Strona główna Mordercze miasta Piotr Pochuro, Pan w kapeluszu – opowiadanie

Piotr Pochuro, Pan w kapeluszu – opowiadanie

0
PODZIEL SIĘ

 

Pan w kapeluszu 2

 

Niedawno pisałem o przygodzie pewnego pana, któremu na poczcie skradziono kapelusz. Rzecz absolutnie banalna i niewarta zachodu, zwykła codzienna scenka, jakich każdy z nas jest wielokrotnie świadkiem. Takie codzienne scenki mogą być inspiracją do napisania tekstu. W archiwum pamięci przechowuję ich całe mnóstwo, nagromadziły się w przeciągu lat. Pisząc książkę, odkurzam te swoje archiwa i szukam wspomnień, które po odpowiedniej obróbce będą nadawały się do opowiadanej historii.

 

 

Takich scenek z życia wziętych jest w moich powieściach pełno. Pisząc, nie odtwarzam dosłownie przeszłości, nie opisuję przebiegu konkretnego śledztwa. Tworzę zupełnie nowe zbrodnie, a książkowi detektywi muszą tę zagadkę rozwikłać samodzielnie. Znając doskonale policyjne realia, jestem w stanie wyczarować bardzo realistyczny klimat dla toczącej się opowieści. Mnóstwo codziennych przygód z losem, jakie przytrafiają się mym bohaterom to często przerobione własne wspomnienia lub opowieści moich kolegów. Napisanie dobrego dialogu, skomponowanie dobrej sceny, to już sprawa warsztatu.

Rozmowa między bohaterami musi być żywa i zajmująca dla czytelnika tak, aby widział oczami wyobraźni postaci, o których piszę. Różni ludzie muszą mówić innym językiem. Inaczej będzie przemawiał prawnik a inaczej policjant z ulicy. W życiu realnym ta różnica w sposobie mówienia może wcale nie być taka oczywista. W powieści bohaterowie przemawiają używając innych słów, inaczej budując zdania. Jeśli jednak ma się szczęście i jest się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie można być świadkiem rozmowy, która śmiało mogłaby powstać w głowie satyryka piszącego skecz, pisarza lub scenarzysty.

Historię, którą pragnę dziś opisać, usłyszałem od zaprzyjaźnionej osoby, równie jak ja, a może nawet bardziej wyczulonej na absurdy życia codziennego. Ta scenka rozegrała się naprawdę, w podwarszawskiej miejscowości, w sklepie mięsnym. Sklep, jak sklep, w środku lada obok przeszklonej chłodziarki świecącej pustką. Znudzony sprzedawca i klient, pan w mocno średnim wieku. Znakiem szczególnym tego pana był kapelusz.

Panowie w kapeluszu coś w sobie mają, pisałem już o tym w wcześniej. Dla odróżnienia od bohatera mojego poprzedniego felietoniku tego pana w kapeluszu nazwę ?małym panem w kapeluszu?. Dlaczego, chyba nie muszę tłumaczyć. Był niewielki wzrostem, ale wielki duchem. Mój serdeczny znajomy wszedł do sklepu akurat w momencie, gdy mały pan w kapeluszu podszedł do lady.

– Dzień dobry – Powiedział mały pan w kapeluszu do znudzonego sprzedawcy.
– Witam. Czym mogę służyć? – Rozmowa zaczęła się całkiem niewinnie, banalnie, wręcz wiało nudą.
– Chciałbym kupić najtańszą łopatkę. Tak z pół kilo
– Proszę bardzo – Sprzedawca wyjął mięso z pod lady. Dlaczego nie trzymał go w chłodziarce, tak aby potencjalny klient mógł zobaczyć kupowany towar, pozostało niewyjaśnioną zagadką.

Ekspedient cały swój towar miał pochowany przed kupującymi. Mój znajomy chciał wyjść, widząc puste lady. Ale jak zobaczył sprzedawcę wyciągający dla małego pana w kapeluszu kolejno: po najtańszą łopatkę, najtańszy majonez i ketchup i jeszcze kilka najtańszych drobiazgów, postanowił zaryzykować i zostać. Nie omylił się, on również dokonał wszystkich sprawunków, Które sobie zaplanował.

Sklep wbrew pozorom był dobrze zaopatrzony, tylko tyle, że towar był poukrywany. Ale sprawunki mojego przyjaciela nie są przedmiotem tej historyjki, najtańsze zakupy małego pana w kapeluszu też nie. Bo właśnie przyszło do płacenia i mały pan w kapeluszu grzebał zawzięcie w portfelu.

– Szukam kobiety – Powiedział nie patrząc na sprzedawcę, który pozostał tak samo znudzony, jak na początku rozmowy
– Właśnie zmarła mi matka i bardzo mocno obniżyło się moje osobiste PKB – Mały pan w kapeluszu dokopał się do banknotów i wyłożył je na ladę.
– Słyszałem – Sprzedawca z kamienną miną wydawał reszty.
– Jak by co, dam panu znać. Zostawi mi pan swój numer telefonu? – Dodał na koniec zamykając z brzękiem kasę fiskalną.
– Oczywiście – Mały pan w kapeluszu wyraźnie się ucieszył.
– A jak pan się nazywa – Indagował sprzedawca.
– Kowalszczak.
– Jak Poniatoszczak?
– Nie, jak Kowal.
– Acha – Znudzony sprzedawca zanotował numer do Kowalszczaka a mój przyjaciel aż się musiał uszczypnąć, aby przekonać sam siebie, iż scenka, której był świadkiem nie jest wytworem jego bujnej wyobraźni a dzieje się naprawdę, tu i teraz.

 

www.pochuro.pl