Strona główna Recenzje Przeżyj to jeszcze raz, czyli „Brudny szmal” Dennisa Lehane’a

Przeżyj to jeszcze raz, czyli „Brudny szmal” Dennisa Lehane’a

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Bardzo chciałabym zobaczyć „Brudny szmal” w kinie, chociaż jeszcze się nie wybrałam. Nie tylko dlatego, że w ekranizacji tej powieści Dennisa Lehane’a gra Tom Hardy, mój ostatnio ulubiony aktor (no, może obok Briana Cranstona, ale on za to grał w „Godzilli”:-)). Nie tylko dlatego, że „Brudny szmal” jest wymarzonym podkładem do scenariusza filmowego (jak wszystkie zresztą powieści Lehane’a). Zaraz zrozumiecie dlaczego.

 

 

 

Bob nie ma przyjaciół ani rodziny. Ma za to pracę. W Barze Kuzyna Marva, którego właściciel zresztą naprawdę jest jakimś dalekim kuzynem Boba. Bob ma za to miękkie serce: pozwala weterance baru Millie pić na kreskę (a raczej na święty-nigdy), chętnie stawia kolejkę kumplom wspominającym Richiego Dawne Czasy, który dziesięć lat wcześniej wyszedł na chwilę z baru „by skombinować trochę trawy bądź metakwalonu (wśród jego przyjaciół nadal stanowiło to temat sporny) i już nie wrócił”. Tego miękkiego serca Boba nie lubi właściciel baru, ale w końcu są kuzynami, więc jakoś się dogadują. To miękkie serce Boba wpakuje go w kłopoty. Na przykład, kiedy znajdzie pobitego psa, zamarzającego w śmietniku. I kiedy nawiąże znajomość z dziewczyną, koło domu której ten śmietnik z psem stał. I kiedy zjawi się w jego własnym domu były właściciel psa, z eskalacją żądań.

Bob długo się zastanawia. Bob unika rozwiązań siłowych. Bob wie, że kiedy ktoś celuje do niego z gnata, to trzeba bez wahania spełnić wszystkie żądania celującego, a potem dopiero myśleć. I Bob chodzi co niedziela do kościoła, który ma wkrótce zostać zamknięty (a parafia przeniesiona). A to nie podoba się detektywowi Torresowi, również wiernemu tej samej parafii. Bo Bob nigdy nie przystępuje do komunii.

Więc tak: Bob znajduje psa i wchodzi jednocześnie w więcej interakcji z ludźmi w ciągu paru dni, niż w ciągu poprzednich paru miesięcy. Do baru Marva wpada dwóch kolesi i zgarnia utarg. Niestety nie jest to strata Marva, tylko gangu Umarovów (a’propos: czy zauważyliście, że ostatnio we wszystkich kryminałach mafia pochodzi z Bałkanów?). Umarovowie, za pomocą lekcji poglądowej z wiertarką w roli głównej szybko tłumaczą Marvovi, że ma odzyskać ich kasę. A Marv ma inne plany. Za to Torres ma ich wszystkich na oku. I dlaczego właściwie Bob nigdy nie przystępuje do komunii?

Nie wiem, co by z tego koktajlu wyszło, gdyby tę historię opowiedział ktoś inny. A że opisał ją Lehane wyszedł, jak zawsze temu autorowi, majstersztyk. Prosty język (we wspaniałym tłumaczeniu Maciejki Mazan, która spolszczyła w sposób miły dla oka i ucha również wiele powieści i opowiadań Stephena Kinga). Plastyczne obrazy. I ludzie, przede wszystkim ludzie. Jak we wszystkich powieściach Lehane’a ludzie są najważniejsi. Zwykli prostacy lub cwaniacy, zależy z której strony na to popatrzeć. Opisani tak, że nie można się od nich oderwać.

Pocieszę tych z Was, którzy przez dobre powieści nie sypiają po nocach: „Brudny szmal” liczy niecałe 200 stron. Złamię serce tym z Was, którzy, jak ja, uwielbiają Lehane’a: „Brudny szmal” liczy niecałe 200 stron. Dlatego właśnie chcę zobaczyć go w kinie. Żeby przeżyć to jeszcze raz.

 

„Brudny szmal” Dennisa Lehane’a w tłumaczeniu Maciejki Mazan przeczytałam dzięki uprzejmości  wydawnictwa Prószynki i S-ka.