Strona główna Recenzje W środku niczego, czyli „Miasteczko Crimson Lake” Candice Fox. Recenzja

W środku niczego, czyli „Miasteczko Crimson Lake” Candice Fox. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

W środku niczego, czyli „Miasteczko Crimson Lake” Candice Fox. RecenzjaNie wiem, co wy najbardziej lubicie w kryminałach. Ja – to uczucie, że zawalił się świat. Że coś zburzyło, zniszczyło dotychczasowe życie, potrzaskało wszystko, w co wierzyliśmy. I że trzeba to zbudować na nowo, przywrócić kosmiczny porządek. Najlepiej to zrobić odnajdując zbrodniarza, który wszystko zniszczył.

Bohaterowi „Crimson Lake” Tedowi Conkaffeyowi, policjantowi z wydziału narkotykowego,  z pewnością zawalił się świat. Pokłócił się z żoną i pojechał na ryby. Po drodze zatrzymał się przy przystanku autobusowym na którym czekała dziewczynka, chciał poprawić wędkę obijającą się o szybę. Dziewczynka został niedługo później uprowadzona, brutalnie zgwałcona i prawie zamordowana. Podejrzenie padło na Teda. I chociaż nie znaleziono przeciwko niemu dowodów, które byłyby nie do obalenia w sądzie, więc ostatecznie oskarżenie wycofano, odsiedział osiem miesięcy w więzieniu, a potem klamka zapadła: został uznany za pedofila gwałciciela przez własną żonę, innych policjantów i wszystkich dookoła.

Wyjechał więc do Crimson Lake, miasteczka w „samym środku niczego”, pod innym nazwiskiem wynajął zrujnowaną chałupę i próbował żyć.

Nie bardzo mu to wychodziło, dopóki nie wydarzyły się dwie rzeczy: nie uratował gęsi z gąsiątkami i nie został zatrudniony przez prywatną detektywkę Amandę do rozwiązania sprawy zniknięcia słynnego miejscowego pisarza. Amanda też siedziała w więzieniu (w odróżnieniu od Teda było to kilka lat, nie kilka miesięcy), oskarżona o zamordowanie koleżanki z klasy. I jej sprawa śmierdziała równie mocno, jak sprawa Teda.

Ten wyjątkowo niedobrany duet rusza rozwiązywać kryminalną zagadkę, a tymczasem ludzie w miasteczku powoli dowiadują się, kim naprawdę jest Ted i zaczynają go prześladować. Także dwaj miejscowi policjanci postawili sobie za punkt honoru wypłoszyć go z miasta. Ale Ted należy do ludzi, którzy tym twardsi się stają, im mocniej się ich naciska.

Wiem, że mamy dopiero luty, ale „Crimson Lake” już awansowało dla mnie na książkę roku 2018.

Powodów jest kilka. Po pierwsze: atrakcyjna lokalizacja, na australijskim zadupiu, z jego fauną i florą. W końcu niecodziennie mamy okazję śledzić losy morderstwa przy użyciu krokodyla. Po drugie główny bohater: prawdziwy samotny jeździec, sterany życiem twardziel, który ma jednak miękkie serce. Po trzecie, główna bohaterka, zwariowana Amanda, która opowiada kiepskie dowcipy i śmieje się tam, gdzie inni płaczą. A poza tym ma niesłychaną intuicję i naprawdę potrafi prowadzić śledztwo. I po czwarte: sposób, w jaki „Crimson Lake” została napisana. Wciąga od pierwszej strony i nie sposób odłożyć. Dawno, naprawdę dawno nie miałam w ręku tak dobrego kryminału. Koniecznie!