Strona główna Recenzje Jutro premiera: „Noc” Bernarda Miniera

Jutro premiera: „Noc” Bernarda Miniera

0
PODZIEL SIĘ

Jutro premiera: „Noc” Bernarda MinieraW tym samym  czasie, kiedy Netflix dał nam ekranizację pierwszej powieści z Martinem Servazem „Bielszego odcienia śmierci”, wydawnictwo Rebis wypuściło najnowszą część przygód policjanta „Noc”. Przeczytałam ją dla Was przedpremierowo. I zapewniam: jest w niej wszystko, czego oczekiwali wielbiciele Miniera, a nawet jeszcze trochę.

Julian Hirtmann, przebiegły psychopata, który prześladuje Martina Servaza od pierwszej powieści, prowadzi tym razem podwójną grę.

Z jednej strony morduje kobiety w Norwegii. A z drugiej obserwuje Servaza w Tuluzie. Te dwa tropy łączy w jedną całość norweska policjantka Kirsten Nigaard, która wybiera się do Francji, żeby ostrzec Servaza i jednocześnie zaprząc go do pomocy przy śledztwie.

Trafiła jednak na zły moment. Servaz podczas ścigania innego przestępcy został ciężko postrzelony w serce, przeszedł poważną operację, długotrwałą śpiączkę i musi bardzo na siebie uważać. Nie powinien ganiać za przestępcą, zwłaszcza za kimś, kto bez najmniejszego trudu potrafi wyprowadzić w pole wymiar sprawiedliwości.

Ale jest jeszcze chłopiec. Kilkulatek, który cierpi na poważną wrodzoną chorobę wątroby. Wychowuje go para nimfomanów. Ale kto jest jego prawdziwym ojcem? Hirtmann? A może Servaz?

A oprócz chłopca jest jeszcze dwóch starych wiedeńczyków, którym Hirtmann zabił córki i którzy poprzysięgli mu zemstę. Mają kontakty, wpływy i pieniądze. I są zdeterminowani, żeby dopaść przestępcę przed policją…

To, co najbardziej lubię w powieściach Miniera, to narastająca groza.

„Noc” też taka jest. Poczucie, że sprawy nie da się wygrać, że każde rozwiązanie jest złe i że można tylko minimalizować szkody. Kojarzy Wam się to z czymś? Tak, prawidłowo, trochę tak jest w skandynawskich kryminałach. I „Noc” Miniera sprawia wrażenie, jakby wyszła spod pióra jakiegoś Skandynawa. I nie tylko dlatego, że akcja powieści częściowo dzieje się w Oslo. Przede wszystkim z powodu emocjonalnego chłodu, zimnego dystansu z jakim Minier traktuje swoich bohaterów. Chłodu mrożącego krew w żyłach.

Zima, śnieg, chłód na zewnątrz i w sercach, przerażająca tajemnica… Najnowszej powieści francuskiego pisarza blisko do Jo Nesbo. Czyżby taki teraz obrał kierunek? Zobaczymy, kiedy dostaniemy do ręki kolejny tom przygód Martina Servaza. Mam nadzieję, że niedługo.