Strona główna Mordercze miasta Piotr Pochuro, Wizyta w przychodni

Piotr Pochuro, Wizyta w przychodni

0
PODZIEL SIĘ

 

Piotr Pochuro

Wizyta w przychodni

W recepcji, jak zwykle młyn. Pełno pacjentów, ten płaci za wizytę, tamten ustala termin następnej wizyty. Telefony dzwonią, recepcjonistki ledwo nadążają z rozładowaniem kolejki. Nic dziwnego, prywatna klinika znanego w mieście rehabilitanta, pana Jacka, ma swoją, ustaloną renomę. Zgłaszają się do niego ze swoimi bólami ludzie znani z pierwszych stron gazet: sportowcy, politycy, dziennikarze, aktorzy.

 

 

Pewnego, ciepłego, majowego dnia w ten nieco elitarny świat wkroczył gość prawie jak nie z tej planety. Nie pasował tutaj, tak jak wół nie pasuje do karety. Do Pana Jacka przychodzą ci, których stać na wyłożenie pieniędzy z własnej kieszeni na dosyć drogie leczenie. Gość, który przekroczył progi przychodni na pewno do tej kategorii się nie zaliczał. Świadczył o tym niechlujny ubiór charakterystyczny dla bezdomnych, wszechobecny bród widoczny na odkrytych częściach ciała gościa oraz nietypowy zapach, jaki unosił się nad przybyłym. Traf chciał, że nim recepcjonistki zdążyły zareagować na pojawienie się przybysza, natknął się na niego sam szef przychodni.

Człowiek miły i sympatyczny, ale nad wyraz roztargniony. Gdy wychynie na moment ze swego gabinetu i natyka się na jakąś osobę siedzącą w poczekalni zabijając czas czytaniem gazety, pan Jacek wpatruje się przez chwilę na niego ze skupieniem, mrugając oczami, jakby chciał przypomnieć sobie, kto zacz. Gdy wydaje mu się, że skojarzył postać z konkretnym schorzeniem, podchodzi do pacjenta z twarzą rozjaśnioną uśmiechem i pyta:
– Lepszy jesteś dzisiaj, Misiek? Pomogło ci?
– Ale, o co chodzi? – Zaskoczony człowiek, wyrwany z lektury trzymanej w ręku kolorowej gazety robi duże oczy i generalnie w ogóle nie czai bazy.
– Jak to, o co chodzi. Zabiegi pomogły? – Nieco skonsternowany Pan Jacek próbuje rozpaczliwie ratować sytuację.
– Ależ skąd – Odpowiada niedoszły pacjent.
– Acha, acha, acha – Konfuzja właściciela przychodni w tym momencie sięga zenitu, więc wypowiada się nieco chaotycznie oczekując ratunku od kogokolwiek.

Po żonę przyjechałem i czekam, aż wyjdzie z gabinetu – Zagadnięty, widząc, jaką panikę wywołał swą odpowiedzią, stara się wydobyć z opresji poczciwego rehabilitanta.
– Aaaa? Rozumiem – Pan Jacek ucieszony z wyjaśnienia nieporozumienia znika w mrokach korytarza. A tego dnia natknął się na osobę, która na pewno nie była jego pacjentem. Trudno, nawet osobie tak roztargnionej, jak pan Jacek nie rozpoznać w bezdomnym bezdomnego.
– A ty misiek, do kogo ? – Spytał

– Panie magistrze, jeśli pan magister pozwoli, chciałbym skorzystać z toalety – Prośba, zadana mocno ochrypłym głosem zawisła powietrzu. Pan Jacek wpadł w lekką panikę. Co tu robić? Odmówić, niepolityczne i niehumanitarnie, pozwolić, jeszcze gorzej. Co by nie było, jesteśmy w przychodni a taki bezdomny raczej nie jest z higieną za pan brat. Nie wiadomo, jaka to zwierzyna po nim hasa i ile tej zwierzyny zostanie tu, gdy właściciel już się oddali. Co tu robić? Co tu robić? Znikąd pomocy. Pan Jacek drapał się zafrasowany w sam czubek głowy. Peszyła go sytuacja, oczy pacjentów wpatrujących się w niego, recepcjonistek i samego sprawcy zamieszania, czyli bezdomnego. Wszyscy czekali na decyzję

– Tam jest toaleta – Mruknął w końcu Pan Jacek wskazując pomieszczenie, po czym zniknął na powrót w swym gabinecie. A bezdomny, skwapliwie korzystając z pozwolenia, zamknął się w łazience od środka. Recepcjonistki, po półgodzinnym pobycie niecodziennego gościa zamkniętego w twierdzy łazienki zaczęły się lekko niepokoić. Ze środka nie dobiegały żadne odgłosy, jakie na ogół świadczą o korzystaniu z tego przybytku. W środku panowała kompletna cisza.

– Może zasłabł? A może rozkręca chromowane części łazienki? – Zastanawiały się recepcjonistki.
– Jejuśku, jak nic, powiesił się. Ja ci mówię, że się powiesił – Snuła czarne wizje Mariola, młodsza z recepcjonistek, załamując przy tym ręce. Oczami wyobraźni widziała już tytuły gazet i nawiedzającego ją w pracy ducha bezdomnego.
– Pogięło cię Mariola? Na czym się powiesił, na prysznicu? – Ironizowała Jola, starsza z koleżanek. Nie wiadomo, jak skończyłaby się dyskusja pań, gdy z za zakrętu wynurzył się ponownie pan Jacek, który zdążył już zapomnieć o niecodziennej wizycie.

– Panie Jacku, mamy problem. Ten bezdomny, co mu Pan pozwolił skorzystać z toalety, wciąż jest w środku – Jola brutalnie ściągnęła szefa na ziemię.
– Jezus Maria, no to mamy pasztet – Jęknął Pan Jacek, totalnie przerażony.
– Misiek! Misiek! Otwieraj natychmiast! – Właściciel przychodni, nie bacząc na konwenanse i licznych pacjentów walił pięściami w drzwi łazienki i szarpał za klamkę. Niestety. Te pozostawały wciąż głucho zamknięte a ze środka nie dochodziły żadne oznaki życia. Gdy po wielu trudach pracownikom udało się sforsować zamek i otworzyć drzwi, zastali swego nieoczekiwanego gościa śpiącego jak suseł na podłodze łazienki, którą wcześniej wymościł gazetami.

– Oszukałeś mnie, Misiek! Tak nie można! – Darł się doprowadzony do furii pan Jacek na rozbudzonego już zupełnie bezdomnego. Ja uważam, że niesłusznie. Jego gość po prostu miał inną definicję korzystania z łazienki. Wykorzystał ją tak, jak mu było w tym momencie najwygodniej.

 

www.pochuro.pl