Strona główna Recenzje Marcin Dudziński „Przeciwko bratu”. Recenzja Marty Guzowskiej

Marcin Dudziński „Przeciwko bratu”. Recenzja Marty Guzowskiej

0
PODZIEL SIĘ

Marcin Dudziński „Przeciwko bratu”. Recenzja Marty GuzowskiejNa kryminały, których akcja ma coś wspólnego z archeologią, nie trzeba mnie długo namawiać. Więc kiedy biorę do ręki powieść, która rozpoczyna się sceną w rezerwacie archeologicznym, skąd ktoś nocą kradnie kości, to już po kilku stronach mówię dzieciom, żeby sobie same zrobiły kolację i nie oczekiwały ode mnie zbyt wiele, bo wieczorem będę zajęta.

Już po kilku pierwszych stronach „Z moich kości” Marcina Dudzińskiego narobiłam sobie ogromnego apetytu na dalszą lekturę. I nie rozczarowałam się. Wręcz przeciwnie!

„Z moich kości” to kontynuacja cyklu powieściowego Trylogia Profanum. Marcin Dudziński rozpoczął go swoim znakomitym debiutem „Przeciwko bratu”. W „Z moich kości” występują ci sami bohaterowie: Jerzy Walter, policjant i jego brat, Stanisław Walter, biskup.

W przeciwieństwie do „Przeciwko bratu” akcja „Z moich kości” toczy się wyjątkowo upalnego lata, kiedy mieszkańcy Częstochowy marzą tylko o zbiorowej emigracji na Antarktydę. Jednej z nocy, kiedy naprawdę nie ma już czym oddychać, ktoś włamuje się do muzeum położonego na terenie rezerwatu archeologicznego. Jednak to, co zabiera złodziej, nie ma pozornie żadnej wartości poza naukową: to kilka kości i gliniane naczynia.

Szybko jednak okazuje się, że chodzi tu o coś więcej. Niedługo po kradzieży Częstochową wstrząsa wyjątkowo brutalne morderstwo. Zbrodniarz pozostawił na miejscu jedną z kości ukradzionych z muzeum oraz dziwny wierszyk. Wkrótce potem ma miejsce kolejne morderstwo… i sytuacja się powtarza, na miejscu zbrodni policjanci znajdują archeologiczne zabytki i znowu wierszyk.

A Jerzy Walter ma wrażenie, że przeszłość zamieniła się właśnie we wściekłego psa, który zatrzaskuje zęby na jego łydce i nie pozwala mu uciec. I będzie kąsać aż do śmierci.

Druga część Trylogii Profanum jest równie udana jak pierwsza. „Z moich kości” podobnie jak „Przeciwko bratu” wciąga akcją, ale też nastrojem. Bardzo podoba mi się potworny upał, duchota, ubrania klejące się do ciała, pot spływający po plecach i to uczucie osaczenia, za które nie wiadomo, czy odpowiada pogoda, czy sytuacja, czy wszystko na raz.

Ale najbardziej podoba mi się, jak Dudziński wykorzystał moją ukochaną archeologię. Odległa przeszłość stała się symbolem przeszłości bliższej, tej, którą każdy z nasz w sobie nosi i z którą w pewnym momencie życia musi się rozliczyć.

Powiem Wam tylko tyle: naprawdę z niecierpliwością czekam na trzecią część trylogii Marcina Dudzińskiego!