Strona główna Recenzje Recenzja: Tony Parsons „Klub wisielców”

Recenzja: Tony Parsons „Klub wisielców”

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja: Tony Parsons „Klub wisielców”Co robisz, jeśli prawo nie działa? Jeśli system jest niewydolny, sprawcy otrzymują tylko symboliczne kary, a ofiara musi żyć długie lata ze świadomością tego, że jej kat chodzi na wolności. Albo rodzina ofiary, bo ona sama jest już martwa… Czy bierzesz sprawiedliwość w swoje ręce?

To pytanie zadaje nam Tony Parsons w swojej najnowszej powieść „Klub wisielców”. I wierzcie mi, nie ma na nie łatwej odpowiedzi.

Detektyw z londyńskiego wydziału zabójstw, ojciec samotnie wychowujący kilkuletnia córkę (i jej psa) Max Wolfe też musi spróbować sobie na nie odpowiedzieć, kiedy do sieci trafia wideo ze sceną powieszenia człowieka. Problem w tym, że tym człowiekiem jest dawny członek gangu, który porywał i gwałcił, a często też okaleczał młode dziewczyny. Pół Londynu chętnie zobaczyłoby go na stryczku i sam Wolfe też. Więc trudno mu się dziwić, że ma mieszane uczucia, gdy ogląda egzekucją.

Bez względu na dylematy moralne Wolfe ma robotę, a tą robotą jest ściganie przestępców. Rusza więc w miasto i próbuje rozwiązać sprawę.

A tropy prowadzą do historycznego miejsca straceń w Londynie, gdzie kiedyś odbywały się egzekucje przestępców. I kiedy do sieci trafia następny film, wiadomo, że na jednym samosądzie się nie skończy.

Tony Parsons pisze wartko, akcja wciąga, a jego detektyw jest postacią z krwi i kości (kapitalne są sceny, które pokazują go z córką w domowych pieleszach), więc czyta się świetnie. Ale to nie jest największa wartość jego powieści. Jest nią umiejętność stawiania niewygodnych pytań. Czy prawo powinno chronić przestępcę? Czy prawo powinno ścigać zbrodniarza, który koryguje złe działanie prawa? Czy obywatelom wolno wyręczać wymiar sprawiedliwości? Tak, jasne. Łatwo na te wszystkie pytania odpowiedzieć. Chyba, że ofiara jest twoja córka, albo siostra, a ty od lat zaciskasz ręce w pięści z bezsilności.

„Klub wisielców” to lektura jednocześnie lekka i ciężka. Lekka, bo wartka i znakomicie napisana. A ciężka, bo nawet pod koniec nie będziecie potrafili jednoznacznie odpowiedzieć na żadne z postawionych w niej pytań. Polecamy!