Strona główna Inne Victoria Jenkins „Dziewczyny w wodzie”. Fragment

Victoria Jenkins „Dziewczyny w wodzie”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Victoria Jenkins „Dziewczyny w wodzie”. FragmentBył koniec stycznia, takiego stycznia, który unieruchamia wszystko w swoich objęciach, z palcami zakorzenionymi w twardej ziemi, z oddechem plamiącym powietrze dreszczami. Była pod dachem, ale o zimnie wiedziała wszystko. Była tutaj od wielu dni – nie była zbyt pewna, jak długo – i z każdą godziną, z każdym upokorzeniem, któremu była poddawana, robiło się jej coraz zimniej, aż do szpiku kości. Miała nadzieję na śmierć, która ją wybawi.

Przyszło jej do głowy, że pewnie nikt się nie zorientuje, że zaginęła. Przeprowadzanie się od przyjaciela do przyjaciela, z kanapy na kanapę zawsze wydawało się takim dobrym pomysłem. Istotnie, przez ostatnie półtora roku był to jej jedyny sposób na przetrwanie. Nie mogła usiedzieć w jednym miejscu. Teraz, kiedy była przywiązana do krzesła, brzmiało to ironicznie. Mogła przez całe tygodnie nie odzywać się do resztek rodziny, a ci „przyjaciele”, u których się zatrzymywała, teraz to do niej dotarło, wcale przyjaciółmi nie byli. W istocie nawet ich nie znała. Ona wykorzystywała ich, oni wykorzystywali ją. Doszła do wniosku, że na koniec dostała to, na co zasłużyła.

Czy teraz ktoś zauważy, że jej nie ma?

Jedyny człowiek, z którą rozmawiała o tym, jak się czuje – jedyna osoba, z którą zbliżyła się trochę w ciągu paru ostatnich miesięcy – był tutaj i teraz nie było od niego ucieczki.

W pokoju było ciemno, jedyne okno zabite było grubymi deskami. Ze ścian zwisały zasłony, czarne i ciężkie. Nie wiedziała, po co tutaj są, ani co się za nimi kryje. Czasem w ogóle niczego nie widziała. Powieki jej opadały i kiedy go tutaj nie było, pozwalała sobie je zamykać, chociaż nie spała. Nie spała chyba już od wielu dni. Ile jeszcze trzeba, zanim oszaleje?

Na początku płakała. Kiedy się obudziła i zobaczyła, że jest w tym nieznanym miejscu, przywiązana do krzesła przez człowieka, którego twarzy nie widziała, płakała, krzyczała, błagała. Proponowała mu rzeczy, które ją odpychały, ale nie wyglądało na to, żeby go zainteresowały. Nie wyglądało na to, żeby ona go interesowała.

Czego od niej chciał?

Tak trudno było poskładać wydarzenia, które ją tutaj doprowadziły. Niektóre rzeczy pamiętała, ale większości nie. Była w pracy, tyle wiedziała. Czasem jechała do domu taksówką z jedną z dziewczyn, z którymi pracowała, ale nie zapamiętała niczego z drogi do domu. W ogóle nie pamiętała, czy tam jechała.

Była przywiązana do krzesła za nadgarstki i kostki nóg. Ramiona miała niewygodnie odciągnięte do tyłu, co utrudniało krwioobieg. Próbowała przecisnąć ręce przez ciasne pętle, które ją więziły, przetrzeć je o drewniane deski oparcia, ale skończyło się tylko otarciami skóry i utratą nadziei.

Nie wyjdzie stąd żywa.

Pierwszego dnia mężczyzna obciął jej paznokcie. Zostawił ją samą na długo, wydawało się na całą wieczność. Łzy nie pozwalały jej dobrze widzieć, a umysł zapchany miała myślami, w jaki sposób on ją zabije. Próbowała kopać, wyrzucała biodra do przodu, przechylała krzesło, ale kiedy się z nim wywróciła, zrozumiała, że tylko pogorszyła sprawę. Leżała na boku, z ramieniem zmartwiałym pod swoim ciałem, póki nie wrócił w milczeniu jej porywacz.

Kiedy już tu był, postawił krzesło, jakby nic nie ważyło. Odezwała się do niego, ale on nie odpowiedział. Kiedy uwolnił jej ręce z zawiązanych na węzły kabli, przypływ adrenaliny skłonił ją do działania. Zamachnęła się na mężczyznę i wbiła palce w jego ciemną maskę. Właśnie wtedy poczuła, że to koniec jej życia, bo po raz pierwszy go zobaczyła. Może sprawy potoczyłyby się inaczej, gdyby nie widziała jego twarzy? Nigdy się tego nie dowie.

Kiedy zrozumiała, kto to jest, zrobiło się jej niedobrze. Zwymiotowała na własny top. Kawałki pomyj, którymi nakarmił ją w poprzedni wieczór splamiły bawełnę i nadały powietrzu kwaśnego, zjełczałego posmaku.

Potem przypomniała sobie tamten wieczór. Przypomniała sobie, że go widziała. Przypomniała sobie, jaka była zadowolona, że go widzi.

Później, kiedy powracała pofragmentowana pamięć, przypomniała sobie, że zgodziła się, żeby ją podwiózł.

– Dlaczego to robisz? – zapytała przez łzy. – Nic ci nie zawiniłam.

Ciało się jej naprężyło, kiedy sięgnął do kieszeni i wyjął coś, co wyglądało jak czarne pudełeczko. Otworzył je i wyjął nożyczki do paznokci, których użył, żeby powoli rozciąć jej poplamiony wymiocinami top. Tym razem już z nim nie walczyła. Siedziała tylko w samym biustonoszu i dygotała w ciemności. On trzymał nożyczki w dłoniach w rękawicach, ona była przywiązana za kostki nóg do krzesła: nie mogła nigdzie odejść. Walka tylko bardziej by go rozwścieczyła i jak by się to dla niej skończyło?

– Proszę – powiedziała, kiedy ściągnął z niej ostatni kawałek pociętego materiału. – Proszę, powiedz coś.

Mężczyzna przyciągnął naprzeciwko niej krzesło, takie same jak to, na którym siedziała i wziął ją za lewą rękę. Kiedy spojrzał jej krótko w oczy, pomyślała, dlaczego wcześniej tego nie zauważyła. Oczywiście, to był on.

– Nie rozumiem – powiedziała.

Miała długie, pomalowane paznokcie. Odcinał je metodycznie, spiłowując aż do skóry. Przy trzecim palcu zdał sobie sprawę, że paznokcie są sztuczne. Rozwścieczyło go to, ze złością zaczął je wyrywać. Odginał je i zrywał z kleju, który trzymał je na prawdziwych paznokciach. Krzyknęła z bólu. To go tylko zachęciło.

Wyszedł z pokoju.

Dziewczyna rozejrzała się. Rozpaczliwie szukała czegoś, czym mogłaby go uderzyć.

Wrócił. Usiadł naprzeciwko niej. W ręku miał obcęgi.

– Nie – prosiła. Gorące łzy znów zaczęły szczypać ją w oczy. – Nie. Proszę.

Walczyła, ale na próżno. Uderzył ją w twarz, raz, otwartą dłonią. Cios był tak mocny, że zatoczyła się, a krzesło znów przewróciło się na podłogę. Stanął w rozkroku nad nią i ponownie złapał ją za rękę. Jeden po drugim zrywał jej z palców prawdziwe paznokcie.

Wreszcie zemdlała. Nie pamiętała, co się działo między teraz a wtedy. Tyle, że kiedy się ocknęła nie miała paznokci, a dłoń miała pokrytą strupami. Znów była przywiązana do krzesła za nadgarstki. Tym razem były przywiązane u boków i mogła je widzieć. Krzyczała na widok swoich zakrwawionych dłoni, na wspomnienie bólu i z bólu, który nadal czuła po tym, co z nią zrobił, ale nie było reakcji na jej krzyki. W końcu zamilkła, nadal myślała, jak stąd uciec.

Nadal wiedziała, że nie ucieknie.

Uspokoiła się trochę, udało się jej przesunąć krzesło przez pokój. Wlokła je po nagich deskach podłogi. Udało się jej dotrzeć do drzwi, ale z bliska zobaczyła, że są zamknięte. Samo przebycie pokoju pozbawiło ją całej energii. Ogarnęła ją frustracja, znów zaczęła płakać. Nie miała już nadziei, nie miała przyszłości.

Czekała na śmierć, modliła się o nią, ale śmierć nie nadchodziła.

Wrócił po raz ostatni, wreszcie się do niej odezwał. Zaciągnął ją razem z krzesłem do bocznego pokoju, w którym umieścił ją na samym początku i stanął za nią. Położył jej dłonie na ramionach i nacisnął. Słyszała, jak wyciąga coś z kieszeni, potem schwycił jej długiego kucyka. Następne, co usłyszała to dźwięk nożyczek przecinających jej włosy. Odciął jej kucyka.

– Myślałem, że jesteś inna – powiedział – ale jesteś taka sama jak wszystkie.

Oddech jej przyspieszył, odkąd wrócił do pokoju. Teraz, kiedy za nią stał, a ona miała na kolanach własne, odcięte włosy, czuła jak serce jej zwalnia. Wiedziała, że zatrzyma się zupełnie.

Zacisnął dłonie na jej ramionach.

– Przepraszam – powiedziała przez łzy. – Powiedz, czego ode mnie chcesz… powiedz, co źle zrobiłam. Zrobię wszystko, obiecuję.

Teraz nie miała nic przeciwko temu, żeby go błagać. Śmierć była przecież tak blisko. Rozczarowały go jej słowa. Powiedziałaby wszystko, żeby tylko go udobruchać. Jej rozpacz – jej żałosne, błagalne słowa – rozniecały w nim tylko jeszcze większą nienawiść do niej.

Czekała, aż coś powie. Myślała, że kiedy on znów się odezwie, może uda się jej go powstrzymać. Gdyby udało się skłonić go do mówienia, gdyby powiedział coś, co powinien, może udałoby się go przegadać. Pomyślała, że może jest jeszcze jakaś nadzieja.

Wtedy poderżnął jej gardło i wszystkie myśli się skończyły.