Strona główna Recenzje Marek Krajewski, Rzeki Hadesu

Marek Krajewski, Rzeki Hadesu

0
PODZIEL SIĘ

Komisarz za komisarzem, czyli jak pozbawić czytelnika snu. 

Mistrz powrócił. Marek Krajewski napisał kolejną powieść.

Autor chciał uszczęśliwić wszystkich, zatem część akcji umieścił we Wrocławiu, a część we Lwowie. Pogodził miłośników Mocka i Popielskiego łącząc ich losy w ostatniej sprawie, której rozwikłania trzeba było się podjąć.

Lata powojenne. We Wrocławiu ktoś uprowadza córkę lokalnego kacyka UB. Wszystko wskazuje na to, że porywaczem jest… Edward Popielski. Rozpoczyna się polowanie na lwowskiego komisarza ? detektywa. Aby ocalić skórę podejrzany musi sam znaleźć tego, przez którego ukrywa się w sutannie księdza. W sukurs przychodzi mu przygotowujący się do odjazdu z Wrocławia Eberhard Mock. Zanim jednak podejmą się rozwikłania zagadki musimy posłuchać o tym, co zdarzyło się kilkanaście lat wcześniej we Lwowie. Tam również ktoś porwał córkę króla półświatka a Popielski osobiście rozwiązał tę sprawę. Teraz demony wróciły i trzeba stanąć do walki.

 

 

Krajewski jak zawsze nie szczędzi nam wtrętów z kultury antycznej, okrasza powieść smacznymi scenami z lokalnymi kulinariami, poucza w zakresie kwiatow i chorób umysłowych. Jak zawsze z wyczuciem i smakiem.

Powieść czyta się doskonale. Można śmiało powiedzieć, że Krajewski odpowiada za wiele nieprzespanych nocy swoich czytelników. Ja jednak pozwoliłam sobie doszukać się kilku nieścisłości w tej historii. Zanim je jednak wyjawię przypomnę, że doszukiwanie się logiki w powieściach sensacyjnych nie jest najlepszym pomysłem i każdy, kto uważa, że James Bond nie jest w stanie wyskoczyć z samolotu i zjechać po stoku na nartach a Indiana Jones nie pokona całej nazistowskiej jednostki specjalnej, po prostu nie ma pojęcia jak działa kultura masowa.

Ale do rzeczy:

-prawie niewidoma Elżbieta Hanas wypatrzyła w koszu balonik, 

-sam Hanas, król zbrodniczego Lwowa nie infiltrował lwowskiego półświatka na tyle, aby wiedzieć co się dzieje w lokalnych burdelach,

– Brzozowski naraził córkę Lusię na przebywanie ze zboczeńcem. Jak to możliwe, skoro dziecku nic nie groziło?
– samo połączenie komisarzy Popielskiego i Mocka to już rzecz gustu, a de gustibus non est disputandum, jak rzekłby autor.

Serdecznie zachęcam do przeczytania najnowszej powieści Marka Krajewskiego.

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZNAK.