Strona główna Recenzje Jajo fałszywej babuni – recenzja „Wszystkie dziewczyny kochają brylanty” Litwinowów

Jajo fałszywej babuni – recenzja „Wszystkie dziewczyny kochają brylanty” Litwinowów

0
PODZIEL SIĘ

Jajo fałszywej babuni ? recenzja ?Wszystkie dziewczyny kochają brylanty? Anny i Sergieja Litwinowów.

Akcja zawiązuje się nam jak w ?Dwunastu krzesłach? Ilfa i Pietrowa, mamy zatem przedrewolucyjny skarb ukryty gdzieś w skałach nad morzem, w miejscowości Jużnorosyjsk. W walizce mają znajdować się bezcenne precjoza: obrazy, diamentowe kolie, a nawet jajo Faberge (bez jaja żaden przyzwoity skarb nie ma w Rosji racji bytu).

 

 

Skąd nagle ten skarb ? zapytacie. Ano matka głównej bohaterki Tatiany, Julia Nikołajewna otrzymuje z Paryża tajemniczy list. Po latach odnalazła ją daleka ciotka, księżna Fribourg-Sawiczewa, by w testamencie przekazać ostatniej żyjącej krewniaczce mapę prowadzącą do rodzinnego skarbu. Obie panie Sawiczew łapią się na haczyk, a Tatiana organizuje wypad nad Morze Czarne, by przechwycić walizkę. Tylko ta część operacji jest łatwa, bo potem wokół Tani zaczyna się prawdziwe zamieszanie ? ktoś wyrywa jej walizkę w Stambule, ktoś usiłuje porwać ją w Paryżu, a w tle mamy grę KGB i mafijne porachunki. Oczywiście francuska krewna (ciotunia-babunia) okazuje się fałszywa, ale jajo jak najbardziej jest prawdziwe!

 

 

Litwinowom daleko do Doncowej, Marininy, czy Akunina, co nie przeszkodziło im sprzedać kilku milionów swoich 40 powieści. ?Wszystkie dziewczyny?? są kryminałem na wesoło, który da się czytać bez przykrości, jeśli pominie się mielizny fabuły i na potknięcia autorów zareaguje przymrużeniem oka. Nieudolny gang rodem z duńskich komedii to do cna zgrany motyw, także qui pro quo z walizką znamy doskonale z nazbyt dużej ilości kryminałów. Czuwający z daleka ojczym-dawny KGB-owiec też już nam się o oczy obił w innych książkach. Niewiele tu oryginalności, trzeba przyznać. Na pewno plusem książki są sympatyczne kreacje bohaterów, zwłaszcza protagonistki, Tatiany, która z wdziękiem pakuje się w kolejne tarapaty i z równym wdziękiem się z nich wydobywa.

 

Na minus prowadzenie narracji w stylu serialowym, czyli denerwujące zapowiadanie, że ?o czymś istotnym? dowiemy się później. Autorzy nie próbują powoli odsłaniać przed nami tajemnic, a jedynie trzymają nas pod drzwiami, nie pozwalając wejść do środka.

 

Poza tym zachłyśnięcie się przez Rosję Zachodem i jego blichtrem, robiące ? przynajmniej na mnie ? wrażenie jakiegoś kompleksu. Rozumiem, że to kryminał na wesoło i ma być śmiesznie, ale nagromadzenie marek zachodnich ciuchów i perfum daje wrażenie nieudolnego ?lokowania produktu? i w pewnym momencie zamiast rozbawiać dość nuży.

Tak więc można przeczytać Litwinowów podczas popołudnia na plaży lub podróży pociągiem ? powieść na pewno przyniesie rozrywkę, a i uśmiech się zdarzy. Mnie najbardziej rozśmieszyły perypetie gangsterów, którzy mają trudności ze śledzeniem Tatiany za granicą, gdyż? nie posiadają ważnej wizy. Także zabieranie ze sobą wszędzie najbardziej nieudolnego oprycha, ponieważ jako jedyny zna języki obce i potrafi wynająć samochód, było fajną diagnozą bezradności ?nowych ruskich mafiozów? średniego szczebla we współczesnym świecie globalnej wioski.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Oficynka