Strona główna Wywiady ?Uśpienie? wywiad z Martą Zaborowską

?Uśpienie? wywiad z Martą Zaborowską

0
PODZIEL SIĘ

M.G. Podobno pisarz powinien pisać na tym, na czym się zna. Czy zna się Pani na psychiatrii?

 

M.Z. ?Uśpienie? jest fikcją literacką, zdecydowanie nie opartą o wiedzę stricte akademicką. Powstawało jako rezultat moich prywatnych obserwacji, przeczytanych książek, w tym psychologicznych, ale w głównej mierze bazą do jego napisania były podszepty intuicji. Wszelkie reakcje ludzkie, a zwłaszcza te nietypowe, są doskonałym pretekstem dla rozłożenia na czynniki pierwsze emocji, wewnętrznych imperatywów, jakimi kierujemy się podejmując decyzje. To, co nami rządzi, to też jest natura, niby oswojona, ucywilizowana. Ale czy tak jest zawsze? Oczywiście, narzuciliśmy sobie normy, bez stosowania których społeczeństwo zepchnęłoby nas na margines. One muszą zatem istnieć. Dla niektórych jednak normy są jedynie przykrywką, płaszczykiem, pod którym kryje się realne zło.


Wystarczy iskra, aby odezwała się w nas zwierzęca natura, która nie przebacza i nie szuka pokojowych rozwiązań. Odpowiadając na pytanie: nie jestem psychiatrą ani psychologiem. Jestem jedynie gawędziarzem wplatającym w swoją historię elementy psychologiczne i ukazującym, co drzemie w nas tuż pod skórą. A drzemie cały ocean żywych emocji, często tłumionych lub po prostu nieuświadomionych. Ukazanie tych emocji było jednym z moich głównych celów. Historia naszego życia pisana jest przez nasze doświadczenia. To, jak nas traktowano w dzieciństwie, a właściwie przez całe życie, odciska się w każdej komórce naszego mózgu. Reagujemy tak, jak umiemy, jak podpowiada nam nasze ciało. I to właśnie chciałam pokazać czytelnikowi.  

 

 

M.G. Fenomenalnie oddala Pani atmosferę małego miasteczka z jego tajemnicami, sekretami i skrywanymi przez lata krzywdami. Czy Pani sama pochodzi właśnie z takiego miasteczka?

 

M.Z. Pochodzę z nieco większego miasta, z pewnością bardziej anonimowego niż to opisane w ?Uśpieniu?. Nie mniej jednak małe miasteczka fascynują mnie. Ilekroć przez nie przejeżdżam, obserwuję przez okno samochodu ludzi przechadzających się ulicami. Zastanawiam się, jak żyją i o czym rozmawiają, kiedy wieczorami siadają na ławeczkach poustawianych w niewielkich rozmiarów parkach, czy też przyulicznych alejkach. Mam wrażenie, że wiedzą wszystko o wszystkich i nic nie jest w stanie umknąć ich uwadze. Z jednej strony to przywilej żyć w tak hermetycznym środowisku, ale z drugiej ? nie wiem, czy sama bym potrafiła tam się odnaleźć. Jestem z tych, co woleliby zachować swoją prywatność dla siebie. Może dzieje się tak dlatego, że zawsze ją miałam i jej utratę zapewne ciężko bym odchorowała. Kiedy słucham opowieści znajomych, którzy mają rodziny w maleńkich miastach, czy wioskach, widzę, jak za każdym razem ze szczerym uśmiechem na ustach opisują ciepłe, dobre relacje panujące między mieszkańcami. Obraz tego typu mieścin nie zawsze jednak jest kolorowy. Ileż to razy słyszymy w telewizji, że wydarzyła się tam taka, czy inna historia i wtedy wcale nie jest mi do śmiechu. Tragedie, rodzinne dramaty, które wychodzą na światło dzienne często są wręcz przerażające, a dzieją się w miejscach, o których właściwie nikt do tej pory nie słyszał. Niedokończone sprawy, skrywane krzywdy i namiętności są absolutnie wszędzie. Nie tylko w wielkich aglomeracjach, gdzie wieżowce sięgają nieba. Jedno, co mnie za każdym razem zastanawia to fakt, że gdy dochodzi do zbrodni, nieszczęścia, nagle okazuje się, że nikt nie widział tego, że mąż maltretuje żonę, okłada pięściami dzieci lub topi niemowlę w pobliskim stawie. Zmowa milczenia chroniąca sąsiada jest kiepskim wytłumaczeniem. Może chodzi o strach przed zemstą ze strony pomówionego o zły uczynek kolegi lub mieszkającego przy sąsiedniej ulicy starszego pana zaciągającego nastolatki do piwnicy. Kto to wie? Tak, czy inaczej, małe miasteczka żyją własnym życiem. Życzę ich mieszkańcom, aby w tak zwanym realu nie dochodziło w nich do przestępstw. Niech pozostaną one jedynie wytworem pisarskiej wyobraźni.

  

M.G. Czy stąd tytuł ?Uśpienie?? Czy chodzi o atmosferę małego miasteczka? Czy raczej o uśpioną duszę zbrodniarza, który się przebudza i zaczyna mordować? Czy jeszcze o coś innego?

 

M.Z. Tytuł można rozumieć wielopłaszczyznowo. Z jednej strony mamy zmarłe, śpiące pod ziemią dzieci. O zaginięciu jednego z nich pamięć zanikła niemal całkowicie. Przez trzydzieści lat nikt nie wspomina o dziewczynce w warkoczykach, która pewnego dnia przestała pokazywać się na ulicach miasteczka. Sprawę zamieciono pod dywan, wyciszono. Gdyby zaufać wierzeniom, dusza dopóty nie odejdzie spokojnie z tego świata, dopóki prawda nie wyjdzie na jaw. Tkwi pomiędzy światami, ni to żywa, ni martwa.

Uśpiony problem alkoholowy głównej bohaterki, Julii, odzywa się wraz z pojawieniem się komplikacji w jej życiu. Problem wraca niczym bumerang i choć ona sama chce wierzyć w to, że najgorsze jest już za nią, zmory z przeszłości wracają. No i oczywiście jest jeszcze kwestia jej relacji z Arturem. Mimo, że nie chce rozpalać na nowo nadziei o dobrym, zdrowym związku, bo w takowy po prostu nie wierzy, coś w nich obojgu zaczyna kiełkować. Artur, podobnie jak Julia, dawno temu zrezygnował z szukania kobiety, którą rzeczywiście mógłby pokochać. Mówiąc językiem młodzieżowym, odpuścił sobie. Oboje żyją więc w stanie zawieszenia emocjonalnego i jest im z tym dobrze. Jak już wiemy z książki, ich uczucia wybudzają się wbrew ich woli i pewnego dnia muszą nad nimi zapanować.

Uśpienie ma też dosłowny, medyczny wymiar. Specyfik, który podawano ofiarom, istnieje naprawdę. Mowa o rocuronium, stosowanym w medycynie. Jego działanie powoduje bezwład ciała z zachowaniem funkcji życiowych i rozpoznawczych mózgu. Osoba, której go podano, widzi, słyszy, jednym słowem jest w pełni świadoma. Poza tym, reszta ciała jest bezwładna, jakby nieżywa. O ile w lecznictwie stosowanie rocuronium ma swoje szlachetne uzasadnienie, w książce wykorzystywane jest jako perfidny sposób na zniszczenie wroga. Morderca bawi się swoją ofiarą, która zdaje sobie sprawę ze swej bezradności i pozostaje jej tylko czekać na powolne wykonanie wyroku. Tak więc znów mamy stan zawieszenia pomiędzy życiem, które dobiega już końca, a przedsionkiem śmierci.

Sądzę, że czytelnicy odnajdą jeszcze wiele odpowiedzi na pytanie, jak należy rozumieć termin „uśpienie”, począwszy od zwykłych, ludzkich zaniedbań a skończywszy na erupcji zła, jakie przez lata pulsowało pod skórą mordercy. Jestem pewna, że każda z tych odpowiedź będzie dobra i słuszna. Wierzę głęboko we wrażliwość moich czytelników.

 

M.G. Akcja ?Uśpienia? rozgrywa się w małym miasteczku gdzieś nie bardzo daleko od Warszawy, ale jest na tyle uniwersalna, że mogłaby dziać się w dowolnym miejscu Polski. Nie kusiło Pani, aby stworzyć kryminał bardziej osadzony w lokalnych realiach, wpisać się w modny ostatnio nurt kryminału miejskiego (lub podmiejskiego :?)?

 

M.K. Niedookreślenie konkretnej nazwy miasta było zabiegiem celowym. Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie lubią wiedzieć, że akcja dzieje się w mieście X lub wiosce Y. Może nawet chcieliby powędrować ulicami trzymając w ręku książkę – przewodnik po tymże mieście. Faktycznie, to jest teraz na czasie. Ja jednak wolałam, żeby każdy wyobraził sobie sam to miejsce, nienazwane, zupełnie anonimowe. Czytelnik ma więc za zadanie stworzyć sobie własny obraz ulic, budynków, także komisariatu, w którym za biurkiem urzęduje Julia Krawiec. Przejdzie w wyobraźni korytarzami kliniki doktora Maciejewskiego, wykreuje swój, ?prywatny?, tajemniczy dom na peryferiach miasteczka. To taki niewinny eksperyment, ale pobudzający szare komórki do wykreowania swojej wizji. Przypuszczam, że ilu czytelników, tyle obrazów w głowie. Dlaczego miałabym im narzucać mój własny schemat? Sama jestem czytelnikiem i lubię tworzyć swój świat jedynie posiłkując się szczegółami podanymi przez autora.

 

M.G. Dlaczego detektywka nie detektyw? Czy ?Uśpienie? to kryminał kobiecy?

 

M.Z. Trudno mi ocenić, czy ?Uśpienie? zostanie określone przez czytelników kryminałem kobiecym. Dla mnie wybór kobiety na detektywa był kwestią oczywistą. Nawet przez moment nie chciałam stworzyć bohatera w skórze mężczyzny. Może to taka moja wewnętrzna przekora, że gdy w większości kryminałów prym wiodą mężczyźni rozwiązujący detektywistyczne zagadki, ja idę pod prąd i ubieram swojego bohatera w symboliczne szpilki i spódnicę (w praktyce Julia nosi spodnie, ale przyjdzie czas, gdy odkryje również sukienki). Ponadto od razu się z nią zaprzyjaźniłam, rozumiemy się doskonale i często nadajemy na podobnych falach. Jakże miałabym opisywać wewnętrzny świat mężczyzny sama będąc kobietą? A tak, nikogo nie oszukam opowiadając, co gra w kobiecej duszy. Julia jest taka, jak my, czasem łagodna, czasem wybuchowa i nieprzewidywalna. Ale to jest dobre, autentyczne. Co by nie mówić, było mi po prostu łatwiej wybrać ją na swoją główną bohaterkę.

 

M.G. Główny bohater powieści detektywistycznej powinien mieć skazę, skazą pani bohaterki Julii Krawiec jest problem alkoholowy (świadomie nie używam określenia alkoholizm, bo Julia chyba nie jest całkowicie uzależniona). Czy nie obawiała się pani, że taka skaza zrazi pani czytelników do Julii. Pijana kobieta? Zaniedbująca własne dziecko? Lekceważąca objawy jego poważnej choroby?

 

M.Z. Julia nie jest klasycznym ?hero?, ale będę jej bronić. Nie podniosę z ziemi kamienia i nie rzucę nim w Julię, to na pewno. Walczy z problemem alkoholowym wmawiając sobie, że najgorsze już za nią, że da radę i przede wszystkim, że panuje nad swoim życiem. Oszukuje samą siebie, jak to robią ludzie uzależnieni. Alkohol jest dla niej ucieczką, jednak tym samym ściąga na siebie problemy, z których potem ciężko jest jej się wykaraskać. Sytuacja typowa dla osób z nałogiem. Nie ma co mydlić sobie oczu, że bohater, tylko dlatego, że występuje w książce, ma być inny, jawić się jako supermenem, którego nieszczęścia omijają szerokim łukiem. Wprowadzając do książki bohatera idealnego powiałoby nudą, dlatego zdecydowałam, że Julia będzie człowiekiem z krwi i kości. Zawirowania, jakie dotknęły ją podczas małżeństwa z Danielem, początkowy brak wsparcia matki, w końcu samotne macierzyństwo. Wszystko to pokaleczyło ją na tyle, żeby móc nadać jej rysy bohatera z jednej strony niepokornego, z drugiej zaś słabego i osamotnionego w swoich poczynaniach. Nie, nie boje się, że czytelnicy ją odrzucą, czy będą traktować z pogardą lub dystansem. Jedni będą jej współczuć, drudzy pokiwają głowami i skrzywią się przyglądając się temu, w jaki sposób wychowuje dziecko. W każdym z nich, taką mam nadzieję, wywołam emocje, niezależnie od tego, jakie one będą, a przecież o to w literaturze chodzi. Julia kocha swoją córkę bezkresną miłością, ale daje jej tyle, ile jest w stanie dać. Jest to uczucie skomplikowane, nieco inne od tego, do jakiego przywykliśmy myśląc o relacji matka-córka. W idealnym świecie biegałaby z nią do wesołego miasteczka i prowadziła co niedzielę na lody, ale świat Julii nie jest światem idealnym. Ona sama taka nie jest. Pochłonięta pracą, która jest jej największą pasją, przedkłada śledztwo nad rodzinną sielankę i mimo ciągłych wyrzutów sumienia, nie umie postąpić inaczej. Praca jest dla niej jak narkotyk. Śmiem przypuszczać, że zrozumielibyśmy podobną sytuację, gdyby bohaterem był mężczyzna. Znaleźlibyśmy wytłumaczenie dla jego pasji, dla tego, że męski świat kręci się bardziej wokół pracy, niż wokół ogniska domowego i że to jest zgodne z naturą. Z kobietą będącą w podobnej sytuacji radzimy sobie gorzej, bo stereotyp podpowiada nam, że matka powinna przede wszystkim dbać o dzieci, a ambicje? Niech je odłoży na półkę i nie wychyla głowy dopóki syn, czy córka nie wyfrunie z gniazda. Julia jest inna. Kocha to, co robi i nie chce stać się jedną z tysięcy matek lawirujących pomiędzy warzywniakiem i pralnią. Taka postawa kosztuje ją bardzo dużo i ona płaci za to kim jest wysoka cenę.    

 

M.G. Psychopata, który uciekł z zamkniętego zakładu popełnia wyjątkowo brutalne zbrodnie. Podprowadza pani czytelnika pod sam próg, ale w ostatnim momencie łagodzi pani opis i oszczędza czytelnikowi wyjątkowo drastycznych szczegółów. Dlaczego?

 

M.Z. Nie jestem przekonana, czy dosłowność i dopowiadanie wszystkiego od A do Z jest w tego typu powieściach konieczne. Jeśli czytelnik odczuje w pewnym momencie złagodzenie i poczuje niedosyt, jestem pewna, że dopowie sobie w myślach resztę, może nawet bardziej drastyczną, niż było moim zamiarem. Utrzymywanie ciągłego napięcia powinno w pewnym momencie zwolnić, w przeciwnym razie atak serca murowany. A ja chcę, żeby moi czytelnicy mieli się świetnie. I niech bawią się razem ze mną sinusoidą emocji.

 

M.G. Zakończenie ?Uśpienia? jest otwarte. Także jeśli chodzi o romans pomiędzy głównymi bohaterami, pozostawia Pani czytelnika z niedosytem? Czy planuje Pani kontynuację powieści z tymi samymi bohaterami, także z tym samym mordercą?

 

M.Z. Finał historii może zaskakiwać. Z jednej strony pozostawia znak zapytania, brak jest zakończenia wszystkich wątków. Z drugiej wiemy już, jak zagmatwana była historia i to, co na początku wydawało nam się oczywiste, wcale takie nie jest. Najważniejsze, że dowiadujemy się kto zabił i jak do tego doszło. Co do romansu ? i jest i go nie ma. Relacja łącząca Julię i Artura wydaje się być na pierwszy rzut oka powierzchowna, jednak w gruncie rzeczy w każdym z nich gotuje się od emocji. Oboje są po przejściach, oboje wycofali się na własne życzenie z ?obiegu? i nie do końca wiedzą, co mają zrobić z tym, co w nich kiełkuje. Czują obawę przed kolejną porażką. Nie chcą znów cierpieć, a co ważniejsze, nie chcą okazać słabości. To silne charaktery, które okopały się na swoich pozycjach i czekają, kto pierwszy wyciągnie rękę. Kwadratura koła charakterystyczna dla ludzi ze złym doświadczeniem. Ich historia nie kończy się jednak wraz z ostatnim zdaniem, jakie pada w ?Uśpieniu?. W kolejnej powieści będą próbowali się do siebie stopniowo przybliżać, a z jakim skutkiem? Zaręczam, że czytelnik nie będzie się nudził, tylko zaciskał kciuki i kibicował.

Następne śledztwo, którego podejmie się Julia, toczyć będzie się w zupełnie innym środowisku. Zajrzymy pod dach rodziny, która zwróci się do detektyw Krawiec z problemem natury prywatnej. Oczywiście czytelnika czeka mnóstwo emocji i, co najważniejsze, tajemnicza sprawa do rozwiązania. Z większością bohaterów spotkamy się ponownie, ale będzie też nowa twarz, która doda kolorytu książce. Postać ciekawa, wprowadzająca świeżość i odrobinę humoru. Jednym słowem, będzie się działo.  

 

 

Rozmawiała Marta Guzowska