Strona główna Inne Victoria Jenkins „Niczyje dziecko”. Fragment

Victoria Jenkins „Niczyje dziecko”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Victoria Jenkins „Niczyje dziecko”. FragmentProlog

 

Pobawmy się.

Głos był stłumiony, jakby słyszała go pod wodą. Dziewczynie wciąż dzwoniło w uszach po ciosie w głowę i mdliło ją ze strachu. Ocknęła się; była przywiązana mocno do krzesła za ręce i nogi. Gdyby nie miała zasłoniętych oczu i mogła spojrzeć w ciemność, przekonałaby się też, że krótka utrata przytomności zaburzyła jej zdolność widzenia. Uświadomiła sobie, że jeszcze nigdy aż tak się nie bała.

Dlaczego jej to robią?

– Policzę do trzech i ktoś z nas cię dotknie. Będziesz tylko musiała zgadnąć kto. Proste.

Dziewczyna poczuła, jak łzy wypływają spod opaski na jej oczach. Nie podobała jej się ta zabawa. Chciała do domu. Spróbowała krzyknąć, ale tylko cichy szloch wydobył się zza knebla w jej ustach.

– No, dalej – powiedział drugi głos. – Zrób to. Dotknij ją.

Wiedziała, że nie zdoła się uwolnić, zaczęła się trząść ze strachu. To się nie dzieje. Słyszała o takich rzeczach – widziała je w telewizji, rzeczy, których nie chciała oglądać – ale tutaj się nie zdarzały. Nie jej.

Odgłos policzka, nagły i ostry, rozległ się w przerażającej ciszy. Dziewczyna nic nie poczuła, ale usłyszała gdzieś ciche chlipanie, jakby skomlenie uwięzionego w klatce i torturowanego zwierzęcia, zanim szuranie kroków po podłodze zbliżyło się do niej.

Ktoś położył drżącą dłoń na jej ramieniu i szepnął do ucha:

– Przepraszam.

 

Rozdział 1

Ładnie tutaj.

Alex siedziała na kanapie w salonie Chloe i piła herbatę. Ostatni raz była tu jakieś sześć tygodni temu, kiedy Chloe jeszcze się przeprowadzała. Chloe nie miała zbyt wielu rzeczy, więc przenosiny od Alex do wynajętego domku poszły dość łatwo. Ale obie wiedziały, że psychicznie ta przeprowadzka może się okazać trochę trudniejsza. Chloe nie mieszkała sama od napaści na nią wcześniej tego roku i wciąż miała koszmarne sny, ale wiedziała, że nie może wiecznie polegać na Alex.

– Dzięki. Miałam szczęście – to miejsce nie wymagało wiele pracy.

Alex zerknęła na parapet okienny, gdzie stało oprawione zdjęcie Chloe z jej chłopakiem Scottem. Zostało zrobione w lecie; Chloe była w sukience na ramiączkach i Scott patrzył na nią jak na jedyną osobę na świecie. Nikt tak nigdy nie patrzył na Alex, a jeśli nawet, to tak dawno, że już tego nie pamiętała.

– A kiedy on się wprowadzi? – zapytała z uśmiechem.

Chloe przewróciła oczami.

– Trochę na to za wcześnie. Wątpię, czy poradziłby sobie z niektórymi moimi złymi nawykami. Możesz go ostrzec, jeśli kiedykolwiek do tego dojdzie.

– Musi być przyjemnie, mieć znów własny kąt.

Chloe spojrzała na Alex, zakłopotana.

– Owszem. To znaczy…

Alex się uśmiechnęła. Wiedziała, o co jej chodzi. Młoda posterunkowa pracowała z nią i mieszkała u niej przez poprzednie osiem miesięcy, ale Alex nie czuła urazy, że jest zadowolona z przenosin do włas­nych czterech ścian. Chloe miała dwadzieścia siedem lat; potrzebowała niezależności. Alex pomyślała, że czułaby to samo, jednak wyprowadzka Chloe uwydatniła pustkę, której – jak się obawiała – nigdy nie zdoła wypełnić sama.

– I blisko do pracy.

Chloe mieszkała teraz zaledwie pięć minut pieszo od komendy policji. Szeregowiec z widokiem na rzekę stał w dużo gęściej zabudowanej okolicy niż budynek, gdzie Chloe mieszkała, zanim przeniosła się do Alex. Wyglądało na to, że postanowiła otoczyć się życiem, a bezpieczna bliskość komendy też nie wydawała się przypadkiem.

– Tak, choć zastanawiałam się nad tym. Może trochę za blisko.

Alex dokończyła herbatę i wstała.

– Nadal jesteś mile widziana w każdej chwili, wiesz o tym. Już mi brakuje twoich wegetariańskich lazanii.

Chloe wzięła od niej pusty kubek.

– Urocze. Nie brakuje ci mnie, tylko mojego pitraszenia.

Alex wzruszyła ramionami.

– Przynajmniej jestem szczera.

– Będę ci przynosiła paczki z jedzeniem do komendy.

Alex wyszła od Chloe i pojechała do siebie. Było już ciemno, zmrok zapadał teraz wcześnie i tylko sznur przednich świateł samochodów na A470 zdradzał, że wciąż jest godzina szczytu, a nie głucha noc. Niecałe piętnaście minut później zaparkowała przed swoim domem i wyłączyła silnik. Mieszkała w okazałym bliźniaku, który kiedyś dzieliła z mężem. Teraz, gdy znów została sama, wydawał się jeszcze większy. Nie potrafiłaby zliczyć, ile razy przez pierwsze miesiące samotności czuła się po powrocie tutaj tak jak teraz: nie miała ochoty wejść do środka; bała się długich godzin ciszy między późnym wieczorem a porankiem.

Wzięła swoją torebkę z przedniego siedzenia pasażera, wysiadła z auta i zawiesiła ją na ramieniu. Pomyślała, że Chloe miała dobry pomysł. Zostawienie wszystkiego i rozpoczęcie od nowa stawało się coraz bardziej kuszące. Zastanawiała się, czy potrafiłaby zrobić to samo. Miałaby tyle odwagi? Nie potrzebowała dla siebie tej całej przestrzeni i było tu zbyt wiele duchów. Jeszcze na chodniku prawie czuła, jak ją obserwują, czekają na nią. Gdyby się wyprowadziła, opuściłyby ją?

Wciągnęła torebkę dalej na ramię i poszukała wśród kluczy tego do drzwi frontowych.

Zanim weszła po stopniach, wyczuła, że coś jest nie tak. Ogarnął ją niepokój i nie mogła się pozbyć wrażenia, że ktoś naruszył jej prywatność. To uczucie szybko okazało się uzasadnione. Na drzwiach widniało namalowane sprejem słowo DZIWKA. Czerwona farba spływała z wielkich liter jak krew w filmowym horrorze, napis zdawał się wrzeszczeć do niej.

Tłumaczenie Maciej Pintara i Małgorzata Stefaniuk