Strona główna Recenzje Nie ma to jak w domu, czyli ?W domu? Billa Brysona

Nie ma to jak w domu, czyli ?W domu? Billa Brysona

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Jeśli napiszę, że ?W domu? Billa Brysona powinno stać się nowym podręcznikiem historii w liceach, wszyscy, którzy choć trochę siedzą w temacie, zaczną rzucać na mnie gromy. A zresztą, co mi tam? ?W domu? Brysona powinno zostać nowym podręcznikiem historii w liceach. Byłaby to, niestety, historia mocno anglosaskocentryczna, ale gdyby ją trochę uzupełnić o szczegóły z innych stron świata, uczniowie po raz pierwszy być może w życiu mieliby zabawę ucząc się o przeszłości.

 

?W domu? to pozornie niewinna książeczka (wyjąwszy objętość, prawie 500 stron, które od razu sugerują, że Bill Bryson rozpuścił swoje pióro). Autor wybiera dom, angielską plebanię z parterem, piętrem i wszystkim tym, co w plebanii jest: kuchnią, korytarzami, jadalnią, salonem, sypialniami, pomieszczeniami gospodarczymi, pomieszczeniami dla służby i ? rzecz jasna ? ogrodem. We wstępie też zapowiada niewinnie, że oprowadzi nas po domu i po historii podobnych domów. Zapomina tylko dodać, że jest to historia totalna. W dziale o jadalni odkrywamy dzieje przypraw i potwornych wojen, które o nie toczono. W dziale o ogrodzie poznajemy historię walki o ptasie guano (czy wiedzieliście o Guano Islands Act?) Dowiadujemy się, że jedną z przyczyn wojny o niepodległość Ameryki był fakt, że wszystkie towary dostarczano tam z Wielkiej Brytanii, po horrendalnych cenach, za to marnej jakości, a także że George Washington był najwybitniejszym w Nowym Świecie specjalistą od pięknych trawników.

 

 

Ze zdumieniem czytamy, że w jednym z ostatnich lat w Wielkiej Brytanii aż ponad 300 tys. osób spadło ze schodów i doznało uszczerbku na zdrowiu wymagającego interwencji lekarskiej, i że upadek ze schodów to druga, po wypadku samochodowym, najczęstsza przyczyna zgonów, co czyni schody najniebezpieczniejszym miejscem w całym domu (wszyscy posiadacze jednopoziomowych mieszkań powinni sobie w tym miejscu pogratulować przezorności). Bryson uzupełnia te informacje o zdumiewający fakt, że osoby niezamężne spadają ze schodów częściej niż zamężne, ale obie te grupy wyprzedzają wdowcy i rozwodnicy.

Bryson pisze, że pod koniec XIX w większość angielskich tapet zawierała arszenik, i że na londyńskim cmentarzy przy Trafalgar Square w tym samym XIX wieku, na obszarze o wielkości mniej więcej kręgielni, leżało 70 tys. ciał, które o każdym większym deszczu samoistnie wyłaniały się z ziemi, jak kamienie na polu, tyle, że w rozmaitym stopniu rozkładu. I tak dalej, i tak dalej, na 500 stronach.

Bill Bryson, który stał się sławny dzięki wydanej w 2003 r. ?Krótkiej historii prawie wszystkiego? (polskie wydanie ukazało się w roku 2009) poważnie traktuje swoją reputację faceta, który pisze o prawie wszystkim. ?W domu? to po prostu krótka historia prawie wszystkiego, co ma związek z domem, nawet jeśli jest to związek tak odległy jak wybudowanie kanału żeglugowego miedzy Chicago a Nowym Jorkiem, lub powstanie pierwszych publicznych parków w Wielkiej Brytanii (wiedzieliście, że do XIX w. parki w Londynie były dostępne tylko dla arystokracji, a przy wejściu pobierano opłaty, aby ?hołota? trzymała się z daleka?). Do tego Bryson to talent popularyzatorski najczystszej wody, a jego proza jest wartka i dowcipna. ?W domu? powinno znaleźć się w każdym domu.

 

Książkę w tłumaczeniu Tomasza Biedronia przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ?Zysk i S-ka?