Strona główna Recenzje Sebastian Fitzek „Pasażer 23”. Recenzja

Sebastian Fitzek „Pasażer 23”. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Sebastian Fitzek „Pasażer 23”. RecenzjaZ powieściami Sebastiana Fitzka to ja mam taki problem: ilekroć jakąś czytam, zawsze myślę, że to najlepsza książka tego autora. Aż do momentu, kiedy wpada mi w ręce następna. Wtedy znowu myślę: ta jest najlepsza! I tak do następnej…

Więc przeczytałam właśnie najlepszą książkę Sebastiana Fitzka! „Pasażera 23”.

A tak serio: nie wiem, czy jest najlepsza. Ale wiem, że jest bardzo, bardzo dobra. I że wpadła mi w ręce w ciężkim tygodniu przemeblowania, kiedy kładąc się wieczorem do łóżka myślałam tylko głębokim śnie. Ale zamiast spać, sięgałam po Fitzka i czytałam. Niech więc to posłuży Wam za rekomendację.

„Pasażer 23” dzieje się w miejscu, w którym zawsze chciałam się znaleźć: na luksusowym liniowcu.

Podróż  takim, to moje marzenie: luksusowe kajuty, doskonałe posiłki, które trzy razy dziennie ktoś inny gotuje i podaje (i potem zmywa), leżaki i basen na pokładzie, drinki w barze, a na zewnątrz bezkresne morze. Ale Sebastian Fitzek uświadomił mi, że to najlepsze miejsce, żeby pozbyć się ciała. Bo podobno na statkach zdarza się wiele wypadków. Ludzie wypadają za burtę, bo za dużo wypili, bo się poślizgnęli, bo nie uważali. A kiedy już wypadną, prawie nigdy nie daje się odnaleźć zwłok. Więc liniowiec to nie tylko miejsce na doskonały urlop, ale i na doskonałe morderstwo.

Pół biedy jednak, kiedy ktoś po prostu zniknie.

Kapitan i właściciele statku ogłaszają żałobę, ale potem życie wszystkich (z wyjątkiem rodziny zaginionego) toczy się dalej. Gorzej jednak, gdy zaginiona osoba się odnajdzie. Tak jak Anouk, dziewczynka, która razem z matką zaginęła kilkanaście dni wcześniej, a potem nagle pojawia się na jednym z korytarzy gigantycznego liniowca.

Kapitan i właściciel statku decydują się prowadzić śledztwo, ale dyskretnie, aby nie wywoływać sensacji wśród pasażerów, ani nie prowokować niepotrzebnych pytań ze strony władz. Śledztwo ma jednak prowadzić Martin Schwartz, policyjny psycholog, którego żona i syn kilka lat wcześniej też zaginęli podczas rejsu statkiem.

Nie mogę wam zdradzić więcej z akcji, żeby nie zepsuć przyjemności czytania.

Ale proponuję, żebyście herbatę (lub kawę, co tam popijacie podczas smakowitej lektury) wypili zanim usiądziecie z tą książką. Bo Wasz napój wystygnie, a Wy nawet tego nie zauważycie. Chyba, że macie zwyczaj popijać do lektury wino…

„Pasażer 23” to moim (obecnym) zdaniem najbardziej przejmująca książka Fitzka. Nie tylko dlatego, że potrafi solidnie przestraszyć, ale też dlatego, że porusza w czytelniku głębokie nuty i zmusza do myślenia. Jak daleko można się posunąć zwalczając zło? Gdzie są granice zła i dobra? Fitzek nie podaje odpowiedzi, ale warto o tym pomyśleć.