Strona główna Recenzje Julian Fellowes Snoby – recenzja

Julian Fellowes Snoby – recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Julian Fellowes Snoby – recenzjaEdith Lavery wywodzi się z klasy średniej, ale mocno aspirującej do wyższej. Matka jest zapatrzoną w rodzinę królewską czytelniczką romansów Barbary Cartland, a ojciec zaledwie księgowym. Pani Lavery marzy więc dla córki o „lepszym losie”, sama Edith także ma określone ambicje. Chce wyjść bogato za mąż i obracać się w najlepszym towarzystwie, bo uważa, że na to zasługuje.

Spotkanie z hrabią Charlesem Broughtonem staje się nagłym urzeczywistnieniem wszystkich tych planów i dążeń. Małżeństwo wydaje się być szczęśliwym losem i spełnieniem ambicji, tylko czy jest tutaj miejsce na uczucia? Czy Edith Lavery to cyniczna karierowiczka, jak podejrzewa jej teściowa lady Uckfield, czy też zagubiona w swoich marzeniach kobieta? Jak potoczą się losy nowej hrabiny, gdy w posiadłości zagości ekipa filmowa kręcąca historyczny serial, a wraz z nią przystojny gwiazdor?

Blaski i cienie wyższych sfer

„Snoby” to powieść o życiu brytyjskiej arystokracji podana z typowym angielskim, sarkastycznym humorem. Narratorem, nieujawnionym zresztą z imienia i nazwiska, jest przyjaciel Edith, aktor teatralny. Sam również wywodzi się z arystokracji, co daje się wyczuć z jego dogłębnej znajomości tematu i rzucanych tu i ówdzie aluzji, co do swej prawdziwej pozycji społecznej. Narrator należy więc do dwóch światów: artystycznej bohemy i wyższych sfer. Oba te środowiska obserwuje z ironiczną wnikliwością, nie mając złudzeń co do ich obłudy.

Bo zarówno artyści jak i arystokraci grają swoje role. Może aktorzy mają mniej ogłady i dobrych manier, ale w ich świecie toczą się równie zajadłe intrygi i walki o wpływy jak w wyższych sferach. Tutaj także plotka i obmowa jest potężną bronią. Mimo różnicy klas ludzie nie są tak bardzo odmienni.

Środowisko Broughtonów jest opisane zajmująco. W domu żelazną ręką rządzi lady Uckfield, jedyna tak naprawdę inteligentna osoba w rodzinie. Reszta jest tej mądrości pozbawiona. Mąż nestorki rodu, to snob o ograniczonych horyzontach, zaś Charles jest człowiekiem dobrym, lecz jednocześnie prostodusznym. Jego siostra jest z kolei pozbawiona głębszej refleksji i głównie zajęta sobą. Do takiego domu wkracza Edith – osoba o żywej inteligencji i wrażliwości. Czy jesteśmy zaskoczeni, że się nudzi?

Świat konwenansu

Pasjonujące było dla mnie śledzenie w „Snobach” osobliwego systemu konwencjonalnych zasad. Gdy jesteś u kogoś na wsi – nie możesz go zaprosić do restauracji, to straszny nietakt. Ziemianie nie jadają poza domem. Arystokracja zna się od dziecka i ulubioną zabawą jest „giełda nazwisk” – gdy chcą kogoś upokorzyć, dając mu do zrozumienia, że jest obcy w towarzystwie, zaczynają rozmawiać o znajomych, posługując się ich przezwiskami. Lady Uckfield nosiła na przykład dziwaczny przydomek „Googie”. Ogólnie okazywanie wyższości, budowanie barier, tworzenie przeświadczenia o istnieniu „wewnętrznego kręgu towarzyskiego”, do którego dopuszczana jest tylko garstka najlepiej urodzonych, zdają się stanowić główną aktywność przedstawicieli klasy wyższej. Dokładają oni wiele starań, by nie pospolitować się z tłumem i pokazywać, gdzie jest miejsce plebsu. W kącie.

Tak. To jest śmieszne. Żałosne, a momentami nawet przerażające. Budzi jednocześnie groźną fascynację, gdy uświadamiamy sobie, że są ludzie, którzy na takich jałowych intrygach pędzą życie. I inni, którym niebywale imponuje świat tej niedostępnej klasy.

Snoby

Kim jest arystokracja po odarciu pozłotka? Czy są to ludzie wyjątkowi? Obdarzeni niezwykłą magiczną siłą urody, intelektu, czy przedsiębiorczości? Nie. Ich miejsce na ziemi tłumaczy – żeby zacytować piosenkę Lady Pank – pochodzenie. Mieli szczęście urodzić się we właściwej, bo arystokratycznej rodzinie. Na nic nie zapracowali, do niczego nie doszli, po prostu urodzili się, gdzie trzeba. Inną kwestią jest potrzeba aspirowania do tej klasy. Edith i jej matka idealizują arystokrację, mają przedstawicieli tej warstwy niemal za półbogów, a ich życie za pasmo nieustającego karnawału. Lady Uckfield trzeźwo tłumaczy to narratorowi – egzystencja brytyjskiej arystokracji to przecież zupełnie coś innego: ciągłe użeranie się z urzędem podatkowym i komisją rolnictwa. Romantyzmu w tym nie ma za grosz. Do tego dochodzi tyrania dobrych manier i wszechobecnego konwenansu.

I jak tu nie zostać socjalistą? No jak?

Świetna powieść. Naprawdę warto przeczytać!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Marginesy.