Strona główna Recenzje Kathrin Kompisch, Sprawczynie

Kathrin Kompisch, Sprawczynie

0
PODZIEL SIĘ

Kathrin Kompisch, Sprawczynie
Adrianna Michalewska

 

W powieści Bernharda Schlinka ?Lektor? na ulicy niemieckiego miasta młody człowiek przypadkowo poznaje starszą o dwadzieścia lat Hannę Schmitz. Nawiązuje się między nimi romans, który kończy się gwałtownym zniknięciem kobiety.
Po latach, gdy ten sam chłopak jest już studentem prawa, bierze udział w procesie zbrodniarek hitlerowskich, kobiet, które odpowiadały za śmierć ludzi w czasie drugiej wojny światowej. Stawiające się przed oblicze Sądu kobiety próbują wybielić swoje zbrodnie, tłumacząc, że takie miały rozkazy, że nikogo nie zabiły, że nie miały wyboru. Tylko jedna z nich, Hanna Schmitz, nie unika odpowiedzialności za swoje działania, do końca broniąc swojej postawy z czasów wojny. Nie ujawnia okoliczności łagodzących, czyli tego, że jako analfabetka, nie mogła dobrze orientować się w sytuacji, w jakiej się znalazła.

 

 

Kathrin Kompisch w swoim opracowaniu rozprawia się z jedynym obowiązującym stereotypem Niemki czasów nazizmu. Trzy k, czyli Kuche, Kinder ind Kirche (dziecko, kuchnia i kościół), tylko do pewnego stopnia były wyznacznikiem zachowania niemieckich kobiet. Podwójnie posłuszne: mężowi i fuhrerowi, szukały dla siebie miejsca w świecie, próbując obchodzić nałożone na nie obowiązki i ograniczenia.

 

 

Od 1921 roku, na mocy postanowienia kierownictwa NSDAP, wszystkie przywódcze stanowiska zarezerwowane były jedynie dla mężczyzn. Dla kobiet pozostawiono rolę służebną. Miały być pielęgniarkami, robotnicami, a przede wszystkim dobrymi żonami, których głównym zadaniem było rodzenie synów dla Tysiącletniej Rzeszy. Pozornie wszystkie przyjęły obowiązujący model społeczeństwa. Jak pokazuje Kompisch, pozory myliły.

Dzięki ustawie o czystości rasowej, za pomocą donosu mogły pozbyć się niekochanego męża, informując władze, że jest on zaangażowany w fikcyjny związek seksualny z Żydówką. Pięćset tysięcy niemieckich kobiet było zatrudnionych w obronie przeciwlotniczej i to one decydowały, kto w bombardowanym mieście ma prawo udać się do schronu. Jako pracownice szpitali brały aktywny udział w programie Lebensborn i uczestniczyły w eugenicznych działaniach Rzeszy, wskazując do sterylizacji, a często do eutanazji osoby chore psychicznie. Od kobiet także zależał los setek tysięcy więźniarek obozów koncentracyjnych i obozów pracy w Niemczech i w Polsce.

Pomimo otwarcia dla kobiet rynku pracy, SS miało kłopoty z rekrutacją żeńskiego personelu do obozów zagłady. Pensja, która była tam oferowana kobietą stanowiła jedną siódmą tego, co zarabiali na podobnych stanowiskach mężczyźni. Niewiele więcej zarabiało się w fabrykach. Nic dziwnego, że do roli oprawczyń najchętniej zgłaszały się młode, dwudziestokilkuletnie Niemki, których najczęstszym doświadczeniem życiowym była praca w kuchni u bogatych Niemców. Nieograniczona władza i możliwość rabowania nadchodzących z Europy transportów zamożnych Żydów była dla nich wystarczającą rekompensatą.

Niewiele z nich poniosło po wojnie karę. Świat skupił się na karaniu mężczyzn, przyjmując wygodną hipotezę, że wszystkie niemieckie kobiety działały jak posłuszne roboty, naiwne, uwiedzione przez Hitlera młode kobiety, albo bestie, sadystki, które z racji swoich wynaturzonych skłonności skorzystały z okazji realizowania swoich chorych pasji.

Bardzo polecam opracowanie Kathrin Kompisch. Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i Ska.