Strona główna Wywiady Grecy potrafiliby rozwiązać zagadkę kryminalną

Grecy potrafiliby rozwiązać zagadkę kryminalną

0
PODZIEL SIĘ

Wywiad z Jakubem Szamałkiem

 

Dwie książki Jakuba Szamałka, ?Kiedy Atena odwraca wzrok? i ?Morze Niegościnne? wprawiły w zdumienie nawet wytrawnych czytelników kryminałów. Szamałek, doktor archeologii, zdołał dokonać sztuki, która nie udała się dotychczas nikomu: umieścił akcję swoich powieści w starożytności i nie zanudził czytelnika. Zamiast marmurowych posagów pokazał ludzi z krwi i kości, a zamiast pałaców i świątyń, kurne chaty, w których ci ludzie naprawdę żyli.

O Grekach, jacy byli naprawdę, z Jakubem Szamałkiem rozmawia (jak archeolog z archeologiem) Marta Guzowska.

 


Marta Guzowska ? Czy starożytny Grek w ogóle próbowałby rozwiązać zagadkę kryminalną? Czy w ogóle interesowałby się motywacją mordercy? Umberto Eco twierdził, że nie da się napisać kryminału dziejącego się przed Rogerem Baconem, bo dopiero wtedy narodziła się umiejętność interpretacji znaków.

 

Jakub Szamałek ? O ile bardzo cenię Umberto Eco i jako naukowca, i jak pisarza, to w tej kwestii nie mogę się z nim zgodzić. Wystarczy rzucić okiem do pism Herodota, żeby przekonać się, że Grecy wiedzieli jak interpretować wszelkiego rodzaju znaki i dokonywać krytycznej analizy źródeł. Albo przejrzeć ateńskie mowy oskarżycielskie, żeby zobaczyć, że potrafili dywagować długie godziny o motywacjach podejrzanych o przestępstwa osób. Mimo, że nie istnieją żadne zapiski o Grekach rozwikłujących kryminalne zagadki, to nie mam wątpliwości, że byliby do tego zdolni.

 

 

Marta Guzowska ? Kiedy zabierałam się do napisania kryminału, który miał dziać się w Troi, zastanawiałam się, czy nie umieścić akcji w starożytności. Nie odważyłam się jednak na to, bałam się, że nie będę w stanie wyobrazić sobie myśli, marzeń i motywacji ludzi sprzed 3 tysięcy lat. Pan najwyraźniej nie tylko nie miał takich obaw, ale też wywiązuje się Pan sumiennie z zadania przedstawienia nam mentalności, która szokuje obcością. Archont Pantikapajonu Satyros nie martwi się o los zaginionych synów, mówi, że zawsze może sobie zrobić nowe dzieci. Takich przykładów w Pana powieściach jest więcej.

 

Jakub Szamałek ? Tak, staram się w moich książkach możliwie jak najwierniej przedstawić mentalność starożytnych Greków. Zawsze mnie fascynowało to, jak potrafią być do nas podobni ? po 2500 lat żarty Arystofanesa wciąż śmieszą, a Sokrates wciąż pobudza do myślenia ? ale też jak bardzo bywają obcy. Niektóre ich poglądy sprawiają, że unosimy dziś w zdziwieniu brew, inne mogą wręcz przyprawić o dreszcze.

Grecy są często przedstawiani jako ojcowie europejskiej cywilizacji ? dostojni, szlachetni, filozofujący w cieniu śnieżnobiałych kolumnad. Zapominamy o ich mroczniejszej stronie ? o okrucieństwach, których dopuszczali się w trakcie niekończących się wojen, o wyzysku niewolników, ich podejściu do kobiet. W ?Morzu Niegościnnym? staram się przedstawić wyważony portret Greków ? nie zapominam o ich zaletach, ale też nie zamiatam pod dywan ich wad.

 

Marta Guzowska ? Nie będę Pana pytać o język i wulgaryzmy w Pana powieściach, bo wszyscy to robią. Zresztą dla mnie oczywiste jest, że przeciętni mieszkańcy Aten nie mogli mówić ?jednakowoż? i ?jakkolwiek?, jak chcieliby być może niektórzy tłumacze starożytnej greki. Ale spytam Pana o tzw. kulturę materialną. Już Ateny w Pana poprzedniej powieści są, z wyjątkiem okolic agory i Akropolu, po prostu wiochą, a Pantikapajon w ?Morzu? zastawiony jest głównie kurnymi chatami. Bardzo się to różni od naszego wyobrażenia o starożytności: białej, gładkiej, marmurowej.

 

Jakub Szamałek ? Większość ludzi kojarzy starożytne miasta z rekonstrukcji ? sterylnych modeli z brystolu, pokrytych jednolitą teksturą trójwymiarowych modeli ? które pokazywane są na filmach dokumentalnych czy w podręcznikach. Nie dają one jednak pełnego obrazu starożytnych osiedli, żeby je zobaczyć w pełnej krasie, poczuć je wszystkimi zmysłami, trzeba sięgnąć do tekstów – tam możemy przeczytać o niewolnikach zbierających ciała z ulicy, wszechobecnym odorze odchodów, pełnych życia targach. Z kolei raporty wykopaliskowe pozwalają zajrzeć do domów skromnych ludzi ? niewielkich, z nielicznymi oknami, klepiskami, ścianami z niewypalanych cegieł. Marmurowe świątynie, znane z lekcji historii, nie były standardem, tylko wyjątkiem. Oczywiście, trzeba też pamiętać, że te budynki nie były wcale białe, tylko skrzyły się jaskrawymi kolorami; krasnale ogrodowe wydałyby się przy nich uosobieniem dobrego smaku.

Osady położone nad Morzem Czarnym były uboższe od tych z rejonu Morza Egejskiego ? zwłaszcza w V w. p.n.e., kiedy toczy się akcja mojej książki. Domy były niewielkie, budynków publicznych znaleziono jedynie kilka, świątynie budowano nie z marmuru, lecz wapienia, przyzwoitej jakości rzeźby można policzyć na placach dwóch dłoni. Tę odmienność i prowincjonalność osad znad brzegów Morza Czarnego też staram się pokazać.

 

Marta Guzowska ? Pana bohaterowie wielokrotnie wspominają, że chociaż Morze Niegościnne przemianowano na ?Gościnne?, lepiej byłoby zostawić starą nazwę. Czy Grecy czuli się tak obco nad Morzem Czarnym jak Pana Leochares? Wznieśli tam przecież potężne miasta, założyli kolonie nie ?na trochę?, ale z myślą o tym, żeby pozostać tam na zawsze.

 

Jakub Szamałek ? Rzeczywiście, Grecy byli obecni na wybrzeżach Morza Czarnego bardzo długo ? od VI w. p.n.e. aż do końca Antyku, a więc około 1000 lat. Leochares, mój główny bohater, przybywa tam w wieku V, a więc relatywnie wcześnie. Mało jest źródeł pisanych mówiących, jak greccy osadnicy radzili sobie z przeprowadzką w te rejony ? wiemy za to, że w oczach ich pobratymców, którzy zostali w basenie Morza Śródziemnego, była to kraina niezwykle egzotyczna, tajemnicza, ale i zacofana.

Szczególnie fascynowali Greków Scytowie, którzy byli tak od nich różni, jak to tylko możliwe ? byli nomadami, skalpowali wrogów i pili z ich czaszek, zamiast bliskiego greckim myślicielom umiaru woleli ostentację i obwieszali się złotem, palili ziarna marihuany… Długo by wymieniać. Wydaje mi się, że pierwsi Grecy nad Morzem Czarnym, zetknąwszy się nie tylko z takimi sąsiadami, ale i z innym klimatem, przyrodą, musieli się czuć obco. Dodajmy, że Grecy żeglowali jedynie wiosną i latem, więc przynajmniej połowę roku byli odcięci od reszty świata… Wykopaliska archeologiczne pokazują jednak, że pod koniec IV i na początku V w. p.n.e. proces wymiany kulturowej między Grekami a miejscowymi ludami zaczął nabierać rumieńców.

 

Marta Guzowska ? Grecy bardzo byli dumni że swojej greckości, przy każdej okazji podkreślali, jak różnią się od ?barbarzyńców?. Jak sobie radzili, kiedy los rzucił ich pomiędzy tych barbarzyńców i musieli żyć w ich bezpośredniej bliskości i nawiązywać z nimi bezpośrednie kontakty? Czy próbowali się odgrodzić jakimś mentalnym murem, czy raczej asymilowali się?

 

Jakub Szamałek ? Grecy rzeczywiście byli bardzo dumni ze swojej kultury ? także ci mieszkający nad Morzem Czarnym. Nie znaczy to jednak, że byli zamknięci na wpływy z zewnątrz. Doskonale obrazuje to historia przytoczona przez jednego z greckich filozofów z Azji Mniejszej, który przybył nad Morze Czarne w I w. n.e. Był zafascynowany swoimi żyjącymi tam Grekami ? tak jak Scytowie nosili oni spodnie i długie czarne płaszcze, wbrew panującej nad Morzem Śródziemnym mody nie golili bród, mówili ze staroświecką manierą. Jednocześnie lubowali się w Homerze i znali go na wyrywki i z chęcią wdali się z gościem w filozoficzne dysputy. Widać więc, że Grecy znad Morza Czarnego przejęli bardzo wiele od swoich sąsiadów ? ale zachowali trzon swojej tożsamości. Początki tego procesu staram się zresztą pokazać w mojej książce.

 

Marta Guzowska ? Niezwykle zabawny jest w Pana książce scytyjski książę, który mówi greką Homera. A inna Pana bohaterka okazuje się być Amazonką. Czy Grecy rzeczywiście zetknęli się kiedykolwiek z plemionami wojowniczych kobiet, czy były to tylko legendy?

 

Jakub Szamałek ? Amazonki rozumiane jako plemię wojowniczych kobiet, które ucinały sobie piersi i zabijały męskich potomków, jest właściwie na pewno jedynie legendą. Ale legendy mają często w sobie ziarno prawdy i tak też może być w tym przypadku. Na stepach dzisiejszej Ukrainy znaleziono wiele grobów przypisywanych Scytom bądź ludom ich podobnym, gdzie obok kobiecych szczątków złożono też zbroje i broń. Nie znaczy to, że te kobiety brały czynny udział w wojnach ? te przedmioty mogły mieć znaczenie czysto ceremonialne albo reprezentacyjne ? ale też nie można tego wykluczyć…

 

Marta Guzowska ? W zakończeniu ?Morza Niegościnnego? wysyła Pan Leocharesa do Kolchidy, czyli na koniec świata, bo dalej juz się wtedy nie dało. Czy tam będzie toczyła się trzecia część jego przygód? I czy, biorąc pod uwagę to, co Pan napisał o odczuciach Greków na rubieżach cywilizacji, Leochares nie będzie się tam czuł potwornie wyobcowany? Czy w ogóle znajdzie kogoś, z kim będzie w stanie nawiązać mentalną łączność?

 

Jakub Szamałek ? Pod koniec ?Morza Niegościnnego? Leochares udaje się do Kolchidy, ale mogę już teraz zdradzić, że tu jego podróże się nie zakończyły ? akcja trzeciego tomu będzie toczyła się bowiem na południu Włoch. Tu też Grecy mieli swoje osady, o których starożytni historycy mówią nam znacznie więcej, niż o tych z dzisiejszej Ukrainy i Rosji. Leochares (i Czytelnicy oraz Czytelniczki) znów spotkają się z obcym, odrębnym od Greków ludem – Etruskami. O ile jednak Scytowie byli uosobieniem greckiego wyobrażenia barbarzyńcy, to Etrusków nie da się tak łatwo zaszufladkować ? z jednej strony szokowali oni Greków niektórymi swoimi zwyczajami (golili całe ciało! ucztowali razem z kobietami!), to imponowali im też wyrafinowaniem kulturowym, uznaniem dla greckiej sztuki i mitów. Leochares będzie więc pewnie znów czuł się trochę wyobcowany ? ale w mniejszym stopniu, niż w ?Morzu Niegościnnym?, zwłaszcza, że Włochy były znacznie bliższe centrum greckiego świata. I tu na pewno padnie jednak trup i Leochares znów będzie musiał ustalić, kto zabił…

 

Marta Guzowska ? Czekamy z niecierpliwością na trzecią część jego przygód. Dziękuję za rozmowę.