Strona główna Recenzje Cena za honor Piotr Pochuro

Cena za honor Piotr Pochuro

0
PODZIEL SIĘ

                                   

Gdy były policjant pisze kryminał możemy być pewni jednego  ?książka będzie mocna i autentyczna.   Tak jest w przypadku Ceny za honor Piotra Pochuro.    Ani przez  moment, czytając tę powieść, nie miałam wrażenia, że obcuję z czymś wydumanym i nieprawdziwym.

Bohaterem książki jest aspirant Bzyk, tropiący sprawę niejasnych powiązań pomiędzy policją a mafią. Szybko wpada na trop ?kreta?  informującego szefa mafii, Uszatego, o każdym kroku funkcjonariuszy.

 

Niespodziewanie zostaje jednak odsunięty od śledztwa ? okazuje się, że wrogów ?we własnym gnieździe? jest więcej. Zaczyna się walka ? nie tylko o honor, ale o życie policjantów zagrożone przez zdrajcę. Ten temat ? korupcji w policji ? Pochuro podejmował już wcześniej np. w opowiadaniu Śmiertelna gra z tomu Zaułki zbrodni, ale w Cenie za honor rozwinął w sposób wręcz brawurowy.  Bohaterem książki jest aspirant Bzyk, tropiący sprawę niejasnych powiązań pomiędzy policją a mafią. Szybko wpada na trop ?kreta?  informującego szefa mafii, Uszatego, o każdym kroku funkcjonariuszy. Niespodziewanie zostaje jednak odsunięty od śledztwa ? okazuje się, że wrogów ?we własnym gnieździe? jest więcej. Zaczyna się walka ? nie tylko o honor, ale o życie policjantów zagrożone przez zdrajcę. Ten temat ? korupcji w policji ? Pochuro podejmował już wcześniej np. w opowiadaniu Śmiertelna gra z tomu Zaułki zbrodni, ale w Cenie za honor rozwinął w sposób wręcz brawurowy.

Atutem powieści jest wartka i dynamiczna akcja, która nie pozwala czytelnikom odetchnąć: mamy tu efektowne sceny pościgów i zasadzek, dramatyczną akcję odbicia zakładnika i inne widowiskowe aspekty ?policyjnej roboty?. Nie zabraknie jednak i tych mniej spektakularnych: odpraw u komendanta i naczelnika, mozolnego wertowania papierów, czy wielogodzinnych obserwacji podejrzanych (często w deszczu i zimnie).

Autor postarał się naszkicować ciekawe postaci bohaterów: Bzyka, Babola, Patyka, pokazując ?blaski i cienie? ich policyjnego życia. Bzyk płaci wysoką cenę za swoje poświęcenie pracy ? odchodzi od niego żona, która nie jest  w stanie żyć w ciągłym strachu o męża i rodzinę. Pochuro próbuje pokazać czytelnikowi, że obraz policji, jaki znają z seriali telewizyjnych nie jest do końca prawdziwy. Oczywiście, jest to praca pełna wyzwań, która na pewno przynosi wiele satysfakcji, ale też rodzi liczne frustracje. Bohaterowie z goryczą podkreślają, że społeczeństwo wypomina im wczesne emerytury czy ?wygodne państwowe posady?. A przecież funkcjonariusz nie pracuje jak większość z nas od 8 do 16, tylko ma obowiązek podejmowania interwencji o każdej porze, nawet po służbie. Bo właśnie to słowo ?służba? najlepiej opisuje zadania policjanta, wiedzącego, na którą ma się stawić w jednostce, ale nie mającego pojęcia, kiedy zakończy dzień pracy i czy w ogóle będzie mu dane powrócić do domu.

Właśnie te opisy zwykłego powszedniego funkcjonowania jednostki ? codziennych, często powtarzalnych i niewdzięcznych zadań (wielogodzinne obserwacje, analiza danych) stanowią o prawdziwości powieści Pochuro i budzą sympatię czytelnika.

Bzyk nie jest Jamesem Bondem, któremu cały sprzęt przygotował niezawodny Q, a szczegółowych wskazówek udzielił M. Ten policjant musi sam torować sobie drogę w gąszczu niejasnych powiązań i poszlak, walczyć nie tylko z bandytami, ale z nieuczciwymi kolegami i czasem zupełnie niesprawiedliwym wymiarem sprawiedliwości.

Książka na pewno warta uwagi, nieczęsto można w naszej literaturze kryminalnej spotkać tak ciekawy nie uproszczony i bogaty obraz policji. Widać, że Pochuro zna tę robotę od podszewki!

Do autora można mieć pretensje właściwie o dwie rzeczy ? zbyt stereotypowe potraktowanie postaci kobiecych (Irena to typowa ?odchodząca? żona, zaś Agnieszka z kolei typowy ?odpoczynek wojownika?) oraz zbyt szybkie zdemaskowanie policyjnego ?kreta?. Natomiast redaktor i korektor tej książki winni poważnie uderzyć się w piersi ? błąd ortograficzny w nazwisku popularnego doktora House?a naprawdę nie uchodzi, a literówek i błędów adiustacyjnych było tu więcej.

Agnieszka Krawczyk

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Bellona