Strona główna Recenzje Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska „Ogród Zuzanny”. Recenzja

Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska „Ogród Zuzanny”. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska „Ogród Zuzanny”. Recenzja.Pewnie trochę się zdziwiliście widząc pod recenzją rasowego romansu nazwisko moje, a nie Agnieszki, która przecież romansu jest mistrzynią. A ja ani nie potrafię romantycznej powieści napisać, ani – przyznaję – prawie wcale takich nie czytam. I właśnie dlatego sięgnęłam po „Ogród Zuzanny” – chciałam zobaczyć, jak ta powieść wypadnie w oczach osoby, która ani o pisaniu, ani o lekturze romansów nie ma zielonego pojęcia.

A poza tym zafascynowało mnie coś jeszcze. Ale o tym za chwilę.

Tytułowa Zuzanna to ogrodniczka z prawdziwego powołania, ktoś, o kim mówi się, że ma „zielony palec” i wszystko, czego dotknie, pięknie rośnie. Ale to, że wykonuje zawód zgodny z powołaniem nie oznacza od razu, że ma jedwabne życie. Zuzanna samotnie wychowuje syna Wojtka, mieszka w zaniedbanym domu z babcią Cecylią i bardzo trudną we współżyciu matką Krystyną i do tego nie śmierdzi groszem, bo pracuje w ogrodniczej firmie prowadzonej przez faceta, który nie tylko umie liczyć pieniądze, ale i wykorzystywać pracowników.

Zuzanna dostaje zlecenie przygotowania ogrodu wokół starej willi kupionej przez młodego milionera, który zamierza osiąść w kraju po długim pobycie za granicą. Problem w tym, że ten facet, to dawna miłość Zuzanny. Ktoś, kto ją zdradził i porzucił. Zuzanna wie, że śmieszne byłoby mu wypominać po latach. Ale można opowiedzieć mu to kwiatami…

I tu przechodzimy do prawdziwej przyczyny, dla której sięgnęłam po „Ogród Zuzanny”: do wiktoriańskiego języka kwiatów.

Zuzanna jest adeptką tej zapomnianej sztuki, dzięki której dziewiętnastowieczni kochankowie mogli wyznać sobie miłość (lub nienawiść) nie powiedziawszy ani słowa. Wystarczyło, że określone kwiaty – z których każdy ma inne znaczenie – pojawiły się w określonym układzie. Zuzanna ma więc zamian zasadzić w ogrodzie Adama dużo bazylii, która symbolizuje nienawiść. Ale w miarę jak Adam i Zuzanna spędzają ze sobą coraz więcej czasu, Zuzanna musi wygumkowywać swój plan ogrodu i nanosić nowe rośliny Bo chce powiedzieć Adamowi całkiem inne rzeczy.

Historia Zuzanny i Adama jest bardzo miłym przerywnikiem na (ciągle) długie, zimowe wieczory, ale „Ogród Zuzanny” czyta się cudownie przede wszystkim dla postaci drugo- i trzecioplanowych.

Przyjaciółki Zuzanny, kumple babci Cecylii do brydżyka, właścicielka restauracji, właściciel firmy ogrodniczej i jego małżonka… Oprócz solidnej dawki wzruszeń dostajemy też równie solidną dawkę śmiechu. A czy może być lepsze polaczenie na te okropne zimowe wieczory?

No i jeszcze, ci z Was, którzy byli lub mieszkają w pobliżu, z łatwością rozszyfrują, że Stara Leśna to tak naprawdę Podkowa Leśna pod Warszawą, słynna jeszcze przed wojną willowa miejscowość, z burzliwą historią i masą lokalnych smaczków. Ja należę do szczęśliwców, którzy mają w pobliżu rodzinę i przyjaciół, więc wielokrotnie byłam w każdym z opisywanych w „Ogrodzie Zuzanny” miejsc. Przez to przyjemność czytania była jeszcze większa.

Weźcie „Ogród Zuzanny” do ręki i bawcie się dobrze. Polecam Wam to ja, która nie znam się na romansach, ale potrafię rozpoznać dobrą książkę!