Strona główna Recenzje Tracey Lawson, W miasteczku długowieczności

Tracey Lawson, W miasteczku długowieczności

0
PODZIEL SIĘ

Tracey Lawson, W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole. Przepis na nadziewane kwiaty cukinii.

 

Włochy zawsze kojarzyły mi się głównie z trzema rzeczami: słońcem, mafią i jedzeniem. Nie z drogimi ubraniami, zabytkami i luksusowymi samochodami, ale właśnie z mafijną rodziną biesiadującą pod lazurowym niebem.

Pamiętam filmy o powojennych czasach w Italii, gdy obraz życia codziennego zupełnie nie przypominał dzisiejszych katalogowych obrazków wyretuszowanych photoshopem. Tym bardziej książka Tracey Lawson przypadła mi do gustu.

 

 

Autorka przyjeżdża do górskiej miejscowości Campodimele, gdzie „przy drodze stoją kamienne kurniki”. Spotyka tam ludzi, dla których życie to czas spędzany w miłym towarzystwie nad dobrym jedzeniem. I nie jest to hollywodzka wersja dobrej zabawy, ale ciężka praca, której efekty mogą się komuś wydawać niewspółmierne do nakładu pracy.

Pokazuje nam jak wygląda włoska spiżarnia, gdzie kobiety przechowują w każym dostępnym szklanym naczyniu sos pomidorowy własnej roboty. Zachęca do przygotowania pesto i sałaty, gdy nie mamy w domu mięsa, a pora obiadowa nadchodzi niespodziewanie niczym letnie dni. Uczy przygotowania lasagne i zupy fasolowej. Prawdziwa kuchnia z Campodimele to nie pierożki kupowane na sztuki jak czekoladki w Mediolanie (80 euro za kilogram), ale wykorzystanie wszystkiego co rośnie przy włoskim domu. Nic dziwnego, kobiety z Campodimele idąc na spacer zawsze mają przy sobie siatkę, bo nigdy nie wiadomo, co wydała żyzna ziemia w okolicy.

 

 

Ta książka mnie wzruszyła. W czasach supermarketów i „domowych” makaronów w dyskontach spożywczych, gdzie jedzenie dawno utraciło wszelki smak i zapach Tracey Lawson zachęca do uprawy własnych verdure – warzyw. I choć nasza spiżarnia nie będzie jak z obrazka, a żadna z nas nie przerobi 400 kilogramów pomiorów na sos na zimę, to warto spróbować chociaż własnego szczypiorku z grządki za domem. Posiałam, obok sałaty. Polane oliwą z oliwek i posypane czosnkiem smakują bosko.

 

Na koniec podam Wam wspaniły przepis na lipcowe danie.

Nadziewane kwiaty cukinii:

12 kwiatów cukinii

600 g sera ricotta

kilka łyżek oliwy extra vergine

4 szuszone pomidory pocięte w paski

drobno posiekana natka pietruszki

miałka sól morska, można dodać chili

 

Kwiaty należy obrać i oczyścić z pręcików. Pozostałe składniki wymieszać w misce. Rozłożyć delikatnie kwiaty cukinii i nałożyć do środka farsz. Podać z białym winem.

 

Smacznego.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.