Strona główna Recenzje Orson Scott Card, Zaginione wrota

Orson Scott Card, Zaginione wrota

0
PODZIEL SIĘ

Pech i talent czyli ?Zaginione wrota? Orsona Scotta Carda – recenzja Marty Guzowskiej

Orson Scott Card ma pecha. Jego debiutancka powieść ?Gra Endera?, opublikowana w 1985 r.  jest jedną z najlepszych powieści science fiction, jakie kiedykolwiek się ukazały. Od tego czasu wszystko, co wyszło spod pióra Carda jest do Endera porównywane. I zazwyczaj konkluzja brzmi ?dobre, ale to jednak nie Ender??. Tak jest i w przypadku powieści ?Zaginione wrota? opublikowanej niedawno przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.

 

 

 

Orson Scott Card oprócz pecha ma też talent. Połączony, podejrzewam, z naprawdę ciężką pracą. ?Gra Endera? i jej sequel ?Mów wszystko co wyszło spod pióra Carda daje świadectwo i talentowi i ciężkiej pracy. Tak jest i w przypadku powieści ?Zaginione wrota? opublikowanej niedawno przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.  

?Zaginionych wrót? toczy się w świecie, który znamy, ale tylko pozornie. Pozornie jest to Ameryka, a konkretnie rejon Wirginii kilku ostatnich lat. Naprawdę jest to świat upadłych bogów. Odkąd, kilkaset lat temu, zamknęły się (a właściwie zostały zamknięte, co stanowi kluczowy wątek powieści) wrota pomiędzy Ziemią, czyli Mittlegardem a Westilem, bogowie zaczęli tracić moc. Teraz już są tylko słabymi cieniami samych siebie. Członkowie rodziny głównego bohatera Danny?ego Northa potrafi tworzyć klanty, kopie samych siebie, które można wysłać gdzieś daleko, potrafią kontrolować ziemią i żelazo (przydatne przy budowie maszyn), ale to by było mniej więcej na tyle. Inne rodziny potrafią ujarzmiać wiatry i prądy morskie (bardzo praktyczna umiejętność, jeśli jest się armatorem dużej floty handlowej), jednak czasy potęgi przeminęły. Żadna z rodzin nie dąży jednak do otwarcia wrót (czy, raczej, Wrót), bo może to doprowadzić do wyniszczającej wojny między bogami. Wszystkie więc dzieci, które zdają się przejawiać jakikolwiek talent w kierunku tworzenia lub otwierania wrót są natychmiast usuwane (czytaj: zabijane). Problem w tym, że Danny North, uważany przez najbliższych za drekkę, czyli magiczne beztalencie, najwyraźniej talent do wrót posiada. I to talent ogromny. Jeśli więc chce zachować życie, musi uciekać i próbować przeżyć wśród zwykłych ludzi.

Dodam dla ułatwienia, że ?Zaginione wrota? nie są kryminałem. Jednak Zbrodnicza Siostrzyczka nie potrafiła się oprzeć pokusie. W końcu dobra powieść do dobra powieść, wszystko jedno, do jakiego należy gatunku.  

?Orson Scott Card opowiada historie jak nikt inny!? głosi zajawka na skrzydełku okładki. Nic dodać, nic ująć. O czymkolwiek nie pisałby, historia wciąga jak ruchome piaski i czytelnik nie ma szansy się z niej wydostać. Ale, jak Card sam ujawnia w posłowiu, to nie tylko talent, ale też tytaniczna praca. Dla stworzenia tych czterystu z hakiem stron Card rysował mapy, zbierał podania i legendy, wymyślał nieistniejące krainy i myślał, myślał, myślał.

I chociaż nie jest to Ender (eh?) ?Zaginione wrota? to doskonała lektura. Weźcie ją ze sobą na plażę! Książka ma tylko jedna wadę: zbyt szybko się kończy.

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCharlaine Harris, Prawdziwe morderstwa
Następny artykułAgata Christie, Dom nad kanałem
Agnieszka Krawczyk - pisarka z Krakowa, zajmująca się literaturą obyczajową i kryminalną. Lubi koty, kawę i książki - w tej kolejności. Autorka 13 powieści, współautorka 4 tomów opowiadań kryminalnych... Czytaj więcej