zaledwie pięć chałup i połączonej z resztą świata nieprzejezdną drogą. Joanna postanowiła kupić tam stary dom, w pobliskim mieście otworzyć prywatną praktykę i żyć spokojnie, w niespiesznym tempie i zgodnie z rytmem przyrody. Tylko, że z jej planów nic nie wyszło. Zaginęła.

Jej warszawska znajoma, Nina Warwiłow, zupełnie przypadkiem policjantka (chociaż na urlopie wychowawczym), niepokoi się milczeniem lekarki i w końcu postanawia ją odnaleźć.

Dociera więc do Bukowców i zaczyna prowadzić prywatne śledztwo. Problem w tym, że nie wie, kogo szukać. Samej Joanny, która może miała dosyć życia i uciekła? Lub popełniła samobójstwo? Czy (zakładając, że Joanna została zabita), jej mordercy? Nie ma ciała, nie ma zbrodni? Czy też nie ma ciała, jest tajemnica?

Tajemnic w „Roztopach” Pasierskiego nie brakuje.

Każdy z mieszkańców Bukowców, a na dodatek jeszcze komisarz policji z pobliskich Gorlic, coś ukrywa. Wielu z nich miałoby motyw, żeby zabić Joannę. I wielu miałoby sposobność…

Pasierski plecie swoją intrygę z kilku wątków. Historii Beskidu Niskiego i wypędzonych stąd Łemków. Osobistej tragedii gorlickiego policjanta, którego syn zaginął wiele lat wcześniej, po tym, jak został okaleczony i oszpecony w wypadku samochodowym. Samej Joanny Pascho, która okazuje się wcale nie być lekarką, lecz oszustką. Zmęczonej życiem Niny Warwiłow, która sama nie wie, czego chce. I kilkorga dziwnych mieszkańców Bukowców…

A także przyrody.

Kiedy siedzi się na kanapie w warszawskim mieszkaniu, łatwo zapomnieć, że kilkaset kilometrów dalej życie człowieka jest uzależnione od rytmu natury. I że kiedy spadnie śnieg, musi siedzieć w domu, bo drogi są nieprzejezdne. A kiedy nadejdą roztopy, ta sama przyroda, która wcześniej ukrywała sekrety, teraz je odsłania.

„Roztopy” Pasierskiego to bardzo klimatyczny kryminał.

Chyba wolałabym go czytać w lecie, bo kiedy podnosiłam wzrok znad książki i patrzyłam na śnieżycę za oknem, miałam problem z powrotem do rzeczywistości. Ale taką cenę płaci się za wejście w sugestywnie odmalowany świat.