Strona główna Nasze patronaty Zadra Roberta Małeckiego – recenzja

Zadra Roberta Małeckiego – recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Zadra Roberta Małeckiego – recenzjaW lesie wiszą zwłoki. I to nie byle jak wiszą, ukryte w krzakach, oparte na pniu drzewa i pozbawione głowy. Dodatkowo w korpusie denata osy uwiły sobie gniazdo. Prokurator chciałaby szybko zamknąć dochodzenie i stwierdzić samobójstwo. Bernardowi Grossowi coś jednak nie daje spokoju – może sprawa nie wygląda tak prosto? Szybko udaje się ustalić kim jest wisielec – to Rafał Becker, którego siostra, Justyna wraz z chłopakiem, Marcinem Korczyńskim zaginęli szesnaście lat wcześniej tuż po studenckiej imprezie nad jeziorem. Brat był bardzo związany z siostrą, nie mógł sobie darować, że nie dopilnował jej powrotu do domu. Czy w takim razie mógł popełnić samobójstwo, kierowany depresją i smutkiem? A może to wyrzuty sumienia, bo miał coś wspólnego ze zniknięciem narzeczonych? Badając sprawę, Gross dochodzi do dramatycznych pytań i równie strasznych odpowiedzi. To śledztwo jest tak skomplikowane, że trudno rozplątać wątki i stwierdzić, kto tu jest dobry, a kto zły.

Małecki ma wielką zdolność do budowania atmosfery, o czym wiemy już od pierwszej książki z serii z Grossem. Chełmża to małe i zadymione smogiem miasteczko, a jednak dzieją się tu rzeczy, których nie powstydziły by się skandynawskie kryminały. Skomplikowane intrygi i śmiercionośna gra uczuć w tych dekoracjach wybrzmiewają jeszcze bardziej ostro i prawdziwie. A historia zaginionych studentów zaczyna mieć w sobie coś z antycznej tragedii. Co się naprawdę stało szesnaście lat temu? Policjant musi zmierzyć się z niechęcią obu rodzin – matka Justyny już dawno odpuściła zgłębianie odpowiedzi, rodzice Marcina Korzyńskiego wciąż drążą sprawę. I nie szukają już syna żywego, pragną po prostu go pochować. Obie rodziny przepełniają ból i pretensje. Trudno jest żyć w zawieszeniu przez kilkanaście lat i każdego dnia zmagać się podobnymi pytaniami, nawet jeśli człowiek się przed nimi broni.

W tle toczą się inne dramatyczne wydarzenia. Skałka, podwładna Grossa, wciąż nie może się otrząsnąć po śmierci Grzegorza Otremby. Nie pomaga jej służbowe spotkanie z żoną zmarłego, Eweliną. Sam Gross boryka się ze swoimi niełatwymi uczuciami: do żony Agnieszki, która jest w śpiączce i do Malwiny, bibliotekarki, z którą coraz więcej go łączy. No i dodatkowo – syn Grossa. Odezwie się do ojca, ale to co mu powie, tylko pogłębi ból.

Bardzo cenię Roberta Małeckiego za zgrabnie przedstawione, trzymające w napięciu intrygi kryminalne (a uwierzcie mi, zakończenie „Zadry” jest naprawdę zaskakujące) oraz świetnie przedstawione tło obyczajowe. Lubię czytać te książki również dla opisu małych miasteczek – czasami brzydkich i depresyjnych, ale nieodmiennie klimatycznych. Jest coś uwodzicielskiego w opisach obłażących z tynku kamieniczek i wstrętnych podwórek. No i fakt, że policjanci są tutaj normalnymi ludźmi – ze swoimi problemami i troskami, nie udający, że oddzielają pracę od życia prywatnego. Za każdym coś się ciągnie i z czymś musi walczyć. Choćby Bernard Gross –właśnie umiera na raka jego dawny przełożony, co jeszcze bardziej wzmacnia w niektórych przekonanie że jest on „Komisarzem Śmierć”, przynoszącym pecha swoim bliskim współpracownikom.

Niewiele jest na naszym rynku sprawnie napisanych powieści kryminalnych z intrygującym tłem obyczajowym i pogłębioną psychologią postaci. Takich, które czyta się jednym tchem, bo są inteligentnie przemyślane i dopracowane. Dlatego polecam Małeckiego. To firma, na której można polegać i mieć pewność, że nie zawiedzie. „Zadra” jest tego najlepszym dowodem.

Książka pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek, przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czwarta Strona

O „Zadrze” u nas TUTAJ