Strona główna Nasze patronaty Mistrz ceremonii Sharon Bolton – recenzja

Mistrz ceremonii Sharon Bolton – recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Mistrz ceremonii Sharon Bolton - recenzjaPowieści Sharon Bolton z pewnością wyróżniają się wśród thrillerów psychologicznych. Przede wszystkim niezwykłą mroczną atmosferą, ale także pogłębioną intrygą. Tutaj zawsze chodzi o coś ukrytego, tajemniczego, trudnego do jednoznacznej oceny.

Tak jest również w „Mistrzu ceremonii”, w którym Bolton pokusiła się o eksplorację ciekawego wątku – magii i czarnoksięstwa, a właściwie wiary ludzi w nadprzyrodzone właściwości osób, uważanych za obdarzone siłą magiczną.

Zaginięcia nastolatków

Bohaterka powieści, Florence Lovelady w 1999 roku wraca do Sabden, miasteczka w Lancashire, w którym służyła jako policjantka (posterunkowa) trzydzieści lat wcześniej. Była to jej pierwsza praca i pierwsze śledztwo, które ukształtowało ją na całe życie. W miasteczku zaginęło troje dzieci, nastolatków. Śledztwo dowiodło, że zostali w makabryczny sposób zamordowani. Florence, w dramatycznych okolicznościach, odszukała zabójcę, który został skazany na więzienie. W odosobnieniu zresztą zmarł i teraz kobieta, wiedziona niejasnym przeczuciem, postanowiła wziąć udział w jego pogrzebie. Pogrzebie „potwora”, człowieka, którego nienawidziła i obawiała się go. Coś jednak nie daje jej spokoju – sprawca kontaktował się z nią przed śmiercią, coś jej powiedział… Florence wraca do opuszczonego domostwa, w którym mieszkał zabójca i znajduje glinianą figurkę voo-doo, przedstawiającą ją samą. Identyczne znajdowano przy ofiarach przed trzydziestu laty. Co się dzieje? Jak wytłumaczyć te dziwne zjawiska? Lovelady wraca do dawnej sprawy, aby przeanalizować ją raz jeszcze. Czy coś jej wówczas umknęło?

Procesy czarownic

Jak pisze we wstępie sama autorka, chciała stworzyć powieść, w której znajdą się echa procesów czarownic z XVII wieku, które miały miejsce w jej rodzinnej okolicy. Kobiety mądre, „wiedzące”, były wówczas oskarżane o czary i palone na stosie. Bolton wyprowadza tutaj czytelną paralelę – w dzisiejszych czasach również możemy mieć do czynienia z czymś na kształt procesów czarownic: czasami ktoś zostaje rzucony na żer opinii publicznej, nie potrafi się bronić. Pewne podobieństwa do tej sytuacji widać też w historii posterunkowej Lovelady z roku 1969. Kobieta w policji – to nietypowe i dziwne. A w dodatku, gdy jest inteligentna i dociekliwa wśród niezbyt obdarzonych mądrością mężczyzn. To może budzić niechęć i szowinistyczne zapędy. Tak właśnie, jak w XVII wieku, gdy kobiety z dużą wiedzą traktowano nie tylko podejrzliwie, ale oskarżano o czarną magię. Florence jest otoczona nieufnością, jej zasługi są umniejszane i bagatelizowane, sama ma wrażenie, że przeszkadza policjantom, którzy najchętniej widzieliby ją w roli parzącej herbatę asystentki, niż detektywa.

Psychologia w powieści

No i makabryczna zbrodnia sprzed lat – nawet współcześnie trudno pogodzić się z takim bestialstwem. Człowiek, który to wymyślił, naprawdę musiał być potworem. Skazany za morderstwa Larry Glassbrook mówi, iż wszystko co robił, czynił „z miłości”. To tylko potęguje przerażenie.

Interesująca jest też społeczność miasteczka Sabden. Kobiety mają swoje sprawy, mężczyźni swoje. Środowisko jest hermetyczne, trudno je przeniknąć. Florence, osoba z zewnątrz, jest traktowana z dużą ostrożnością. Nie tylko jako kobieta, ale i „obca”, oceniana jako „zadzierająca nosa”.

„Mistrz ceremonii” to bogata w znaczenia i głęboka powieści również w wymiarze psychologicznym. Pokazująca zróżnicowane dążenia, motywacje i lęki bohaterów. Każda postać jest inna, wnosi pewien emocjonalny ładunek.

Bolton doskonale znajduje równowagę pomiędzy psychologicznym a sensacyjnym aspektem swej książki. Bo „Mistrz ceremonii” to niezwykle zgrabnie i sensownie skonstruowana zagadka. A zakończenie na pewno nie rozczaruje nawet wybrednych miłośników gatunków. Wszystko ma tutaj swoje miejsce i czas, a wartka akcja nawet nie chwilę nie wytraca tempa. „Mistrz ceremonii” to nie tylko dobra kryminalna rozrywka, ale powieść o naszych lękach i uprzedzeniach. No i o sile kobiet, które potrafią znieść więcej, niż im się wydaje.

Książka pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek, przeczytana dzięki uprzejmości wydawnictwa Amber

O „Mistrzu ceremonii” u nas TUTAJ, fragment powieści TUTAJ