Strona główna Nasze patronaty Tomasz Białkowski, Drzewo morwowe, Recenzja Marty Guzowskiej

Tomasz Białkowski, Drzewo morwowe, Recenzja Marty Guzowskiej

0
PODZIEL SIĘ

Thriller w Myciskach Niżnych czyli ?Drzewo morwowe? Tomasza Białkowskiego

Od jakiego czasu toczy się w gronie pisarzy oraz znawców literatury popularnej dyskusja na ? ogólnie rzecz biorąc ? następujący temat: czy w Myciskach Niżnych (żeby przytoczyć klasyka; i błagam, jeśli ktoś nie wie, to nich się nie kompromituje, tylko szybko wygugla) czyli w Małych Polskich Miejscowościach da się umieścić akcję thrillera. Nie śledzę tej dyskusji na bieżąco, ale jeśli się nie mylę większość głosów jest na nie. A to dlatego, że w Myciskach Niżnych trudno sobie wyobrazić, dajmy na to, facetów próbujących rozbroić tykającą bombę atomową.

Nowa powieść Tomasza Białkowskiego nie jest klasycznym thrillerem, ale bliżej mu do tego gatunku, niż do klasycznego kryminału. ?Drzewo morwowe? pokazuje, że bomba atomowa nie jest potrzebna, żeby umieścić w ?Myciskach Niżnych? (w tym konkretnym przypadku w Olsztynie i okolicznych wsiach) akcję naprawdę pasjonującą.

 

Ktoś zabija starszych mężczyzn. Czyni to brutalnie (opisy daruję, a ponieważ należę do tych wrażliwszych czytelników, przyznaję od razu, że niektóre opuściłam w tekście, bo były naprawdę mocne). Już po dokonaniu morderstw wkłada ofiarom w usta motyla. Nie zdradzę specjalnie rozwiązania akcji, jeśli napiszę w tym miejscu, że są to motyle jedwabnika. A te, jak wiadomo, lubią liście morwy i stąd tytuł.

 

Najciekawsze jednak dopiero przed nami. Morderstwa łączą się ze śmiercią pierwszych chrześcijańskich męczenników. A śledztwo prowadzone przez młodego dziennikarza prowadzi go do dokonanej w końcu lat 70 tych próby zamachu na wysokiego partyjnego oficjela. A zamiast bomby (tykającej) pojawia się oryginał Wulgaty, bezcennej Biblii przełożonej na łacinę przez św. Hieronima. Tomasz Białkowski prześlizguje się po kwestii, która mnie zastanowiła: czy taki egzemplarz mógłby zachować się w wojennej zawierusze bez specjalistycznej konserwacji. Moim zdaniem nie, ale ta wpadka niewiele ujmuje powieści. Akcja jest wartka i zawiera wszystko, co powinna zawierać: obarczonego traumą z dzieciństwa bohatera, piękne kobiety, tajemniczego starca, szpetnego okrutnego garbusa, i w ogóle tajemnice, tajemnice i jeszcze raz tajemnice.

Przyznam, że ta książka byłaby nie tylko dobra, ale wręcz świetna, gdyby Redaktor przyłożył się bardziej do swojej pracy. Autor, w szale lub męce twórczej, może przegapić zwroty takie jak: ?ubierał kolejne części garderoby?, ?przedmiotem jego poszukiwań była zapalniczka?, czy ?ból był niewyobrażalny, odbierał zmysły. [?] Markowski od bioder w dół był sparaliżowany? (sparaliżowani z zasady bólu nie czują). Ale redaktorzy, jak powszechnie wiadomo, nie pracują w szale ani w męce, więc powinni to i owo skorygować.
Nie zmienia to jednak faktu, że Tomasz Białkowski przetarł szlak. Thriller w ?Myciskach Niżnych? jest nie tylko możliwy, potrafi chwycić czytelnika za klapy i nie wypuścić aż do końca. O czym uprzejmie donoszę po nieprzespanej, z powodu powieści, nocy.

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Szara Godzina.