Strona główna Inne Joanna Opiat-Bojarska, „Ucieczka”. Fragment

Joanna Opiat-Bojarska, „Ucieczka”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Joanna Opiat-Bojarska, „Ucieczka”. Fragment– Halo? Halo? Halo! Leon jesteś tam?

Leon uświadomił sobie, że słyszy znajomy głos, ale nic nie widzi. Przez chwilę kręcił głową, aż w końcu zorientował się, że ma zamknięte oczy.

Kiedy je otworzył zauważył pękniętą szybę.

– Halo? Leon, Leon! Odezwij się! Leon.

Zidentyfikował kobiecy głos i pomyślał, że w końcu wszystko pierdolnęło. Kaśka się dowiedziała i rozbiła szklaną bańkę w której żyli.

Dopiero po chwili, zauważył, że za szybą znajduje się pień. Olbrzymi pień wystający z nad złożonej w harmonijkę karoserii. A za nim inne drzewa, droga i ściana deszczu.

– Leon? Leon?

– Jestem – wydał z siebie ochrypnięty głos.

Przełknął ślinę i rozejrzał się dookoła. Na siedzeniu pasażera leżał jego plecak. Na pewno go tu nie kładł. Znał kokpit, fotele, kierownicę i tylnie siedzenie, na które zwykle zrzucał swoje rzeczy.

Był w samochodzie. Sam.

Spojrzał kontrolnie na swoje ręce, nogi i brzuch. Nie zauważył żadnych niepokojących śladów krwi czy przemieszczeń kości. Bolała go jedynie głowa.

– Leon?

– Czego?

– Coś się stało?

Sam chciałby wiedzieć. Pamiętał, że oderwał wzrok od ulicy tylko na sekundę. Chciał zerknąć na wyświetlacz telefonu, by zdecydować, czy olać Kaśkę czy dobijającego się. Reszta musiała potoczyć się sama. Niezamierzona zmiana toru jazdy, gwałtowne hamowanie i pobocze z agresywnym drzewem. Zwykle jadąc podrzędnymi drogami zastanawiał się co za debil wymyślił, żeby zaraz przy ulicy sadzić drzewa. Gdyby drzewo go nie zaatakowało opuściłby asfalt i wylądował na polu. Pobrudziłby się trochę i może miałby problem z wyjechaniem z mokradła, ale ostatecznie dzisiejsze zdarzenie mógłby zostawić dla siebie. Nikt nie musiałby o nim wiedzieć.

Wziął głęboki oddech i poczuł kłucie w klatce piersiowej. „To od uderzenia w kierownicę” – pomyślał i otworzył drzwi.

Postawił nogi na trawie. Przeniósł środek ciężkości. Wyprostował się. Trzy wdechy i wydechy i sączący się z nieba deszcz pozwoliły mu poczuć, że odzyskał kontrolę nad sytuacją.

– Leon? – Kaśka nie dawała o sobie zapomnieć.

– Zadzwonię później…

– Nie, poczekaj. Co to był za hałas? Coś się stało. Wiem to. Czuję. Coś stało!

– Zadzwonię – odpowiedział, wstrzymując w sobie wszystkie emocje.

Szczerze nienawidził jej beznadziejnego „wiem to, czuję to, powiedz mi”. Rozłączył się, dzięki czemu mógł przestać hamować wybuch złości.

Samochód z zewnątrz nie wyglądał źle. Oprócz pękniętej szyby miał zgniecioną maskę, oderwany i zdeformowany zderzak i uszkodzoną lampę. Dalsza jazda była niemożliwa.

Leon nawet nie chciał myśleć, ile będzie kosztowała naprawa. Odblokował telefon i zaczął się zastanawiać, czy najpierw wybrać numer pomocy drogowej czy szefa. Oba warianty wydawały mu się złe. Najchętniej cofnąłby czas i nie spoglądał na ten pieprzony telefon.

Odłożył decyzję na później, schował telefon do kieszeni spodni i podszedł do bagażnika. Kiedy blokada ustąpiła a klapa podeszła do góry spojrzał do środka.

– O, kurwa – jęknął, kiedy jego wzrok padł na bladą ludzką dłoń wystającą z dużego worka na śmieci.