Strona główna Recenzje Joe Alex, Śmierć mówi w moim imieniu

Joe Alex, Śmierć mówi w moim imieniu

0
PODZIEL SIĘ

Zabawy z czasem czyli ?Śmierć mówi w moim imieniu? Joe Alexa

Cała zabawa w drugiej z kolei powieści Joe Alexa, wydanej po raz pierwszy w 1960 r. polega na igraszkach z czasem. Niestety wiele więcej zdradzić nie mogę, bo popsułabym czytelnikom przyjemność.
Młody, zdolny i przystojny (nie zapomnijmy jeszcze dodać: bogaty) autor poczytnych powieści kryminalnych Joe Alex, jego świeża (bo w poprzedniej powieści dopiero o niej ?myślał?) narzeczona Karolina Bacon oraz wierny, ale niestety dość mierny detektyw Scotland Yardu Benjamin Parker wybierają się na sztukę Eugene?a Ionesco ?Krzesła?. Podczas poteatralnego drinka Parker zostaje wezwany do pracy: odtwórca jednej z głównych ról w przedstawieniu został znaleziony w swojej garderobie ze sztyletem w piersi.

 

 

Śledztwo u Joe Alexa prowadzone jest zawsze w tradycyjny sposób: zbrodnię mogła popełnić tylko jedna z ograniczonego kręgu osób, więc są one po kolei przesłuchiwane. Mordercę można odnaleźć tylko wówczas, kiedy kojarzy się fakty i ma się ucho wyczulone na drobne nieścisłości, które pojawiają się w zeznaniach. Wielbiciele tego gatunku kryminału i tym razem się nie rozczarują. Jednak Alex wprowadza tym razem kilka dodatkowych elementów.

Po pierwsze: wspomniane już zabawy z czasem, które czynią z tej powieści najbardziej chyba precyzyjnie skonstruowany utwór Alexa. Jak już wspomniałam, nic tu więcej dodać nie mogę, ale chcę pochylić czoło, i to nisko, przed sposobem, w jaki Alex poradził sobie z uprawdopodobnieniem alibi niektórych osób. Na przykład alibi dla jednego z bohaterów tworzy lekarz, który zapisuje co do minuty godziny odwiedzin.

 

?? Czy pan zawsze prowadzi tak dokładnie co do minuty terminarz przyjęć pacjentów? ? spytał zdumiony Parker.
? Tak ? odpowiedział doktor. ? Interesuje mnie problem racjonalności badania. Piszę na ten temat broszurę fachową. Wydaje mi się, że lekarze zbyt wiele czasu marnują na niczym.?
Proste, a jakie skuteczne. Lekarz ma doskonałe uzasadnienie tego, że wie dokładnie, kiedy pacjent go odwiedził. Inaczej byłoby mało prawdopodobne, żeby kojarzył precyzyjny czas wizyty każdego pacjenta. Dlaczego, ach dlaczego dzisiejsi pisarze nie są w stanie wymyślić takich prostych acz logicznych rozwiązań?
Po drugie: nowym elementem w tej powieści Alexa jest kwestia społeczna. Poruszona delikatnie, bez obaw, w końcu to jednak kryminał. ?Kwiaciarz niosący wielki kosz róż jest tylko kwiaciarzem. Prędzej spojrzy się na te róże, niż na niego?. I znowu, wybaczcie nie mogę napisać więcej.

Uwielbiam tę powieść Alexa. Jest urocza, precyzyjna i ostra jak brzytwa. I dlatego chociaż w tej recenzji napisałam mniej, niż więcej, dodam tylko: pędźcie do księgarń po egzemplarz, zanim wykupią. Warto!

A na koniec jeszcze mój ulubiony passus ilustrujący relacje damsko?męskie:
?Przy tych słowach Karolina Beacon zarumieniła się lekko, a Joe Alex sięgnął po butelkę i zaczął pospiesznie nalewać do szklaneczek. Parker zsumował to błyskawicznie z trzema stojącymi w hallu walizkami i zrozumiał, że Karolina Bacon rzeczywiście jechała dziś w ciągu całego dnia autem z Joe Alexem, ale zapewne nie była jeszcze u siebie w domu i prawdopodobnie dzisiaj już tam nie dotrze.?
Ach te lata sześćdziesiąte. Łza się w oku kreci?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego.