Strona główna Recenzje W godzinie śmierci Petera Jamesa – recenzja

W godzinie śmierci Petera Jamesa – recenzja

0
PODZIEL SIĘ

W godzinie śmierci Petera Jamesa - recenzjaW tej powieści najważniejszy jest zegarek. Unikatowy Patek Philippe wart 2 miliony dolarów. Nie jest jednak istotna jego wycena, a historia, która się z nim wiąże i tajemnica, której jest częścią.

Powieść Petera Jamesa „W godzinie śmierci” zaczyna się prawie jak „Gangi Nowego Jorku” Martina Scorsese, tylko czasy są nieco inne – mamy lata 20. XX wieku. Do niewielkiego domu na nadbrzeżu wchodzą gangsterzy, zabijając kobietę i porywając jej męża – członka irlandzkiego gangu. Synkowi i córeczce tej pary zostaje tylko jedna pamiątka po rodzicach – tak zgadliście: zegarek Patek Philippe, przechowywany odtąd jak relikwia.

Ten sam zegarek ginie pewnej nocy, już współcześnie, z sejfu siostry zamożnego kolekcjonera i handlarza dzieł sztuki, leciwego pana, Gavina Daly’ego. Owa siostra, Aileen, zostaje podczas napadu poważnie poturbowana, a wkrótce umiera. Brat wymaga od policji – a konkretnie od prowadzącego śledztwo Roya Grace – nie tylko odszukania morderców. Pragnie, by policja znalazła zegarek – umiłowaną rodową pamiątkę. Stary człowiek nie żałuje skradzionych siostrze precjozów, mimo iż antyki były warte wiele milionów. Chodzi mu o czasomierz – gdy ciotka wywoziła ich ze Stanów po śmierci matki i zniknięciu ojca, jakiś chłopak wręczył tę pamiątkę małemu Gavinowi w porcie. Wraz z zaszyfrowaną wiadomością, której Daly nigdy nie zrozumiał. Zegarek w symboliczny sposób łączy go więc z rodzicami i utraconym światem.

Dlatego Gavin Daly nie może do końca zaufać policji. Obserwuje śledztwo, a nawet zaczyna się do niego po swojemu wtrącać…

Historia i teraźniejszość

W powieści Jamesa te dwie perspektywy splatają się ze sobą w osobie Gavina Daly. Ten 95-letni bohater, to historia sama w sobie: wiele widział i przeżył. Jego postać łączy nas, przynajmniej w symboliczny sposób, z ciemną stroną Ameryki lat 20. Gangi tych czasów, nie było może tak malownicze jak „Zdechłe Króliki” pokazane na filmie Scorsese, ale także było się kogo bać. To bezwzględny i okrutny świat, który nie oszczędzał nikogo. Ci, którzy zabili matkę Gavina, sami zginęli kilka lat później w gangsterskich porachunkach. Fortuna bowiem kołem się toczy.

Podobnie jest we współczesnej opowieści. Włamanie do domu zamożnej kolekcjonerki, Aileen to zaledwie początek. Łupy trzeba gdzieś schować i upłynnić, a uczestnicy włamania zaczynają obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Nie tylko policja depcze im po piętach, ale i inni, nie znający litości gracze. Sam Gavin Daly przyznaje się Royowi Grace, że nie zawsze prowadził swe interesy w kryształowy sposób. Miał jednak nadzieję, że na starość zyska spokój i coś w rodzaju spełnienia. Niestety, zdano mu okrutny cios.

Ojciec na służbie

W tej części Grace ma jeszcze jedno ważne (być może najważniejsze) zadanie: opiekuje się niemowlęciem, swoim synem Noahem. Dziecko jest maleńkie i trzeba mu poświęcić mnóstwo czasu, co sprawia, że Roy i jego partnerka Cleo chodzą nieustannie zmęczeni i niewyspani. A śledztwo również domaga się uwagi i nie można pozwolić sobie na błędy.

Rozterki początkujących rodziców są w powieści Jamesa przedstawione bardzo prawdziwie. Cleo jest obolała i sfrustrowana: nie tak miało wyglądać macierzyństwo. Kolorowe poradniki dla matek ją oszukały. Musi minąć trochę czasu, żeby ułożyła się sama ze sobą i przywykła do nowej roli. Jednak jest dużo lepszą partnerką Roya niż Sandy, jego była żona, która w ogóle nie rozumiała jego pracy.

W tej powieści rodziny są różne. Gavin Daly był ogromnie związany z siostrą, ale bardzo słabo dogaduje się z synem Lucasem, którego ma za utracjusza i darmozjada. Lucas istotnie nie grzeszy zamiłowaniem do pracy: gra na wyścigach i zadłuża się, praktycznie żyje z żony, telewizyjnej prezenterki. Nie szanuje też ojca, boi się go, ale nie poważa.

Roy Grace z kolei żywi sympatię do starego człowieka, który na nic już w życiu nie czeka, poza rozwiązaniem swojej sprawy. Chce sprawiedliwości dla siostry.

Dochodzenie

Śledztwo jest skomplikowane, a James nie jeden raz myli czytelnikowi tropy i wyprowadza go na manowce. Bardzo interesująca jest drobiazgowa, żmudna praca policyjnych analityków, operatorów baz danych, wreszcie techników. Policja jest niedofinasowana, więc wielu badań po prostu nie można zlecić. Tutaj przydają się zdolności dedukcji i szósty zmysł – Roy Grace na pewno go posiada.

Jest nie tylko dobrym policjantem, ale i dobrym człowiekiem. Mimo iż jego uwaga nieustannie biegnie w stronę rodziny, potrafi pomóc innym, jak choćby koledze, któremu zmarła żona. Jest uważny i pełen empatii. Zwykły człowiek, który robi niezwykłe rzeczy.

Zegarek z roku 1910

A co z zegarkiem? – zapytają mnie Państwo. Spokojnie, James nie zapomniał o zegarku. Jego historia jest naprawdę fascynująca.

Nie ukrywam, że ogromnie mi się podobało „W godzinie śmierci”. Jako niezwykle zgrabne połączenie kryminału policyjnego z powieścią obyczajowo-społeczną. Nie pogardziłam też tłem historycznym, bo sama lubię „Gangi Nowego Jorku”. Szeroki horyzont tej opowieści sprawia, że książkę Jamesa czyta się znakomicie. To nie tylko dobra literacka robota, ale kawałek naprawdę świetnie opowiedzianej historii. Jak zwykle, gdy formuła klasycznego kryminału, z wszystkimi prawidłami gatunku, rozszerzona jest o nowoczesne spojrzenie i szerokie społeczne tło. A James potrafi to robić: łączyć klasyczyne schematy z całkiem współczesnymi rozwiązaniami fabularnymi.

Satysfakcja dla autora i dla czytelnika.

Książka pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek, przeczytałam ją dzięki uprzejmości Wydawnictwa Albatros.

O „W godzinie śmierci” u nas TUTAJ