Strona główna Recenzje Recenzja: Tana French „Ostatni intruz”

Recenzja: Tana French „Ostatni intruz”

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja: Tana French „Ostatni intruz”W małym domku w Dublinie zostaje znaleziona martwa dziewczyna. Domek należy do niej, dziewczyna ma na sobie elegancką sukienkę i pełen makijaż, na stole stoi wystawna kolacja, w otwartej butelce nietknięte wino. Dziewczyna ma ślad po uderzeniu, na skutek ciosu zatoczyła się, upadła, uderzyła głową o krawędź kominka i…

Wygląda to na typową kłótnię kochanków. On przyszedł do niej, posprzeczali się, on ją uderzył, ona zginęła na miejscu, on się przestraszył i uciekł. A potem przestraszył się jeszcze bardziej i zadzwonił anonimowo na policję. Prosta sprawa.

Tylko jednak nie taka prosta.

Jedzenie i wino są nietknięte, kochankowie mieli zapewne szansę zamienić tylko kilka zdań. Od razu tak się okropnie pokłócili? Wtyczka elektrycznej kuchenki na której gotuje się jedzenie jest wyciągnięta z gniazdka, kto ją wyjął? Czy kochankowi dziewczyny nie byłoby bardziej na rękę, gdyby dom poszedł z dymem i zatarły się wszystkie ślady?

Sprawę dostają detektywi Antoinette Conway i Steve Moran. Tylko, że on jest niedoświadczony, a ona nielubiana na wydziale. A im głębiej wchodzą w śledztwo, tym bardziej ono śmierdzi. Czy ktoś ich wrabia? Czy po prostu sprawa jest skomplikowana.

Jak zwykle u French nie chodzi o śledztwo. A może: chodzi nie tylko o śledztwo. Ta pisarka potrafi umieścić w powieści inteligentną i zawiłą intrygę, ale wcale na tym nie poprzestaje. U French najważniejsze jest to, co dzieje się miedzy ludźmi. Albo pomiędzy zmarłymi, albo pomiędzy żywymi.

French jest mistrzynią pustki.

To, czego nie ma, jest ważniejsze od tego, co jest. To, co niewidoczne na pierwszy rzut oka okazuje się kluczowe dla sprawy. Niewypowiedziane słowa ważą więcej, niż całe elaboraty. Jest też mistrzynią codzienności. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę czytać z wypiekami na twarzy o mozolnym zbieraniu nudnych dowodów, wyśmiałabym go. A jednak czytałam. A po skończeniu miałam do French pretensję, że nie napisała dłuższej książki.

Jestem wielką fanką Tany French od kiedy przeczytałam jej pierwszą powieść. Od tego czasu połykam każdą, jaka wpada mi w ręce. Ani razu się nie rozczarowałam, ta pisarka pruje przed siebie bez słabszych momentów i gorszych tekstów.

Przeczytajcie koniecznie!