Strona główna Recenzje „Odprysk” Sebastiana Fitzka. Recenzja

„Odprysk” Sebastiana Fitzka. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

„Odprysk” Sebastiana Fitzka. RecenzjaDo drzwi domu lekarza puka Marc Lucas. Jest cały połamany, jednak ma dość siły, by zagrozić lekarzowi bronią i kazać się wpuścić do środka. Na miejscu błaga rozmówcę, żeby pomógł mu stwierdzić z całą pewnością, że Marc to… Marc.

Kilka miesięcy wcześniej Marc nieumyślnie spowodował wypadek samochodowy, w którym zginęła jego ciężarna żona, a jemu samemu pozostała pamiątka pod postacią odprysku metalu między kręgami kręgosłupa.

Wspomnienia wypadku prześladują Marka tak bardzo, że zgadza się wziąć udział w dziwnym eksperymencie medycznym: całkowitym wymazaniu pamięci i zastąpieniu jej wspomnieniami z których wymazane zostaną tragiczne chwile. Marc nie będzie pamiętał, że kiedykolwiek miał żonę i że ona tragicznie zginęła. Źródło jego nieszczęścia zostanie zlikwidowane.

Brzmi to absurdalnie, ale Marc jest tak zmęczony życiem, że nie analizuje szczegółów.

Ale kiedy wraca do domu, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Jego klucz nie pasuje do zamka, drzwi mieszkania otwiera mu jego własna zona, która najwyraźniej nie tylko żyje, ale też wcale go nie pamięta. A to dopiero początek…

Powieści Fitzka są bez wątpienia znakomite, miesiącami utrzymują się na listach bestsellerów.

A ja podczas lektury każdej z nich próbuję od nowa zdefiniować dlaczego wszystkie, bez wyjątku, tak mnie przerażają. Przerażają, ale jednocześnie wciągają nie pozwalając się odłożyć do czasu, kiedy już naprawdę trzeba gasić światło, bo jutro dzień pracy (chociaż może przynajmniej jeszcze jeden, jedyny rozdział…).

Fitzek, wykorzystując swoją ogromną wiedzę psychologiczną, robi po mistrzowsku jedną rzecz: podważa nasze przekonania.

I nie chodzi o jakieś dogmaty filozofii i religii, tylko ten najmocniej w nas zakorzenione prawdy życia codziennego. Że jeśli przekręcę w zamku klucz, drzwi mojego mieszkania się otworzą. Że zobaczę rano w lustrze tę twarz, którą spodziewam się tam ujrzeć. Że partner, do którego przytulam się w nocy, będzie rano tym samym człowiekiem. Że ja będę rano tym samym człowiekiem, co wieczorem…

Fitzek wie, że mózgiem rządzą substancje chemiczne i że nauka od lat pokazuje, jak niesłychanie łatwo można na nie wpłynąć innymi substancjami chemicznymi. I wtedy wszystko, w co wierzymy, wali się w gruzy. Rozpada się cały nasz świat, który z takim mozołem budowaliśmy przez lata.

To chyba najgorszy koszmar.

A Fitzek przedstawia to w taki sposób, że czytając, wierzymy, że może się to przytrafić każdemu z nas. Mnie też. I tak, Wam również!