Strona główna Wywiady Rozmowa z Andrzejem Ziemiańskim

Rozmowa z Andrzejem Ziemiańskim

0
PODZIEL SIĘ

 

Z Andrzejem Ziemiańskim rozmawia Adrianna Michalewska

 

Powracasz z opowiadaniami. Jesteś w dobrej formie?

Tak, ćwiczę squasha regularnie, staram się też codziennie zaliczyć jakiś szybki marsz. Nie palę, nie piję i na pewno jestem w dużo lepszej kondycji niż dziesięć lat temu.


W tekstach w najnowszym zbiorku uciekasz od spraw tu i teraz. Denerwuje Cię rzeczywistość?

Nie uciekam od rzeczywistości tylko ją opisuję. Rzeczywistość jednak dla mnie to nie spis zakupów ani rachunków do zapłacenia – te sprawy na szczęście dzisiaj już załatwiają komputery. Świat, który mnie otacza jest czarodziejski, tajemniczy, niełatwy do opisania i dlatego warto się starać. ?Tu i teraz? dla mnie to właśnie najciekawszy moment rozwoju ludzkiej cywilizacji, w którym się właśnie znaleźliśmy.

A do tego dochodzi jeszcze moje własne doświadczenie. Miałem to niezwykłe szczęście, że połowę życia spędziłem w świecie totalitarnym, odgórnie uładzonym, a drugie pół na wolności, w samym sercu Dzikiego Zachodu. A to pozwala na każdą rzecz spojrzeć z wielu kierunków naraz i często dostrzec to czego gołym okiem nie widać.

 

I który świat bardziej Ci się podoba? Niektórzy mówią, że dawniej było lepiej.

Kiedy było lepiej? Ktoś naprawdę sądzi, że dawniej było lepiej? O rany? Ale musi mieć zaawansowaną sklerozę. Albo może po prostu ma duszę niewolnika. A tego naprawdę nie za bardzo mogę zrozumieć. Dla mnie świat Dzikiego Zachodu jest jedynym w jakim mogę istnieć. Sam o sobie mam decydować i koniec. Nie rozumiem ludzi, którzy uważają, że rząd powinien dla nich coś zrobić. Rząd ma coś zrobić za mnie albo dla mnie? No chyba jaja ktoś sobie robi. Rząd niech się najlepiej trzyma z daleka i niczego mi nie psuje. Niech broń Boże niczego dla mnie nie robi. Ani dla mnie ani dla narodu.

A tęskniących za łaskawym panem i obozem niewolników, w którym można „godnie żyć? podsyłam tam gdzie ich miejsce. Nie powiem gdzie bo i tak redakcja wykropkuje inwektywy, a w tym co bym powiedział byłyby same inwektywy.

W opowiadaniu „A jeśli to ja jestem Bogiem” zamykającym Twój najnowszy tom opowiadań poruszasz problem manipulacji ludźmi poprzez sen. Czy to fikcja, czy raczej wiedza, która nie jest nam dostępna? Słyszałeś o takich badaniach?

To w żadnym wypadku nie jest fikcja. Sen świadomy jest znany od lat. Praktycznie każdy człowiek po odpowiednim treningu może kontrolować własne sny. Są też specjalistyczne urządzenia pomagające osiągnąć ten stan. Opisywałem je już wielokrotnie w różnych tekstach.

Natomiast co do manipulacji cudzym snem to próby podejmowano już w dobie napoleońskiej. Niejaki Vidocq (wcześniej galernik potem policjant Bonapartego) usiłował wyciągać zeznania od więźniów pogrążonych we śnie. A potem było znacznie weselej. Zaczęły się eksperymenty z chemią, a nawet narkotykami. Echo tych eksperymentów pobrzmiewa nawet w prozie lat osiemdziesiątych, czy trochę późniejszych filmach. I książki, i filmy powstawały na tematy „modne”. A skoro temat stał się modny to znak, że prawdziwe eksperymenty nie przyniosły raczej spodziewanych efektów.

 

Rozśmieszyło i przeraziło mnie opowiadanie „Wypasacz”. Oryginalna zemsta na kobiecie. Odrzucony mąż porywa i tuczy swoją ukochaną, aby nikt jej nie pożądał. Myślisz, że tusza to największa zmora kobiet?

Co do zmór kobiet trudno mi się wypowiadać. Natomiast u mężczyzn prosty mechanizm: „skoro ja nie mogę czegoś mieć to niech nie ma tego nikt inny” jest dość powszechny. A poza tym miłość niejedno ma imię. Są i tacy, którzy lubią trzystukilowe grubaski, bo przecież w prawdziwej miłości nie ciało jest ważne, a dusza. Zresztą mogę się tu podeprzeć ludowym porzekadłem: kochanego ciała nigdy za dużo.

 

Kilka razy w różnych opowiadaniach poruszasz problem poznawania niepoznanego, przemieszczania się w czasie, kontaktu z minionym i przyszłym. Zwykły zjadacz chleba chyba nie zaprząta tym sobie głowy….

Jakoś tak sterujesz w stronę podziału ludzi na zwykłych i niezwykłych, a życia na szare, nijakie i fantastycznie przygodowe. A, moim zdaniem, tak nie jest. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi i prawie zawsze przekonuję się o sile zupełnie nieprawdopodobnych marzeń i historii kryjących się kimś z pozoru szarym, wykonującym żmudną, potoczną pracę, przygniecionych codziennymi obowiązkami. Nawet nie wyobrażamy sobie ile fantastycznych światów, historii, megauczuć i zawiłych skojarzeń tkwi w ludziach, których potocznie nazywamy „zwykłymi”. Trzeba tylko dotrzeć do ich tajnych światów, trzeba otworzyć do nich bramy. A ja, w swojej prozie, po prostu daję klucze do tych bram. Tylko tyle i nic więcej. A potem często słyszę: dobrze, że ktoś o tym napisał, albo o tym nareszcie mówi. Do tej pory uważałem, że jestem jedynym takim dziwakiem na świecie.

 

A co teraz piszesz?

Czwarty tom Pomnika cesarzowej Achai. Powieść zaczęła niestety żyć swoim własnym życiem i nie dała się zamknąć w zwykłej trylogii.

 

Co sądzisz o polskim rynku wydawniczym?

Przeżywa chyba właśnie swój złoty okres. I ma się zastanawiająco dobrze.