Strona główna Recenzje Joe Alex, Cichym ścigałam go lotem

Joe Alex, Cichym ścigałam go lotem

0
PODZIEL SIĘ

Kolekcjonerzy, czyli ?Cichym ścigałam go lotem? Joe Alexa
Recenzja Marty Guzowskiej


Nie lubię wątku kryminalnego w tej książce Alexa. To chyba jedyna jego powieść, w której Alex (oraz Ben Parker, ale jemu często się to zdarza) jest głupszy od czytelnika. Pisarz powieści kryminalnych i detektyw amator, słynny ze swojego ostrego jak brzytwa umysłu, krąży w kółko po własnych śladach i nie widzi tego, co czytelnik dostrzega mniej więcej od strony 62. Ćwierćidiotą okazuje się też morderca, który próbował upozorować zbrodnię na samobójstwo mimo, że nieboszczyk był ostatnią osobą, która samobójstwo popełnić mogła: był o krok od publikacji opus vitae i dzień przed wylotem do Ameryki, gdzie miał wygłosić serię ważnych odczytów.

       

 

Jednak Alexa nie czyta się tylko dla kryminalnej akcji. To, co u tego pisarza uwielbiam (a ?Cichym ścigałam go lotem? nie jest wyjątkiem), to wyidealizowane wyobrażenie angielskiej klasy średniej.

 

 

Tym razem Alex wziął się za następną narodową pasję Anglików: kolekcjonerstwo. O tym można by pisać tomy, a nie jedynie skromną notkę lub niewielki objętościowo kryminał. Kolekcjonować Anglicy lubili i umieli co najmniej od czasu, kiedy Europę ogarnęła moda na tzw. gabinety osobliwości, gdzie obok siebie spoczywały wypchane krokodyle, starożytne rzeźby (zazwyczaj niekompletne), cenne klejnoty i fałszywe mumie (podrabiane na wielką skalę w Egipcie, bo od kiedy, razem z Napoleonem, pojawili się tam Francuzi i Anglicy, miejscowi odkryli nowe, niewysychające źródło dochodów). Wśród zbiorów osobliwości Eliasa Ashmole, podarowanych w 1677 r. uniwersytetowi oksfordzkiemu i stanowiących zaczątek słynnego Ashmolean Museum, znajdował się m.in. ostatni widziany w Europie wypchany ptak Dodo (co prawda podczas inwentaryzacji w 1755 r. okazało się, że jest prawie całkowicie, z wyjątkiem głowy i jednego pazura, zjedzony przez mole). 

Anglicy wiedzieli, że kolekcjonerstwo jest sportem dla bogatych. Architekt Sir John Soane, kiedy w maju 1824 r. nabył do swojej kolekcji za 2 tysiące funtów sarkofag faraona Setiego I, urządził z tej okazji trzydniowe przyjęcie dla 900 osób, a wśród zaproszonych gości znalazł się brytyjski premier oraz całe grono książąt, baronów i wysokich dygnitarzy.
Sir Gordon Bedford z ?Cichym ścigałam go lotem? nie kolekcjonował antyków ani wypchanych krokodyli, ale ?zaledwie? ćmy. Ale jak na Anglika przystało, poświęcił się swojej pasji całkowicie. Jego dom zamieniony został w muzeum ciem, Sir Gordon urządzał nocne polowania na owady mimo, że cierpiał na bardzo silny reumatyzm, a cała rodzina zmuszona była w taki czy inny sposób do współpracy, pomocy, a przynajmniej tolerowania wszędzie dookoła owadzich trucheł zamkniętych w gustownych kasetkach. Mnie osobiście nie dziwi, że Sir Gordona zdradzała zona. Ani, że, kiedy wreszcie zginął, każdy miał motyw, żeby go zabić. Gdybym była zmuszona żyć z takim człowiekiem, też starannie rozważyłabym pomysł zabójstwa.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTomasz Białkowski, Drzewo morwowe
Następny artykułKathrin Kompisch, Sprawczynie
Agnieszka Krawczyk - pisarka z Krakowa, zajmująca się literaturą obyczajową i kryminalną. Lubi koty, kawę i książki - w tej kolejności. Autorka 13 powieści, współautorka 4 tomów opowiadań kryminalnych... Czytaj więcej