Dzisiaj w naszym cyklu „Nie tylko o zbrodni” parę słów o wspomnieniach Michała Rusinka o Wisławie Szymborskiej.
Recenzja Agnieszki Krawczyk
Jak na piętnaście lat sekretarzowania takiej osobie jak Wisława Szymborska, to książka Michała Rusinka „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej”, by pomieścić wszystkie wspomnienia, anegdoty i mądre uwagi o życiu.
Jaka postać Szymborskiej wyłania się nam z tych zapisków? „Ekscentryczna starsza pani. Rozchichotana, czasami frywolna, lubiąca practical jokes (…) Depresyjna. Melancholijna. Surowa w sądach o sobie i innych. Perfekcjonistka”. Taki, zapewne celny portret, rysuje przed nami Michał Rusinek. Bo Szymborska była kobietą o wielu twarzach, w tym tej tragicznej i komicznej. Mieszały się w niej zachwyt nad życiem i odrobina goryczy w postrzeganiu świata.
Michał Rusinek został sekretarzem Wisławy Szymborskiej tuż po studiach i miała to być praca na krótko, najwyżej klika miesięcy. Zmieniła się w fascynującą przygodę na lata. Bo na pewno przygodą było obcowanie z tak fenomenalnym i ruchliwym umysłem, osobą o takiej kulturze intelektualnej, jak Noblistka.

W książce widzimy też wielką przyjaźń naszych bohaterów, bo i Michał Rusinek jest protagonistą tej opowieści. Zawsze „na podorędziu”, czuwający, pomocny i bardzo zaangażowany w sprawy swej „szefowej”. Przyznam, że ogromnie ujął mnie sposób, w jaki Rusinek opisuje swoje relacje zawodowe z Szymborską. Jest dowcipny, szczery, a jednocześnie pełen kultury i taktu. A Szymborska to taki wdzięczny temat do anegdot – gdy na raucie noblowskim zapytała króla z troską, czy nie wolałaby być gdzie indziej, a on szczerze odpowiedział, że na polowaniu, gdy kupowała w pewnej znanej sieci fast foodów „pikantne skrzydełka”, a potem z wdziękiem odmówiła przyjęcia karty rabatowej, którą owa firma wysłała jej dla reklamy, kiedy wreszcie dowcipnie odpisywała na listy różnych dziwaków. W „Nic zwyczajnego” Noblistka jest przede wszystkim niezwykle wdzięczną i sympatyczną osobą. Wierną w przyjaźni i pielęgnującą stare znajomości – jak choćby tę z „dziewczynami” z gimnazjum. Jedna z anegdot z tej książki, która szczególnie przypadła mi do gustu, dotyczy właśnie takiego sabatu. Gdy któraś z koleżanek narzekała na swego męża, inna przerwała słowami: „Przestań. To jest już nasz ostatni mąż!”. Widać, że Szymborska lubiła otaczać się ludźmi inteligentnymi i dowcipnymi, takimi, dzięki którym życie nie było nudną „piłą”.
Ciekawą kwestią są jej związki z innymi wybitnymi pisarzami. Szczególnie z Czesławem Miłoszem, który ówcześnie także mieszkał w Krakowie. Rusinek wspomina, że Miłosz był w odróżnieniu od Szymborskiej bardzo poważny, pryncypialny, lubił prowadzić fundamentalne rozmowy. Prawie nie żartował. A z drugiej strony uderzyło mnie, że lubił Harry’ego Pottera i na długo przed ukazaniem się tej książki w Polsce streszczał ją Szymborskiej i Rusinkowi jako modelową powieść o dorastaniu w anglosaskiej szkole, z jej ograniczeniami i klasowymi podziałami.
Książka Michała Rusinka to bardzo sympatyczny przyczynek do biografii Noblistki. Migawka z jej życia, pozwalająca poznać nam ją bardziej prywatnie. Nie znałam osobiście Szymborskiej, więc mogę się wypowiadać jedynie na podstawie moich odczuć po przeczytaniu książki Rusinka, ale mam wrażenie, że Noblistka nie lubiła się za bardzo odsłaniać. W wywiadach, oficjalnych rozmowach często chowała się za zgrabną anegdotą, zręcznie rzuconym bon-motem, który ładnie wychodził w druku. Muskała jedynie powierzchnię rzeczy, nie dopuszczając ludzi zbyt blisko siebie. Wykręcała się od odpowiedzi. To co miała do przekazania, zawarła w wierszach.
Michał Rusinek otoczył troską jej codzienność. Nie tylko „szurał papierami”, czyli prowadził korespondencje, odpowiadał na telefony, ale też pilnował przeprowadzki, dbał o zdrowie i o komfort. Był przy „szefowej” do samego końca, o czym pisze z równą dyskrecją i subtelnością, jak o wszystkim. To bardzo krzepiące, że Szymborska, osoba w pewnym momencie swego życia pozbawiona już rodziny, znalazła kogoś tak oddanego i pełnego przyjaźni. „Pierwszy Sekretarz” pisze o niej „Była dość osobliwym przedstawicielem naszego gatunku”. To prawda, takie osoby jak ona rzadko się dzisiaj już spotyka.
Dlatego warto przeczytać „Nic zwyczajnego”, by zajrzeć za tę zasłonę i poznać naszą najwybitniejszą poetkę od trochę innej, bardziej intymnej strony.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZNAK





