Strona główna Inne W małym mieście nie ma się jak ukryć. Rozmowa z Mariuszem Zielke

W małym mieście nie ma się jak ukryć. Rozmowa z Mariuszem Zielke

0
PODZIEL SIĘ

W małym mieście nie ma się jak ukryć. Rozmowa z Mariuszem ZielkeMarta Guzowska: Dlaczego “Dobre Miasto”? Dlaczego nie jakieś konkretne miasto na mapie Polski?

Mariusz Zielke: To dla mnie bardzo osobista historia i może dlatego nie mogłem jej umiejscowić w żadnym istniejącym miejscu. Gdybym napisał, że akcja dzieje się w mieście, z którego pochodzę, od razu zaczęłyby się domysły, kogo prawdziwego opisałem. Wymyśliłem więc Dobre Miasto. Ta nazwa wydała mi się właściwa dla każdego prowincjonalnego miasta w Polsce. Wszystkie te prowincjonalne miasta są dobre. Wszystkie wspominamy po latach z łezką w oku – jeśli tylko udało nam się z nich uciec lub je jakimś cudem pokonać.

Czy to autobiograficzna próba rozliczenia się z przeszłością? Czy raczej rozliczenie się z przeszłością wszystkich Polaków?

I jedno, i drugie. Nie umiem pisać całkowicie zmyślonych książek, więc biorę na tapetę swoje życie, ludzi i wydarzenia, których doświadczyłem. Mieszam te elementy tak, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że chcę go oczernić, zemścić się czy coś i wkładam w zmyśloną fabułę. Gdybyśmy wzięli jakikolwiek wycinek z „Dobrego Miasta” to mógłbym wskazać inspirację z mojego życia, ale nie znaczy to, że to książka autobiograficzna czy na faktach. Po prostu uważam, że warto pisać o własnych doświadczeniach, wspomnieniach czy przemyśleniach, bo wtedy wychodzi wiarygodnie, nie jest to sztuczne. Staram się przy tym, żeby historia była uniwersalna i dotyczyła jakiegoś ważnego problemu społecznego.

Skąd ma Pan takie fenomenalne wyczucie małego miasta? Fakty zostały w powieści wymyślone, ale nastroje? A może fakty też nie zostały wymyślone?

Fabuła książki i różne zwroty akcji są wymyślone, ale ja je zmyśliłem na podstawie historii, które w moim życiu się wydarzyły. Wątków autobiograficznych w tej książce jest bardzo dużo. Kilka lat temu poznałem skomplikowaną kryminalną historię związaną z porwaniem kobiety i kilkoma zabójstwami. Do dziś ta sprawa nie jest do końca wyjaśniona. Dużo wcześniej spotkałem kogoś podobnego do powieściowej Agnieszki. Postanowiłem połączyć różne historie. Gdzieś w moim życiu zdarzył się ksiądz Piotr, cuda na szybie, gofry ze sztuczną czekoladą, lodziarz o brudnych łapach, baraki z Jezioran, imprezy w kasynie wojskowym, Dąbek intrygant i szpieg, złodzieje, którzy zostali notablami czy oszustki mianowane potem na sędziów.

Jak się robi badania źródłowe do takiej książki?

Trzeba to przeżyć. „Dobre Miasto” to kawał mojego życia –  wiele lat obserwacji ludzkich zachowań i spraw kryminalnych czy społeczno-obyczajowych, których doświadczyłem. Długo zastanawiałem się, czy jestem już gotów taką historię opowiedzieć.

Mężczyźni w Pana powieści to świnie, chleją, nie potrafią sobie odmówić seksu. Kobiety w sumie nie są lepsze. Czy uważa Pan, że w kryminałach nie ma miejsca dla szlachetnych bohaterów?

To książka o ludziach przegranych, dla których los nie był łaskawy, nie pozwolił im na znalezienie swojego miejsca w świecie, a przede wszystkim prawdziwej miłości. Każdy z tych bohaterów ocierał się o taką szansę i bardzo niewiele brakowało, żeby ich losy potoczyły się inaczej, dzięki czemu mogliby się stać innymi, lepszymi ludźmi. Są różne kryminały. Te o superbohaterach też są fajne. Ja wolę powieści mroczne. Wydają mi się ciekawsze. Może dlatego, że nie spotkałem dotąd takiego jednoznacznie szlachetnego bohatera.

Świetnie zilustrował Pan też chyba najbardziej polską z polskich cech: nienawiść do tych, którym się powiodło…

Niestety, uważam, że wciąż powinniśmy piętnować tę cechę, pokazywać jej bezsensowność, powtarzać ludziom do znudzenia, że tak nie można, że trzeba innych szanować. Trzeba żyć swoim życiem, a nie ciągle oglądać się na innych, a już na pewno nie wolno szukać przyczyny własnych porażek u sąsiada. Warto o tym przypominać, próbować kształcić inne postawy. Choć trzeba też przyznać, że to się nie bierze z niczego, że często te postawy mają złożone przyczyny, których nie da się wyeliminować bez naprawy struktur społecznych czy politycznych, przywrócenia pewnej sprawiedliwości.

Czy w małych miastach, na prowincji, ludzi żyją po prostu zbyt blisko siebie i dlatego zło narasta? Dlatego, że ludzie nie potrafią się oddalić, odsunąć, dać sobie oddechu…

Oj, zło w wielkich miastach jest chyba jeszcze większe, potrafi przybrać daleko bardziej destrukcyjny wymiar. Tyle że, jak zło wydarzy się w małym mieście, to wszyscy tym żyją, jest to główne wydarzenie, potrafi napiętnować na zawsze, żyć swoim życiem przez dziesiątki lat, odzywać się w kolejnych pokoleniach. W małym mieście, nie ma się jak przed tym ukryć. Jeśli ktoś  popełni przestępstwo, cała rodzina staje się patologią. Wina i kara mają tu inny wymiar. W wielkim mieście śmierć, wypadek, napad, czy nawet bomba po tygodniu staje się przeszłością. Małe miasta są specyficzne, kto z nich pochodzi lub w nich mieszka, zawsze będzie je miał pod skórą, będzie rozumiał takie książki jak „Dobre Miasto”. Dla osób z dużych miast może będzie to też ciekawe spojrzenie na prowincję.

„Dobre Miasto” to kryminał głęboko społeczny, w typie skandynawskich. A jakie Pan najbardziej lubi czytać?

Ja wolę powieści obyczajowe, dawniej kryminałów w ogóle nie czytałem, nie czułem tego gatunku. Zmieniło mi się po powieściach Stiega Larssona, niby czytadłach, ale dla mnie bardzo wartościowych. Od niedawna nadrabiam i czytam sporo kryminałów, szczególnie polskich. Przy czym intryga kryminalna mnie w nich za bardzo nie interesuje, dużo bardziej cenię zdolność opisania specyfiki środowiska, w którym się rozgrywają.

Czułam się całkiem wydrenowana po lekturze „Dobrego Miasta”. Czy po jego napisaniu Pan również czuł się zmęczony?

To nie była dla mnie łatwa książka, dużo mnie kosztowała, a potem trochę się bałem ją wydać. Pisanie szło mi łatwo, bo lubię mierzyć się z własnymi traumami, wytknąć sobie samemu jakieś przywary, powspominać sytuacje, które mnie ukształtowały, dały mi w kość, odzywają się po nocach w złych snach. Mam dziś do tego duży dystans – chcę po prostu opowiedzieć ciekawą historię.

Jakie są w związku z tym Pana dalsze pisarskie plany?

Piszę dużo, zaczynam różne powieści, nie kończę, część wątków pewnie wykorzystam. Chciałbym kiedyś napisać dużą, społeczno-obyczajową powieść o transformacji ustrojowej. Taką wielowątkową, obszerną, nieszablonową, z wieloma bohaterami i ich historiami, mam nadzieję, że kiedyś się uda. W przyszłym roku ukaże się mój kolejny kryminał, napisany wspólnie z prawnikiem Arturem Nowakiem, o losach prawnika w małym mieście. Chciałbym też napisać kontynuację „Dobrego Miasta”.

Dziękuję za rozmowę.