Strona główna Recenzje S. Bedell Smith, Portret monarchini. Elżbieta II

S. Bedell Smith, Portret monarchini. Elżbieta II

0
PODZIEL SIĘ

Portret monarchini. Elżbieta II Sally Bedell Smith

Wydawnictwo Dolnośląskie

Recenzja Małgorzaty Janusiewicz

 

 

Pewnego dnia, na jakimś oficjalnym spotkaniu w USA, królowa Elżbieta II usłyszała raczej pozaprotokolarne pytanie (bowiem królowej się pytań nie zadaje?):

? Czym się Pani zajmuje??

?Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć? – opowiadała później swoim bliskim ze śmiechem[1].

No właśnie.

Elżbieta II nie udzieliła ani jednego wywiadu, choć namalowano 140 jej portretów i jest na każdym kroku fotografowana i filmowana. ?Za tajemniczą i dystyngowaną fasadą kryje się szerzej nieznana kobieta?[2]? Kobieta, która jest matką, babcią, a wkrótce zostanie prababcią; kobieta, która jest panującą królową nad Zjednoczonym Królestwem Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej oraz 15 domenami i 14 terytoriami na całym świecie. A jednocześnie nie posiada paszportu ani prawa jazdy, nie może nawet głosować, ani świadczyć w sądzie.


           Z jednej strony jest w autorce jakaś skłonność do podkreślania obowiązkowości królowej, ważniejszej niż wszystko inne, ważniejszej niż śmierć? i wynikającej z tego pozornej oschłości. Z drugiej pojawiają się także uwagi podobne do tych Howarda Morgana, jednego z królewskich portrecistów, który z zaskoczeniem stwierdził: ?Trajkocze jak Włoszka. Mocno gestykuluje. Jest niesłychanie wyrazista?[3]. Ale taka jest w prywatnych apartamentach, pośród znajomych.

           Jak pokazać panującą królową i jej zajęcia tak, by stała się z jednej strony zrozumiała i bliska, a z drugiej strony nie straciła swojego autorytetu i blasku tajemnicy? ?Aby utrzymać swoją pozycję, Elżbieta II musi być nadzwyczajna. Ale jej poddani oczekują, że będzie przy tym ludzka ? choć niezupełnie przeciętna. Przez wszystkie lata swego panowania poszukiwała równowagi między tymi dwiema cechami. Gdy jest nazbyt tajemnicza i zdystansowana, traci więź z poddanymi, gdy zaczyna być do nich podobna, traci swój mistycyzm.?[4]

Nie jest łatwo pisać ciekawie o postaci posągowej nie krusząc z niej warstwy brązu.

Czy udało się to Sally Bedell Smith? W dużym stopniu tak. Choć odbyło się to pewnym kosztem. Zebrana dokumentacja, ilość wywiadów, które przeprowadziła autorka, historyczny kontekst i różnorodność przedstawionych opinii budzą szacunek, często jednak można odnieść wrażenie, że sprawy najważniejsze, czyli emocje i motywacje, sympatie, szczere opinie i autentyczne uczucia pojawiają się tylko fragmentarycznie, wtedy, gdy podejmowane decyzje budzą wśród poddanych sprzeczne emocje. Zwykle wynikały one z poczucia obowiązku wobec narzuconej jej przez historię roli, która wygrywała w jej życiu z chęcią bycia normalną matką i żoną, gdyż córka Jerzego VI tak rozumiała swoją powinność.

Ciekawy i dość zaskakujący jest wątek polski: gdy Churchill chciał opublikować wspomnienia za względu na ich wieloletnią współpracę poprosił Elżbietę II o przejrzenie tekstu. Poprosiła ona wtedy o złagodzenie słów, które padły pod adresem Polaków w wojennym liście Churchilla do Jerzego VI. Przyznam, że ta historia wzbudzić może w polskim czytelniku dość gorzkie refleksje.

 

   Okazuje się, że tradycyjną rodzinną słabością od czasu króla Jerzego jest popołudniowe popijanie dżinu? A tuż po koronacji nawet sam arcybiskup poczęstował królową i dworki szklaneczką brandy, zanim towarzystwo spożyło na lunch sałatkę z kurczaka (całkiem ciekawy przepis: pokrojony kurczak na zimno w sosie majonezowym zaprawionym curry i połówkami moreli).

       Wieloletnia opiekunka i guwernantka księżniczek (Elżbiety i Małgorzaty) zwana Crawfie w 1949 publikowała swoje wspomnienia z czasów służby u rodziny królewskiej, w których opisywała szklany kokon oddzielający te dziewczynki, a później młode kobiety, od realnego życia. Przedstawiła sposób wychowywania Elżbiety do tronu, który decydował nawet o jej sposobie siedzenia, stania i ubierania się. Może tylko przez chwilę przyszła królowa odczuła smak prywatności, gdy po zwycięskim zakończeniu wojny wraz z przyjaciółmi bawiła się wśród innych poddanych. Miała wtedy 19 lat. Wiele lat później w USA spontanicznie wyrazi chęć obejrzenia funkcjonującego tam supermarketu, co wszystkich zaskoczy, ale i zachwyci przypadkowych klientów, wzbudzając sympatię Amerykanów. Jednak w Szkocji, w czasie wakacji, mogła pozwolić sobie niekiedy na prywatność i wtedy spotkać ją było można w sklepiku w wiosce Ballater, sąsiadującej z jej posiadłością Balmoral Castle.

Całe życie Elżbieta okazała się wierna swoim hobby: rozwiązywaniu krzyżówek i koniom. Pasjonują ją nie tylko same wyścigi konne, ma nawet własne stajnie wyścigowe i sama nadzoruje hodowlę, co oznacza, że planuje łączenie genów, decyduje i obserwuje parzenie się swoich koni. Jak widać jest to dość zaskakujące zajęcie jak dla królowej. Podobnie zresztą może zadziwić umiłowanie królowej do krwawych polowań i związanych z nimi tradycji
np. smarowania twarzy krwią ofiary pierwszego zabitego byka jelenia? lub dobijania kijem ptaków w czasie polowania z ukochanymi psami.

Autorka książki próbuje ocieplić oficjalny wizerunek królowej, choć nie ucieka od trudnych tematów. Owo ?zmiękczanie? monarchii to obecnie konieczność wynikająca ze zmian, od których nie da się w XXI wieku uciec. Ponad 60 lat panowania na angielskim tronie to cała epoka, w tym czasie rodzina królewska przeszła także długą drogę, od wiktoriańskiego  modelu sprawowania władzy do marketingowo-politycznej instytucji Zjednoczonego Królestwa.

Warto prześledzić te zmiany wraz z autorką Portretu monarchini.  

 



[1] Sally Bedell Smith, Portret monarchini. Elżbieta II,  Wydawnictwo Dolnośląskie, s.10.

[2] 0p.cit., s.9.

[3] Op.cit., s.9.

[4] Op.cit., s. 10.