Strona główna Nasze patronaty S. Hayes, Dopóki cię nie zdobędę, fragment tekstu

S. Hayes, Dopóki cię nie zdobędę, fragment tekstu

0
PODZIEL SIĘ

Zapraszamy do lektury. Aż zimno się robi…

 

? Panie Rider ? powtórzyła. ? Mogę pana przyjąć.

Stała, przytrzymując drzwi, aż Rider zrozumiał, że go wołają. Powoli dźwignął się z krzesła z wysiłkiem człowieka, któremu wali się świat. Lorraine była zadowolona. Ostatecznie przyszedł tu z własnej inicjatywy, toteż obiecała sobie, że będzie? będzie dla niego miła i wysłucha, co też ciekawego ma do powiedzenia. Gdy mijał ją w drzwiach, poczuła zapach człowieka na krawędzi, który zepchnął higienę na dalszy plan. W imię czego? Paru numerków ze studentką? Była ciekawa, czy teraz pluje sobie w brodę.

? Niech pan siada ? zachęciła, gdy znaleźli się w pokoju przesłuchań. Było to szare, nieciekawe pomieszczenie, do którego docierało niewiele światła. Lorraine nie zawracała sobie głowy zapaleniem jarzeniówek. ? Co pana sprowadza? ? zapytała, przysiadając na skraju drugiego, mniejszego stolika. Zajęcie miejsca naprzeciw Ridera wskazywałoby na aprobatę dla jego obecności oraz ? co za tym idzie ? postępowania. Tego by nie zniosła. Jeśli powie coś pożytecznego, świetnie. Jeżeli nie, szybko się z nim uwinie.


? To ja jestem ojcem dziecka Sally-Ann ? powiedział cicho, wyrywając ją z zamyślenia. Dłonie miał zaciśnięte, splecione palce wystawały z tweedowych rękawów. ? Nie sypiała z nikim innym.

Co za pajac, pomyślała Lorraine, gdy dotarła do niej pycha zakamuflowana w tej wypowiedzi. Niby skąd wiedział, że Sally-Ann nie sypiała z nikim innym? Pewnie na tej samej zasadzie żona wierzyła w jego wierność. Ujrzała oczami wyobraźni, jak Rider gawędzi z innymi wykładowcami, rechocze, wymienia żarciki. Potem przypomniała sobie, że jest tylko nauczycielem w miejscowym college?u ? daleko mu do profesora Oksfordu ? i skórzane łaty na łokciach, rozczochrane włosy oraz okulary w cienkich oprawkach raptem straciły całą otoczkę intelektualną. Lorraine nie mogła się nadziwić, co u licha Sally-Ann, młoda, atrakcyjna kobieta, w nim widziała.

? Wiem ? odparła. Właśnie przyszły wyniki z laboratorium.

? Ale przysięgam, że jej nie zabiłem. ? Zwiesił głowę.

To też wiem, pomyślała Lorraine, ale nie powiedziała tego na głos. Miał żelazne alibi: tamtego dnia prowadził zajęcia, co potwierdził zapis kamery. Poczynania Russella Goodalla budziły za to pewne wątpliwości.

? Na jakiej podstawie mam panu wierzyć? Miał pan motyw.

? Nawaliłem na całej linii jako mąż, ale nie jestem mordercą, na miłość boską. ? Rider złapał się stołu, jakby miał wybuchnąć płaczem. ? Postąpiłbym jak człowiek, pomógłbym Sally-Ann i dziecku. Wziąłbym drugi etat czy coś. Tylko proszę nie mówić mojej żonie. ? Ponownie spuścił głowę. ? Proszę.

? Czy to jedyny powód, dla którego chciał pan się ze mną widzieć? ? Lorraine nagle poczuła, że ma władzę. Przyszedł się pokajać.

? Nie. ? Podniósł głowę i przełknął ślinę. ? Znam kogoś, kto mógłby pani pomóc.

? Tak? ? Łajdak, pomyślała. ? I udzieli pan tej cennej informacji w zamian za obietnicę, że nie pogrążymy pana przed żoną?

Potwierdził.

? Czy jest pan świadomy, że mogłabym pana za to aresztować?

Rider ponownie przełknął ślinę.

? Ja? ja nic nie zatajam. Chciałem, żeby było fair. Sally-Ann i ja?

? Zdradzał pan żonę, panie Rider. Gdzie tutaj miejsce na sprawiedliwość? ? Serce zabiło jej mocniej w piersi. To było jak narkotyk, któremu nie mogła się oprzeć; narkotyk, o którym wolałaby się nigdy nie dowiedzieć.

? Fair wobec mojej żony ? uściślił. ? Wiem, że postąpiłem jak świnia. Ale z tym już koniec.

? To oczywiste ? nie darowała sobie Lorraine.

? Więc nie ma powodu, żeby ranić Leslie, prawda? ? Odchylił się na plastikowym krześle.

? Niech pan spyta dziennikarzy ? burknęła Lorraine. Spojrzała na zegarek. ? Napiszą, co chcą.

? Proszę posłuchać, Sally-Ann chodziła do szkoły rodzenia. Znalazła ogłoszenie w lokalnej gazecie. Raz czy dwa pytała, czy z nią pójdę, ale oczywiście odmówiłem. To nie byłoby w porządku. Chyba liczyła na coś więcej, miała nadzieję, że zostawię Leslie i dzieciaki. W ogóle nie brałem tego pod uwagę. W każdym razie nawiązała tam parę znajomości. Szczególnie zaprzyjaźniła się z jedną kobietą, Amandą Simkins. Od razu przypadły sobie do gustu.

? I? ? zgubiła się Lorraine. ? Widział ją pan?

? Parę razy ? odpowiedział Rider. ? Ale od początku jej nie lubiłem.

Lorraine nie rozumiała, w czym właściwie rzecz, ale mu nie przerywała.

? Chodziły na jogę, uczyły się oddychania, tego, jak rozpoznać oznaki porodu i zmieniać pieluchy. ? Rider urwał. ? I tak dalej. ? Skrzywił się na znak, że dla niego to czarna magia.

? Nie widzę w tym nic niezwykłego ? stwierdziła Lorraine i zsunęła się ze stołu. Stanęła z założonymi rękami. ? Kobiety w ciąży chodzą do szkół rodzenia i nawiązują znajomości. Proszę mi nie mówić: dam głowę, że chodziły też razem na kawę. ? Zaśmiała się pod nosem.

? Owszem ? potwierdził. ? Ale chce pani coś usłyszeć o tej babce? ? dodał, też podnosząc się z miejsca.

Był znacznie wyższy od niej, więc musiała zadrzeć głowę, aby spojrzeć na jego nieogoloną twarz.

? Słucham. ? Oparła dłoń na klamce. Nie mogła się doczekać, kiedy stąd wyjdzie.

? Amanda Simkins nawet nie jest w ciąży.